Reklama

Łuków - miasto monitorowane

Wjeżdżający do Łukowa, oprócz tablic z serdecznymi powitaniami, dostrzegą również małe tabliczki z napisem „Miasto monitorowane”. Cóż to znaczy? – Często tylko tyle, że za grube tysiące zainstalowano kamery, które na niewiele się przydają – mówią niektórzy.

Mają rację, bo system monitoringu, kosztujący już 330 tys. zł, często ulega awariom. Najgorsze jest to, że miesiącami nikt go nie naprawia. Tak jest właśnie teraz.

PODŁĄCZYLI PARK I WSZYSTKO PADŁO

Pierwsze kamery założono na początku 2008 r. w 4 punktach w centrum Łukowa. Radni miejscy, decydując się na wydatek 170 tys. zł z budżetu, ustalili, że dokupią kolejne kamery. Przewidziano, że w mieście miałoby być ich 16.

Wraz z pierwszymi kamerami, kupiono sprzęt radioodbiorczy i komputerowy do Centrum Monitoringu. 4 czerwca 2008 r. za sumę 96,5 tys. zł dokupiono kolejne 4 kamery, a wiosną 2010 r., tuż przed oddaniem do użytku zrewitalizowanego parku miejskiego, za 63,5 tys. zł kupiono jeszcze 2 kamery, zainstalowane na terenie parku, a także dodatkowy monitor do Centrum Monitoringu.

– Wszystko funkcjonowało dobrze do czasu podłączenia kamer w parku. Od maja system szwankuje – wyjaśnia Krzysztof Sierpień, kierownik Referatu Promocji i Pozyskiwania Środków Pozabudżetowych Urzędu Miasta w Łukowie.

WANDALE W MIEŚCIE, A NA MONITORACH PIKSELE

12 czerwca, około godz. 22. Kilkunastoosobowa grupa nastolatków przechodzi ulicą Wyszyńskiego i skręca w Partyzantów. Później wchodzi na os. Unitów Podlaskich i idzie do ul. Świderskiej. Po drodze rozbija uliczne lampy. Jedną wandale chcą wyłamać, ale nie dają rady. Za to przewracają wszystkie uliczne kosze na śmieci. Kilka podpalają.

Na ul. Wyszyńskiego i na skrzyżowaniu z ul. Partyzantów są zainstalowane kamery. System monitoringu powinien zarejestrować wyczyny nastolatków. Dzięki nagraniom powinno się młodych ludzi zidentyfikować i pociągnąć do odpowiedzialności. Sięganie do archiwum na dyskach komputerów kończy się jednak fiaskiem.

– Identyfikacja poszczególnych osób nie była możliwa. Zastrzegam, że nie jestem informatykiem, ale wydaje mi się, że obraz, nagrany przez kamery, jest poddawany podczas archiwizacji znacznej kompresji i w sytuacji, gdy trzeba go powiększyć, dochodzi do rozpikselowania – mówi Krzysztof Okliński, członek Rady Miasta Łukowa, który zainteresował się wandalizmem w mieście.

ALGORYTM TO KIEPSKIE ROZWIĄZANIE

Zakładając pierwsze kamery miejskiego monitoringu, zdecydowano się na radiową transmisję obrazu. Wybrano urządzenia renomowanej firmy BOSCH. Kamery, które rejestrują obraz w promieniu 200 m, zostały wyposażone w radionadajniki i anteny. Każdy z tych systemów nadaje na odrębnej częstotliwości. Wszystkie sygnały z nadajników trafiają do odbiornika połączonego z komputerowym systemem rejestrującym, w którym przez miesiąc są przechowywane nagrane obrazy. Sprzęt ten, stanowiący własność miasta, na mocy porozumienia z Komendą Wojewódzką Policji w Lublinie został przekazany w użytkowanie Komendzie Powiatowej Policji w Łukowie.

W dzień Centrum Monitoringu najczęściej obsługują stażyści z KPP. Dowiedzieliśmy się, że popołudniami, wieczorami i nocą kamerami steruje komputer, poruszając nimi według określonego algorytmu. Nie jest to dobre rozwiązanie, bo komputer nie ocenia, które rejestrowane zdarzenia są ważne, a które nie. Które obiekty należałoby przybliżyć, a które nie muszą być szczegółowo nagrywane. Dochodzi więc do sytuacji, że istotnych wydarzeń, jakich zarejestrowanie mogłyby być przydatne np. w postępowaniach karnych, na dyskach komputerów po prostu nie ma.

URZĘDNICY O KUKUŁCZYM JAJU

Dysponentem systemu jest Miasto Łuków. Centrum monitoringu znajduje się w budynku Komendy Powiatowej Policji w Łukowie. To, że użytkownicy systemu monitorującego nie są jego właścicielami, może powodować kłopoty w razie awarii. Nie wiadomo, kto ma wzywać serwis i kto ma za naprawy płacić. Na szczęście w Łukowie system monitorujący jest jeszcze na gwarancji, a o awariach zarówno KPP, jak i Urząd Miasta od razu powiadamiają serwis. Na tym jednak koniec. Pracownicy serwisu bardzo długo każą na siebie czekać, a nie ma nikogo, kto skutecznie mobilizowałby ich do wykonania zobowiązania naprawy gwarancyjnej. W Urzędzie Miasta nieoficjalnie powiedziano nam, że to wszystko dlatego, iż policję uszczęśliwiono monitoringiem, jak kukułczym jajem, na siłę.

CYLINDER I INNE PRZESTĘPSTWA

Sierpniowe, sobotnie popołudnie. Przed restaurację „Kameralną”, gdzie miało się odbyć przyjęcie weselne, podjeżdża samochód z parą młodą. Na masce, prócz kwiatów, ma przypięty kominiarski cylinder. I właśnie ten cylinder bardzo się komuś „spodobał”, więc go ukradziono. Bogusław Jazurek, wiceprzewodniczący Rady Powiatu, w dniu ślubu córki nie przejął się tym zbytnio. Ale po 2 dniach poszedł na policję, by poprosić o nagranie z miejskiego monitoringu. Samochód był rejestrowany przez kamerę, zainstalowaną na budynku Szkoły Muzycznej. Moment kradzieży cylindra powinien być nagrany. – Okazało się jednak, że monitoring od 2 miesięcy nie działał. Komendant wielokrotnie monitował, by sprzęt naprawiono. Umówiłem się na rozmowę z burmistrzem i dopiero po tej interwencji monitoring zaczął działać prawidłowo – informuje B. Jazurek.

Opisane przez niego zdarzenie miało miejsce przed rokiem. Pomimo kłopotów z miejskim monitoringiem, użytkujący go policjanci chwalą ten system. Dzięki niemu w 2009 r. ujawniono 13 wykroczeń porządkowych, np. spożywanie alkoholu w miejscach zabronionych, zakłócenie ładu i porządku publicznego, śmiecenie itp., aż 211 wykroczeń przeciwko bezpieczeństwu w komunikacji, np. parkowanie w miejscach zabronionych, zdarzenia drogowe, jazdę bez zapiętych pasów bezpieczeństwa, a także 1 bójkę. W tym roku dzięki kamerom ujawniono 9 wykroczeń porządkowych i 152 wykroczenia przeciwko bezpieczeństwu komunikacyjnemu.

PS Na początku sierpnia łukowski monitoring został naprawiony.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości