Osiem godzin. Tyle czasem muszą czekać rodziny, zanim ktoś przyjedzie stwierdzić zgon bliskiej osoby. Ciała leżą w domach, czasem na ulicy, a lekarze odmawiają przyjazdu. „Mam chorych pacjentów, a zmarłemu i tak już nie pomogę” - mówią niekiedy medycy. Dla nich przepisy sprzed pół wieku stały się biurokratyczną pułapką.
Obowiązujące w Polsce przepisy dotyczące stwierdzania zgonu pochodzą z połowy XX wieku. Ustawa z 1959 roku o cmentarzach i chowaniu zmarłych (nowelizowana kilka lat później) w wielu punktach nie nadąża za współczesnymi realiami i nie znajduje odzwierciedlenia w praktyce. System działa sprawnie tylko w jednym, wąskim przypadku: gdy ktoś umiera w domu, w dzień roboczy, między godziną 8.00 a 18.00.
W praktyce sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana. Jeśli lekarz rodzinny pacjenta nie jest dostępny lub jeśli zmarły w ogóle się nie leczył, ustalenie, kto ma prawo i obowiązek stwierdzić zgon, staje się problemem. Konsekwencje odczuwają rodziny zmarłych. Zamiast przeżywać stratę, przez długie godziny próbują ustalić, który lekarz wystawi kartę zgonu.
Ostatnio w powiecie mińskim zrozpaczona rodzina zadzwoniła do ośrodka zdrowia, prosząc, aby lekarka POZ przyjechała stwierdzić zgon bliskiej osoby. Lekarka odmówiła. Wyjaśniła, że musi zajmować się pacjentami i może przyjechać dopiero następnego dnia. Czasem rodziny czekają dwie, trzy godziny, ale zdarza się, że nawet osiem. Ostatecznie lekarz dotarł, po kilku godzinach. To nie jest odosobniony przypadek.
Niejasność przepisów frustruje także personel medyczny, a w przypadku zgonów w miejscach publicznych biurokratyczne wątpliwości paraliżują pracę policji i innych służb.
- Niektórzy lekarze niechętnie jadą nawet do swojego pacjenta, a co dopiero do osoby, która nie należała do ośrodka zdrowia albo w ogóle się nie leczyła. Wielu z nich wychodzi z założenia: „mam chorych pacjentów, a zmarłemu i tak już nie pomogę”. Jeszcze większy problem pojawia się, gdy zgon następuje w miejscu publicznym. Ciało nie może przecież godzinami leżeć na ulicy, nawet przykryte workiem, na oczach przypadkowych przechodniów - mówią osoby, które pracują przy tego typu interwencjach.
Świadkowie opowiadają, jak człowiek zmarł na drodze. Dopiero po „licznych prośbach, a nawet groźbach” udało się zmotywować medyka do przyjazdu.
Osobą uprawnioną do stwierdzenia zgonu i wystawienia karty zgonu jest lekarz, który udzielał pacjentowi świadczeń w ciągu ostatnich 30 dni lub kierownik zespołu ratownictwa medycznego, jeśli pacjent zmarł w trakcie akcji medycznej. W praktyce oznacza to częste odsyłanie rodzin i poszukiwanie „właściwego lekarza”, co wydłuża cały proces i potęguje stres.
Ustawa z 1959 roku przewiduje, że starosta ma obowiązek wyznaczenia lekarza - koronera. Problem polega na tym, że przepisy nie wskazują źródła finansowania tego obowiązku. Więc w wielu powiatach koronerów po prostu nie ma. Eksperci podkreślają, że jedynym realnym rozwiązaniem jest pilne uchwalenie nowoczesnych przepisów, które usankcjonują instytucję koronera - lekarza dostępnego w każdym powiecie, którego zadaniem byłoby szybkie i profesjonalne stwierdzanie zgonu.
Czy jest szansa na zmianę przepisów w tej kwestii? Przeczytajcie cały artykuł w papierowym i e-wydaniu "TS" (KUP TERAZ)
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Moja mama zmarła w domu i nie przeszkadzało nam to że leży w łóżku. Czekaliśmy na lekarza ile trzeba. No ale wiadomo że na drodze czy w podobnych miejscach powinno być to szybko załatwione
Na miejscu wystawiana jest karta zgonu, a dopiero na jej podstawie USC wydaje akt zgonu.
Cztery lata temu przy ulicy Poniatowskiego w Siedlcach przy wejściu do sklepu "PSS Społem" , kilka godzin leżało ciało mężczyzny w czarnym worku do transportu zwłok pilnowane przez patrol policji w oczekiwaniu na prokuraturę,a był to piątek po godzinie 15:00! Daje do myślenia!
Moja mama zmarła w domu i nie przeszkadzało nam to że leży w łóżku. Czekaliśmy na lekarza ile trzeba. No ale wiadomo że na drodze czy w podobnych miejscach powinno być to szybko załatwione
Na miejscu wystawiana jest karta zgonu, a dopiero na jej podstawie USC wydaje akt zgonu.
Cztery lata temu przy ulicy Poniatowskiego w Siedlcach przy wejściu do sklepu "PSS Społem" , kilka godzin leżało ciało mężczyzny w czarnym worku do transportu zwłok pilnowane przez patrol policji w oczekiwaniu na prokuraturę,a był to piątek po godzinie 15:00! Daje do myślenia!