Reklama

Nasza Bastylia

04/08/2009 12:01

Topograficzny zbieg okoliczności polegający na tym, że z dziennikarskich pokoi naszej redakcji widać więzienie, wydaje mi się, prawdę mówiąc, nazbyt grubą metaforą losu, ale fakt jest faktem – za oknem mamy widok na wysoki mur, strażnika na wieży i przesłonięte blendami szyby cel.

W okresie urlopowym widok ten osobliwie się wzmaga. Ruski car, każąc wybudować więzienie na przedmieściu, nie mógł przewidzieć, że taką lokalizacją zepsuje nam cały widok. Prowincjonalne Siedlce rozwinęły się bowiem tak udatnie się, że XIX-wieczne peryferia stały się śródmieściem. Zapowiedź władz miasta, że będą zabiegały o likwidację lub przeniesienie siedleckiego zakładu karnego, tak nieszczęśliwie usytuowanego w centrum, przyjąłem z radością, a nawet umiarkowanym entuzjazmem. W skutek zabiegów wierzę jednak umiarkowanie, bo nie pierwszy raz o tym projekcie słyszę. Nie po raz pierwszy koncepcja ta wydaje mi się słuszna i godna poparcia. (Aby dokończyć kłopotliwą kwestię punktów widzenia, tłumaczę, że więzienie widać tylko z pokoi dziennikarzy oraz z biura ogłoszeń. Pozostałe okna redakcyjne wychodzą na szablonową, standardową architekturę. Nie wiem, czy to cokolwiek wyjaśnia.)
Pierwszy raz o likwidacji więzienia – witaj kalendarzu, na którym cofają się dekady - usłyszałem w sali gimnastycznej naszej podstawówki, gdzie wzorowo zgromadzono nas na spotkanie z partyjnym aparatczykiem. Wśród śmiałych wizji, jakie pan w garniturze roztaczał przed Siedlcami (świeżo awansowanymi do rangi stolicy województwa) znalazła się także ta: więzienie zostanie zamknięte, a w carskich murach, po zburzeniu murów zewnętrznych, urządzi się hotel. Oczywiście nie natychmiast, nie jutro, ale niedługo... Za kilka lat najdalej. Od tamtej pogadanki w sali gimnastycznej minęło lat trzydzieści. Albo nawet ździebko więcej.
Proszę wybaczyć, że nie pamiętam nazwiska tego komunistycznego siepacza (bo to siepacz być musiał niewątpliwie), który nas wtedy, młodziaków, świetlanymi perspektywami uwodził i śmiałe plany kreślił. Gość znaczny być musiał, skoro zgoniono dla niego całą szkołę. Na ówczesnym etapie – tak się wtedy ładnie mówiło – gość miał zresztą całkowitą rację. Facet był, by tak rzec, kryty podwójnie - od strony teorii i praktyki. Teoria wykładała, że gdy ustrój sprawiedliwości społecznej osiągnie odpowiedni stopień rozwoju, więzienia staną się zbędne. Dobra rozdzielać się będzie według potrzeb, kraść więc nie będzie potrzeby. A skoro nie będzie złodziei, nie będzie też więzień. Od strony praktycznej przyszłość więziennictwa w realnym socjalizmie wyglądała jeszcze gorzej. Realnie wyglądało to tak, że jeszcze dekada, góra dwie, a nie będzie co kraść. Sukcesy gierkowskiego socjalizmu stawały się coraz bardziej ewidentne. Gość z komitetu był, jak widać, kuty na cztery nogi. Kto to był, nie wiem, ale ręczę, że karierę zrobił. Kapitalizmu nie przewidział, ale dał radę i spadł na cztery łapy (te uprzednio podkute, teraz miękkie i tolerancyjne). Zmieniają się ustroje i nadzorcy, więzienia, jak stały - tak stoją. Nie pustoszeją nigdy. Najbliższy opróżniony plac to ten w Paryżu – po Bastylii.
Dariusz Kuziak

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości