Była sobota. Łuków dopiero budził się ze snu. W rejonie ulicy Kiernickich oraz niedokończonego ronda na Wojska Polskiego i Wereszczakówny - żywego ducha. Podszedłem bliżej i przed kościołem pod wezwaniem Świętego Brata Alberta zauważyłem pozostawione rowery. Było ich więcej niż zwykle o poranku, gdy ludzie dojeżdżają z okolicznych osiedli na nabożeństwo.
Stały wszędzie: w specjalnych stojakach, koło bramy, poopierane o ściany dzwonnicy i przy świątyni. Niektóre zwykłe, stare graty. Ale część zdradzała ich przeznaczenie chociażby przez zamocowane na nich turystyczne sakwy, proporczyk z godłem Unii Europejskiej albo lepsze opony. – Na tych zapewne pojadą do Kodnia – pomyślałem.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!