Reklama

Nie nowy, ale niezbędny

Strażacy w Wierzbnie mają wreszcie porządny samochód. Uroczystość przekazania auta Ochotniczej Straży Pożarnej w Wierzbnie odbyła się w piątek, 17 października na placu przy szkole. Wójt gminy Eugeniusz Kudelski wręczył kluczyki do auta prezesowi OSP Wierzbno, Mieczysławowi Walęckiemu.

50 tys. zł na zakup używanego średniego samochodu ratowniczo-gaśniczego dla OSP Wierzbno przekazał samorząd wojewódzki. 60 tysięcy zł dołożyła gmina, a 10 tys. zł udało się zebrać samym strażakom. 120 tys. zł wystarczyło na zakup Volvo o przebiegu 40 tys. km. Auto sprowadzono z Holandii i wyposażono w firmie w Szczecinie. – Wyposażenie jest bogate. Samochód ma m.in. maszt oświetleniowy, drabinę sięgającą do wysokości piątego piętra oraz 4 aparaty do oddychania dla strażaków – mówi wójt gminy Wierzbno, Eugeniusz Kudelski. - Samochód już sprawdził się w akcji. Jeszcze przed poświęceniem gasił pożar w Ossównie – dodaje.

- Myślę, że dzisiaj rozpoczął się nowy rozdział w dziejach OSP w Wierzbnie, a zwieńczeniem tego rozdziału będzie włączenie OSP do krajowego systemu ratowniczo-gaśniczego – mówił komendant PSP w Węgrowie bryg. Jarosław Soszyński. Zwrócił uwagę, iż Wierzbno, jest jedynym, obok gminy Miedzna, samorządem w powiecie, na terenie którego nie ma ani jednej ochotniczej jednostki, włączonej do krajowego systemu ratowniczo-gaśniczego. – W stosunku do OSP Miedzna już wystąpiliśmy z wnioskiem o włączenie do tego systemu. Myślę, że gdy przybędzie sprzętu i zostaną spełnione wymagania, również jednostka z Wierzbna dołączy do KSRG.

Wójt Eugeniusz Kudelski przypomniał barwną historię straży w Wierzbnie. - Powstała w roku 1920 z inicjatywy dziedzica dóbr Wierzbno Józefa Mieszczańskiego oraz grupy włościan z tejże wsi – mówił wójt. - Wspólny interes polegał na tym, iż dziedzic darował straży pożarnej grunt, na którym stanęła remiza, zakupił ręczną pompę wodną i węże, obronił jednak las serwitutowy, z którego zobowiązany był dawać drewno na odbudowę spalonych zabudowań i domów włościańskich. W serwitutach posiadał większościowy udział, ponosił więc największe ciężary finansowe. Zaangażowanie pierwszych strażaków ochotników było ogromne. Mieli remizę, pompę, wóz konny strażacki, brakowało tylko koni i ludzi umiejących obsługiwać sprzęt– poradzono sobie z tym problemem, a konie tak wyćwiczono, że na sygnał trąbki same biegły do remizy i zdarzało się czasami, że były tam wcześniej niż strażacy, choć stanowiło to dodatkowy problem, ponieważ przybiegały z pastwiska bez uprzęży lub w uprzęży, ale ze sprzętem rolniczym, który w czasie tej eskapady kompletnie się dezelował – wspominał wójt. (DK)

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości