Reklama

Na tatarskim szlaku (wideo)

Na szósty już plener majowy (1-4 maja 2008) siedlecka Grupa Twórcza "Fotogram" wybrała się do Tatarskiej Jurty w Kruszynianach. Do 27 czerwca, od poniedziałku do piątku w godz. 10.00-17.00, w Galerii Fotografii Fokus, mieszczącej się w Sali Podlasie przy ul. Sienkiewicza 63, można oglądać fotografie, wykonane tuż przy granicy polsko-białoruskiej.

Tatar? – niewysoki, skośnooki, krępy, nieco dziki i nieokrzesany, i koniecznie z sumiastymi wąsami – to stereotypowe skojarzenia, jakie nasuwają nam się w pierwszej chwili. Tymczasem w Tatarskiej Jurcie w Kruszynianach, do której wybrała się na szósty plener majowy Grupa Twórcza Fotogram – przywitała nas szeroko uśmiechnięta... blondynka. Dżenneta Bogdanowicz – mama Dżemili (absolwentka politologii), Elwiry i Tamiry i żona Mirosława, nazywanego przez nią Miroskiem – rozsławiła Kruszyniany tradycyjnymi potrawami tatarskimi, które od 5 lat gotuje dla przyjezdnych. Jej kołduny, pierekaczewniki czy trybuszoki były wielokrotnie nagradzane w konkursach kulinarnych. Ona sama jest Mistrzynią Świata w pieczeniu babki i kiszki ziemniaczanej.


Reklama

 

 

Kruszyniany to wieś-legenda. 120 domów, ale tylko w 80 z nich mieszkają miejscowi. Reszta to letnicy, którzy ostatnio kupili tu mnóstwo ziemi. Na ojcowiznę powoli wracają też Tatarzy – potomkowie pierwszych osadników, którzy 12 marca 1679 r. dostali od króla Jana III Sobieskiego tę wioskę wraz z kilkoma pobliskimi. Osadzeni wówczas muzułmanie, zwani Lipkami, dostali je jako wyraz wdzięczności za walkę po stronie Polski w wojnie z Turkami. W Kruszynianach osiadł wtedy na stałe pułkownik Samuel Murza Krzeczowski, który uratował życie królowi w bitwie pod Parkanami.

Reklama


 

 

Drewniany meczet (obecnie jeden z pięciu w Polsce), prawdopodobnie z przełomu  XVIII i XIX w. , ma zgodnie z tradycją muzułmańską osobne wejście dla mężczyzn i dla kobiet. Swoją architekturą nie przypomina jednak meczetów z Turcji czy Zakaukazia. Gdyby nie trzy wieże, zwieńczone blaszanymi hełmami z półksiężycem w szczycie, można by pomyśleć, że niepozorny z zewnątrz zielony domek jest kościółkiem prawosławnym lub grekokatolickim.


 

 

Niedaleko meczetu znajdziemy mizar – jeden z trzech czynnych w tej chwili w Polsce. Jeszcze dalej – cmentarz prawosławny. Między nimi – kilka kapliczek lub ołtarzyków katolickich. W tej chwili w wiosce zgodnie żyją, szanując przepadające w różne dni tygodnia – w zależności od wyznawanej religii – święta wyznawcy prawosławia, katolicy i muzułmanie. - Czasem brakuje nam dni wolnych do pracy – śmiał się Dżemil Gembicki – przewodnik po kruszyniańskim meczecie, który tydzień przed naszym przyjazdem ożenił się z... Polką. Kiedyś Kruszyniany nazywano „Triniedzielnaja”, bo mieszkali tu katolicy i prawosławni, świętujący w niedzielę, Żydzi – w sobotę i Tatarzy – w piątek.

Reklama


 

 

Swoją przygodę z Orientem rozpoczęliśmy w „Domu Kleina” – Centrum Kultury i Rekreacji w Supraślu. Obejrzeliśmy w nim, wspólnie ze znanym i cenionym fotografem Markiem Tomaszukiem i jego żoną Krysią prace Wiktora Wołkowa. Ten z wykształcenia leśnik, z zamiłowania specjalista od fotografii pejzażu i przyrody północno-wschodniej Polski to człowiek-legenda. Podobno nigdy nie miał zegarka, telefonu komórkowego i adresu mailowego. Jak zatem można go spotkać? Najpewniej o 4 nad ranem nad rzeką...

Reklama


„Ślady” Wiktora można też znaleźć w supraskim Muzeum Ikon, utworzonym na terenie prawosławnego monasteru, któremu Wołkow podarował kilka ikon – pamiątek po swoim starowiernym dziadku. To tylko jedna z niespodzianek, jakie spotkały nas na bajecznym niczym prawdziwa jurta, w której można przenocować, mieniącym się kolorami jak tatarskie ozdoby, które jednego wieczoru wyciągnęła z szafy Dżenneta, szlaku Orientu. Kolejne to imponujące arboretum, czyli ogród dendrologiczny (łac. arbor – drzewo) czy oświęcenie grobów na cmentarzu prawosławnym, którego dokonuje się dziewięć dni po Wielkanocy. Tego dnia nie znajdziemy na grobach kwiatów ani zniczy, tylko pokarmy z wielkanocnego stołu. My spotkaliśmy na cmentarzu prawosławnym jaszczurkę. Tuż za cmentarnym ogrodzeniem niemalże czekał na nas na wpół ostrzyżony baran. Koniara Edyta wypatrzyła w jednej z sąsiadujących z Kruszynianami wiosek źrebię z pępowiną. Aleksowi z towarzyszących wschodzącemu słońcu mgieł podobno wyłonił się... wilk.   

Reklama


Czy to opiekuńcze Oko Proroka sprawiło, że mimo iż w Siedlcach lało, nas nie zawiodła pogoda?


Aneta Abramowicz

Sponsorem pleneru i wystawy jest Honda Wyszomirski.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości