Reklama

Paszport z PRL

31/12/2007 12:21

Nasze ukształtowane w schyłkowym PRL umysły znały swoje ograniczenia. Nie marzyliśmy o tym, że znikną granice. To było nie do wyobrażenia. (Strefa Schengen istniała tylko potencjalnie, układ został podpisany, ale w praktyce niewiele znaczył.) Marzyliśmy o paszporcie na własność, o cienkiej książeczce w granatowych okładkach i napisem „Polska Rzeczpospolita Ludowa”.

 PRL-owski paszport już na wstępie ostrzegał w urzędowej nowomowie: „Paszport podlega zwrotowi do organu, który go wydał lub który jest właściwy ze względu na miejsce zamieszkania posiadacza paszportu, w terminie 14 dni od powrotu z zagranicy, chyba że posiadacz paszportu zwolniony jest z takiego obowiązku”. Aby nie pozostawiać złudzeń, z góry określono listę krajów, na które paszport jest ważny. Dzisiaj, dwadzieścia lat później (czerwoną pieczątkę wbito w lipcu 1987 r.) dwa z tych krajów nie istnieją, a pozostałe noszą inne nazwy. Ich kolejność, jak wszystko w tamtym czasie, nie jest przypadkowa: Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich, Czechosłowacka Republika Socjalistyczna, Niemiecka Republika Demokratyczna, Węgierska Republika Ludowa, Ludowa Republika Bułgarii, Socjalistyczna Republika Rumunii. Niżej powtórzono ich nazwy w języku, który znać musiał każdy pogranicznik po tej stronie żelaznej kurtyny, w języku najważniejszym – po rosyjsku.
Wertujmy dalej, oto następna czerwona pieczątka. Rok 1989. „Ważność paszportu wznawia się na kraje: Wszystkie kraje świata. Wsie strany mira. Tous les payes du monde. Z prawem – w tym miejscu władza uznała, że trzeba podkreślić tę wyjątkową okoliczność – WIELOKROTNEGO przekraczania granicy PRL”. Hura!
Wtedy jeszcze graniczni strażnicy przykładali się do pracy. Zużywając tony tuszu, pracowicie wbijali pieczątki, oznaczające miejsce, datę, a nawet godzinę wyjazdu i powrotu. Cieszyn, Kunowice, Świnoujście. Straż graniczna DDR używała dwukolorowych zielono-czerwonych stempli. Dzięki nim wiem, że 26 września 1989 r. około godziny 9 na przejściu granicznym Bht. Friedrichstr. (czyli dworcu przy Friedrichstrasse) opuściłem socjalistyczną wspólnotę. Przejeżdżając metrem pod murem berlińskim po raz pierwszy znalazłem się w świecie zgniłego kapitalistycznego Zachodu. Przez sześć godzin (powrót tą samą drogą, godz. 15.) biegaliśmy po Berlinie Zachodnim, który wydawał się rajem. Nie mogliśmy pojąć, dlaczego kapitaliści są tak niepraktyczni. Zamiast zaokrąglać ceny, sprzedają owoce po 2,99, a telewizory i odkurzacze po 699 DM. W Polsce premierem był już Tadeusz Mazowiecki. Kilka tygodni później mur berliński przestał istnieć. Trzeba uważać na to, o czym się marzy. Rzeczywistość przekracza
wyobrażenia. Nieistniejące granice przekracza się bez paszportu.
Dariusz Kuziak


Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości