Reklama

Osłabianie finansów

O powiecie nic tak dobrze nie mówi, jak stan jego finansów. Zaś o osobach nim kierujących to, w jaki sposób dbają o publiczny grosz. Do końca samorządowej kadencji przeciwstawiano „młodego i przedsiębiorczego” starostę Longina Kajkę „staremu i leniwemu” staroście Januszowi Koziołowi. Ten młody miał o finanse dbać lepiej.

Miał na rzecz powiatu pozyskać niespotykaną dotychczas kwotę pieniędzy ze źródeł zewnętrznych. Tyle opinie. Przyjrzyjmy się faktom.

FUNDUSZE ZEWNĘTRZNE

Na forum internetowym „TS” udzielał się m.in. internauta, podpisujący się nickiem „Yokus”. Stwierdził on, że pod względem liczby pozyskiwanych funduszy zewnętrznych i skuteczności przy składaniu wniosków inni mogą Longina Kajkę traktować jako wzór.



O tym, czy to opinia zasłużona, można przekonać się, analizując zamieszczoną przy artykule infografikę. Jak z niej wynika, w sumie, do odwołania w 2008 r., Zarząd Powiatu z Januszem Koziołem na czele pozyskał 27.711.313 zł. W zestawieniu nie uwzględniono tzw. funduszy miękkich na różne szkolenia, festyny, projekty, realizowane na rzecz uczniów, bezrobotnych itp.

Warto zwrócić uwagę, że Zarząd J. Kozioła, jeszcze przed odejściem, zdążył złożyć wnioski o pieniądze unijne na II etap małej obwodnicy Łukowa, a nawet podpisać z marszałkiem województwa porozumienie w sprawie tej inwestycji. Podobnie było z wnioskiem o dotację na informatyzację gmin powiatu łukowskiego i gminy Kłoczew.

Natomiast losy projektu, jaki przez koalicję, która po niedawnych wyborach musiała ustąpić, wielokroć był eksponowany, są niepewne. L. Kajka informował o przyznanych pieniądzach na dokończenie budowy gmachu dydaktycznego dla I LO im. T. Kościuszki w Łukowie wielokrotnie. A pieniądze te nie zostały przyznane. We wniosku, określanym w Lublinie mianem niechlujnego, popełniono 38 błędów. Usterki poprawiano w grudniu, ale czy unijne pieniądze na „budynek dydaktyczny” ostatecznie do kasy powiatowej wpłyną? - wciąż nie wiadomo.

Jeśli Urząd Marszałkowski nie wykaże wobec powiatu łukowskiego szczególnego zrozumienia, to nici będą też z unijnej dotacji na kupno 4 nowoczesnych strażackich wozów bojowych wraz z wyposażeniem. Wniosek został odrzucony w czasie wstępnej kwalifikacji, ponieważ Starostwo wysłało go... na niewłaściwy konkurs!

Nie zaliczając więc ostatnich dwóch wniosków i nie wliczając do podsumowania dotacji miękkich, Zarząd Powiatu pod kierownictwem L. Kajki uzyskał 17.492.749 zł.

Trzeba przyznać, że średnio rocznie daje to więcej pieniędzy niż za rządów J. Kozioła. Jeśli jednak uwzględnimy to, że fundusze na budowę obwodnicy, jak i na informatyzację powiatu, załatwiał Zarząd J. Kozioła, sukcesy L. Kajki wyglądają blado (uzyskał tylko 2.091.085 zł).

PŁACE I LICZNE NAGRODY

Łatwo mówi się o pozyskiwaniu pieniędzy, a dużo trudniej jest się o nie starać. Ważne jest więc gospodarne podejście do tego, co już się ma. Gdy przyjrzymy się finansom powiatowym w ostatnich dwóch latach, niejedno nas zaskoczy.

Zacznijmy od podwyżek i nagród dla urzędników. W latach 2009-2010 niektórzy, np. zasiadający w Zarządzie Powiatu, bądź mający tam męża, uzyskiwali podwyżki wyższe niż inni urzędnicy. Gdy zwykli musieli zadowolić się 100 złotymi, zaufani otrzymywali 500 zł.

Radny Henryk Tymosz jest szeregowym pracownikiem łukowskiego PCPR-u. Zanim wybrano go do Zarządu Powiatu, zarabiał netto ok. 1.300 zł. Jego pensja wzrosła do 2.650 zł z chwilą wejścia do Zarządu. Jednocześnie usprawiedliwiano mu w pracy nieobecności, których w związku z wykonywanym mandatem miał masę.

Pracownicy Starostwa otrzymywali też nagrody. L. Kajka był hojnym szefem. Nagrody, jak osobiście pisał w uzasadnieniach, „za wzorowe wykonywanie obowiązków służbowych”, poza okazyjnymi, przekazywanymi np. na święta, wszystkim po 140 zł, przyznawał nawet kilka razy do roku. Szczególnie dużo było na krótko przed wyborami. Około 27 osób otrzymywało wówczas po kilkakroć od 1.500 do 3.500 zł. Tylko kierownik referatu gospodarczego w Starostwie, który podpadł L. Kajce przy okazji afery z rachunkami telefonicznymi starosty (pisaliśmy o tej sprawie we wrześniu ub. r. „TS” nr 38), otrzymał raz 100 zł.

Wyjątkowo, chociaż nie wiadomo, w jaki sposób, musiał się zasłużyć Robert Baran, do niedawna naczelnik Biura Rady Powiatu. Już po pół roku pracy w urzędzie był nagrodzony dwukrotnie - w październiku i listopadzie 2010 r. Benedykt Wojtaś otrzymał wysokie nagrody trzykrotnie. Grzegorz Końka, Arkadiusz Wrzosek i Krzysztof Konstanty dostawali nagrody aż po 5 razy. W sumie na nagrody w 2010 r. wydano 149.000 zł.

Co ciekawe, w powiecie rozeszła się plotka, że nie wszystkie przyznawane pieniądze urzędnicy wydawali osobiście, że dostawali pieniądze po to, by je oddać. Między innymi tę sprawę bada prowadząca śledztwo Prokuratura Okręgowa w Lublinie. Są przesłuchiwani kolejni urzędnicy. Część z nich twierdzi jednak, że nagród nie oddawała.

PRACE NA ZLECENIE ZA DUŻE PIENIĄDZE

Nagrody były dla urzędników, ale przy odrobinie szczęścia, albo lepiej, przy okazji znajomości kogoś z kierownictwa Starostwa, można było otrzymać pracę na umowę-zlecenie. W ten sposób zatrudniano w urzędzie oraz w jednostkach podległych Starostwu. Dokładnie nie policzono wszystkich umów-zleceń, chociaż wiele wskazuje, że najwięcej (57) było ich w szkołach ponadgimnazjalnych, a prym wśród nich wiedzie Zespół Placówek (dawniej Szkoła Specjalna) w Łukowie.

Część prac, powierzanych w trybie doraźnym, była uzasadniona. Jednak w ostatnich dwóch latach tę formę zatrudniania nadużywano, o czym można się przekonać, analizując wydatki na bezosobowy fundusz płac. W 2009 r. wzrósł on w stosunku do kwot z 2008 r. o 4.597,67 zł. Ten wzrost w 2010 r. w stosunku do 2008 r. był już ponad sześciokrotny, bo na bezosobowy fundusz płac przeznaczono 140.000 zł!

O nadużywaniu tej formy zatrudniania świadczą też inne fakty. Jeżeli bowiem dodatkowo zatrudniano w szkołach ponadgimnazjalnych 10-12 osób do prowadzenia księgowości, przygotowywania bilansu, list płac czy raportów kasowych, to warto zapytać, co stało się z dotychczasowymi księgowymi w tych placówkach.

Jeżeli do biblioteki I LO im. T. Kościuszki trafiła żona jednego z urzędników Starostwa, by za łączną sumę 2.415 zł „wprowadzić księgozbiór biblioteki szkolnej do komputerowego systemu bibliotecznego”, to warto zapytać, co się stało ze szkolnymi bibliotekarkami. Jeżeli za „konserwację i porządkowanie zabytkowego parku” na terenie Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Baczkowie zabrał się były radny powiatowy, rolnik z zawodu, Tadeusz Stefan Kopeć, a jego prace, warte 17.600 zł, nadzorował za 4.500 zł inny były radny powiatowy, Zbigniew Gajda, to warto zapytać, czy takie zajęcia nie wymagają od zatrudnianych specjalnych uprawnień.

Warto też zainteresować się, co obaj panowie we wspomnianym parku za ponad 20 tys. zł zrobili. Sprawdzimy to wiosną. Cdn.

PIOTR GICZELA


Od autora: W poprzednim odcinku „Stanu wewnętrznego powiatu łukowskiego” pojawiła się nieścisłość, dotycząca zatrudnienia na stanowisku naczelnika Wydziału Organizacyjno-Administracyjnego Jana Łukasika. Nie został on, jak pisałem, przyjęty do starostwa jako pracownik, a następnie awansowany bez organizacji naboru, lecz, zgodnie z ustawą o pracownikach samorządowych, przeszedł ze stanowiska naczelnika wydziału w łukowskim Urzędzie Miasta na stanowisko naczelnika w Starostwie. Okazało się również, że Grzegorzowi Osialowi, dyrektorowi Muzeum Regionalnego w Łukowie nie brakowało wymaganego tą samą ustawą stażu pracy samorządowej. Zainteresowanych przepraszam za błędy.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości