Reklama

Gorsze odchylenie

07/12/2010 15:16

Nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu, mówi porzekadło. Przysłowia są mądrością narodów. Skoro tak, to nie ma co dyskutować. Trzeba się zgodzić. Kiedy „Gazeta Wyborcza” zwołała szlachetnych ludzi, by w Dzień Niepodległości wygwizdali marsz narodowców, a przeciwnicy marszu postanowili go zablokować, zbierając się hasłem „Faszyzm nie przejdzie”, ONR i Młodzież Wszechpolska zachowały się niczym dobrze wytrenowany dżudoka. Co robi dżudoka, widząc rozpędzonego przeciwnika? Wykorzystuje jego siłę, robi unik i schodzi z linii ciosu, czekając, aż rozjuszony agresor potknie się o własne nogi. I tak się stało. Ci, którzy mieli być zakałą demokracji, zachowali się wzorowo, a ci, którzy mieli bronić Polski przed faszyzmem, mocno nabroili. Podpadli policji, bo blokowali legalną (mamy w Polsce prawo do zgromadzeń i manifestacji) demonstrację. Chcieli bronić ducha, a zderzyli się z literą. Poturbowany Robert Biedroń pielgrzymował po telewizyjnych studiach w malowniczym ortopedycznym kołnierzu. Opowiadał, że został pobity przez policjantów. W gazetach robili sobie żarty, że to przez to, iż chwycił policjanta za pałkę.

W każdym razie organizatorzy akcji wygwizdania „faszyzmu” gęsto musieli się tłumaczyć. Blokowanie legalnych manifestacji, nawet pod chwytliwym hasłem „Faszyzm nie przejdzie”, może okazać się niebezpiecznym precedensem. Za rok czy dwa ktoś może mieć ochotę, by zablokować paradę równości albo manifę. Ktoś, kto uzna, że jest to równie szkodliwe dla zdrowia społecznego jak faszyzm. (Inna sprawa, że nazywanie „faszystami” tych, których się aktualnie zwalcza, to stary lewacki chwyt. Dla PPR-owców „faszystami” byli nasi dziadkowie z AK i BCh).
Do policji za listopadową akcję nie można mieć pretensji. Policja nie jest od tego, żeby pytać o poglądy albo preferencje. Policja jest od tego, by powstrzymać kogoś, kto rzuca się z pięściami czy chwyta śmietniczkę, by rozbić nią sklepową witrynę. Wolę spokojnego „faszystę” od „antyfaszysty” z kamieniem w ręku. I na odwrót - spokojnego „antyfaszystę” od „faszysty”, który zamierza rozbić mi głowę. Nasza Konstytucja zachowuje pod tym względem wzorcową równowagę, zakazując po równo - faszyzmu i komunizmu. Z praktyką bywa jednak różnie.
Publikowanie „Mein Kampf” jest ścigane (i dobrze, nie ma powodów, by dawać strawę szaleńcom), a „Manifest komunistyczny” można sobie poczytać do poduszki. Podobizn Hitlera na koszulkach nie widać. Statuetki Lenina uważane są za niegroźny folklor, koszulki z Che Guevarą nawet bywają w modzie. Symetria zupełnie niezrozumiała, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że liczba ofiar terroru komunistycznego na świecie przewyższa liczbę ofiar, które straciły życie z powodu zbrodni faszyzmu. Kiedy idioci krzyczą albo wypisują na murach „Żydzi do gazu!”, to wiadomo, że idioci. Jak ktoś dowodzi, że za Stalina nie wszystko było takie złe, uważa się go za nieszkodliwego staruszka.
Władysław Gomułka miał podobno kiedyś ideologiczny, partyjny dylemat. Które odchylenie jest gorsze - prawicowe czy lewicowe? - Oba są gorsze! - uznał salomonowo. Taki dziś zgodny jestem, że zgodzę się nawet ze starym komunistą.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości