Reklama

Po prostu wyjechal

03/08/2004 00:00
- Szukam ojca Dawidka - to pierwsze slowa, jakie Aneta wypowiedziala w redakcji. Maly ciemnoskóry brzdac jest sliczny jak z obrazka. Usmiecha sie, a czarne jak wegielki oczy swidruja czlowieka na wylot. Jego mama niesmialo zaczyna swoja opowiesc. Jest zmeczona i zdesperowana. Doszla do skraju wytrzymalosci. Czy pozostaja jej tylko lzy i strach o przyszlosc? - Nie przychodzilabym tutaj, ale gdy zlikwidowano fundusz alimentacyjny, nie mamy z czego zyc. Moja sprawa o wyegzekwowanie alimentów od ojca dziecka nie moze sie odbyc, bo nie mozna ustalic jego adresu. Jest prawdopodobnie w Australii, ale nie ma pewnosci. Aneta pracowala w szkole jezykowej zalozonej w Siedlcach przez cudzoziemca, z pochodzenia Kamerunczyka. Otworzyl on takze kafejke internetowa i ksiegarnie. Mimo ze szef byl zonaty, miedzy Aneta a nim zawiazala sie nic sympatii, która przerodzila sie w romans. Gdy okazalo sie, ze Aneta jest w ciazy, szef nie byl zachwycony. - Uznal dziecko w sadzie, choc nie zgodzil sie dac mu swego nazwiska. Sad zasadzil nam alimenty. Otrzymalam je we wrzesniu, nawet z „zapasem” az do grudnia. Sad nakazal jeszcze wyplacic nam wyrównanie za minione piec miesiecy. Wyrównania Aneta jednak nie otrzymala. Podobnie jak dalszych alimentów, naleznych od stycznia tego roku. Aneta wynajmuje mieszkanie. Pochodzi z niezamoznej rodziny i nie moze liczyc na finansowe wsparcie z jej strony. Gdy wiec alimenty nie nadchodzily, sytuacja samotnej mamy zrobila sie dramatyczna. - Szkole jezykowa, kafejke i ksiegarnie po prostu zlikwidowal i wyjechal. Nie mialam z nim juz kontaktu. Dowiedzialam sie, ze wyjechal z zona do Australii. Wiem to od jego uczniów. Przykro mi, ze zostalam tak pozostawiona sama sobie. Prawde mówiac, oklamal mnie, bo mówil, ze nigdzie nie wyjezdza. Aneta zalozyla sprawe w sadzie o sciagniecie zaleglych alimentów. Tu jednak pojawil sie klopot: brak dokladnego adresu ojca uniemozliwia przeprowadzenie rozprawy. - Zadzwonilam do jego tesciowej, do Warszawy. Wytlumaczylam, o co chodzi, ze potrzebuje jego adresu. Nie podala mi. Aneta nie ma pracy, synek ma prawie póltora roku. Jest im bardzo ciezko. - Moze ktos zna jego adres? - zastanawia sie. - Szukam go juz od wielu miesiecy. Zycie staje sie coraz trudniejsze. Aneta przyznaje, ze nie spodziewala sie takiego obrotu sprawy. Nigdy nie przypuszczala, ze ojciec moze tak po prostu zapomniec o dziecku, nie zastanawiac sie, czy ma ono potrzebne do codziennego zycia rzeczy, jedzenie, pieluchy. - Nie traktowal mnie zle – wspomina. – Teraz to wszystko po prostu boli i przeraza. Mysli o jutrze, o nastepnym tygodniu przynosza tylko strach. Jak przezyc? Za co kupic dziecku jedzenie? Siedlecki sad wyslal do konsulatu polskiego w Australii pismo z prosba o ustalenie adresu Kamerunczyka. Niestety, odpowiedz nie nadeszla. Aneta poprosila o sprawdzenie adresu, który ktos zyczliwie jej podsunal. - Sad ponownie zwrócil sie do konsulatu z zapytaniem, czy dany adres jest aktualny - dowiadujemy sie w siedleckim sadzie. - Dopóki adres ojca dziecka jest nieznany, sytuacja dziecka i jego mamy bedzie bardzo trudna. Bez adresu sprawa nie ruszy z miejsca. PS Jesli ktos moze pomóc Anecie lub ma kontakt z ojcem dziecka, moze napisac do redakcji z dopiskiem „Aneta” badz tez poczta e-mailowa: [email protected]

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości