Podobno – wiedza internetowa, więc niepewna – miał kandydować do Senatu w siedleckim okręgu. Planował spotkania w okolicznych miastach. Jeśli to prawda, to znaczy, że były wicepremier do końca nie tracił politycznego instynktu. Jeśli miało mu się gdzieś udać, to właśnie tutaj. Nie żebym chciał na Andrzeja Leppera głosować. Ale obserwować przedwyborczą rywalizację z jego udziałem? To mogłoby być ciekawe… Sentyment dla Samoobrony gdzieś się jeszcze tli w okolicach. Przewodniczący nie byłby bez szans.
Prokuratura, jak to prokuratura, jeśli nie musi, wylewna nie jest. Mówi oględnie, że ze wstępnych przesłuchań wynika, że przyczyną samobójstwa Andrzeja Leppera mogły być kłopoty finansowe. Jeśli to prawda, to znaczy, że historia Samoobrony zatoczyła koło, by nie powiedzieć: zrobiła pętlę. Samoobrona zaczęła się od kłopotów finansowych (złych kredytów, nieopłacalnej produkcji, kłopotów ze zbytem) i na kłopotach finansowych się kończy. Lęk, niepewność, bezradność, poczucie krzywdy. Lepper jakoś te ludzkie nieszczęścia (oraz swoje aspiracje) organizował, układał, a więc po swojemu porządkował. Na granicy anarchii, czasami nawet poza tą granicą, ale jednak praktykował demokrację. Chciał znaleźć się ze swoimi ludźmi w Sejmie, nie na ulicy. Trzeba znać proporcje, wysypywanie zboża i blokowanie dróg to nie to samo, co strzelanie i podkładanie bomb. Ambitnie i nie przebierając w środkach, celował w parlament. I tam trafił. Daleka droga dla człowieka bez matury, który zaczynał od pracy w PGR.
Pamiętam, jak przyjechał do siedleckiego szpitala, by odwiedzić swoich zwolenników, poszkodowanych przy blokadzie. Uprzedzająco uprzejmy, ze wszystkimi się witał. W szatni grzecznie założył ochraniacze na buty. Ruszył na piętro. Kogo spotkał po drodze, ściskał mu rękę. Wcale nie wyglądał na butnego watażkę, który wali na odlew i rzuca oskarżenia bez dowodów. Ile w tym było polityki, ale ile grzeczności, tego się już nie dowiem. Kiedyś w biurze Samoobrony, w tych latach, kiedy była dumna i u szczytu, dostałem organizacyjny krawat w biało-czerwone pasy, podarunek – jak mnie zapewniano - „od samego pana przewodniczącego”. Nie sądziłem, że kiedykolwiek się przyda. Mam go do dzisiaj. To być może wszystko, co zostanie po Samoobronie. Koniec końców, to nie Balcerowicz musiał odejść.
Politycy raczej irytują swoją niezatapialnością. Nawet posłani przez wyborców na szczaw, spadają na cztery łapy. Przyjaciele nie pozwolą marnie zginąć i w ramach partyjnej albo i międzypartyjnej solidarności zawsze coś w końcu przegranemu koledze załatwią, jakąś prezesurę, miejsce w radzie nadzorczej albo chociaż zaciszną, mało eksponowaną przechowalnię. Załatwią, ale, okazuje się - nie zawsze i nie wszystkim. Andrzej Lepper nie był, jak to się mówi, bohaterem mojej bajki. Ale były polski wicepremier i minister rolnictwa, ktokolwiek by nim nie był, nie powinien kończyć na sznurze, wyciągniętym z bokserskiego worka. W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy wyszły z Polski dwa newsy, które naprawdę zrobiły wrażenie na świecie. 10 kwietnia 2010 roku rozbił się samolot z polskim prezydentem. 5 sierpnia 2011 roku odebrał sobie życie były polski wicepremier. Nie wygląda to dobrze.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!