Nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu, mówi porzekadło. Przysłowia są mądrością narodów. Skoro tak, to nie ma co dyskutować. Trzeba się zgodzić. Kiedy „Gazeta Wyborcza” zwołała szlachetnych ludzi, by w Dzień Niepodległości wygwizdali marsz narodowców, a przeciwnicy marszu postanowili go zablokować, zbierając się hasłem „Faszyzm nie przejdzie”, ONR i Młodzież Wszechpolska zachowały się niczym dobrze wytrenowany dżudoka. Co robi dżudoka, widząc rozpędzonego przeciwnika? Wykorzystuje jego siłę, robi unik i schodzi z linii ciosu, czekając, aż rozjuszony agresor potknie się o własne nogi. I tak się stało. Ci, którzy mieli być zakałą demokracji, zachowali się wzorowo, a ci, którzy mieli bronić Polski przed faszyzmem, mocno nabroili. Podpadli policji, bo blokowali legalną (mamy w Polsce prawo do zgromadzeń i manifestacji) demonstrację. Chcieli bronić ducha, a zderzyli się z literą. Poturbowany Robert Biedroń pielgrzymował po telewizyjnych studiach w malowniczym ortopedycznym kołnierzu. Opowiadał, że został pobity przez policjantów. W gazetach robili sobie żarty, że to przez to, iż chwycił policjanta za pałkę.
W każdym razie organizatorzy akcji wygwizdania „faszyzmu” gęsto musieli się tłumaczyć. Blokowanie legalnych manifestacji, nawet pod chwytliwym hasłem „Faszyzm nie przejdzie”, może okazać się niebezpiecznym precedensem. Za rok czy dwa ktoś może mieć ochotę, by zablokować paradę równości albo manifę. Ktoś, kto uzna, że jest to równie szkodliwe dla zdrowia społecznego jak faszyzm. (Inna sprawa, że nazywanie „faszystami” tych, których się aktualnie zwalcza, to stary lewacki chwyt. Dla PPR-owców „faszystami” byli nasi dziadkowie z AK i BCh).Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!