Reklama

Powyborczy poranek

Powyborczy poranek mglisty jest i niedospany. Nowe wyłania się z mroku, niepewne i szare. Z opuszczonego lokalu wyborczego smętnie zwisają martwe flagi. Kac męczy i spać się chce. Jak to po święcie. Wybory to przecież święto. Święto demokracji. Cisza wyborcza skończyła się i można hałasować. Ale wszyscy zmęczeni i nikomu się nie chce.

Komentatorzy zmęczyli się i ochrypli. Spikerzy radia i telewizji wyrzucają z siebie jedynie krótkie komunikaty pełne procentów, które krok po kroku przybliżają nas do odwiecznej prawdy. Prawda jest taka, że nic się definitywnie nie rozstrzygnęło. Skończyło się jak zwykle, czyli skończyło się  remisem.
Nastroje są remisowe, bo wyniki są remisowe. Nawet frekwencja jest remisowa. Połowa poszła – połowa nie poszła. Jedni mają spokojne sumienie, bo poszli, głosowali, wzięli udział, obywatelski obowiązek spełnili; inni też mają dobrze - mają święty spokój. Tylko dzień taki szary i niedospany. Jeszcze wczoraj tyle było błyskotliwych planów, cudownych pomysłów i prostych rozwiązań. A dzisiaj nic. Wyprztykali się. Bryndza. 
Ci, którzy wygrali, cieszą się umiarkowanie, miarkują swój triumfalizm, bo wiedzą, że w dzisiejszych tryumfach są zarodki przyszłych klęsk. Władzę po to się zdobywa, by ją stracić. A tracić przykra rzecz, zwłaszcza w taki mglisty, listopadowy dzień. 

Są zresztą powody do optymizmu. Przegrani tak bardzo nie przegrali. Przegrać mniej niż się spodziewało, to prawie jak wygrać. Poza tym, szczęśliwie Prezes zna już przyczyny niepełnego tryumfu: - Gdyby nie ta zaplanowana, perfidna, przeprowadzona z pełną premedytacją akcja, my byśmy te wybory wygrali. Ona była po to, żebyśmy ich nie wygrali.
No tak, Prezes jest jak zawsze o jedno „gdyby” od pełnego szczęścia. Gdyby nie Wałęsa… Gdyby nie szafa Lesiaka… Gdyby nie Kaczmarek… Gdyby nie WSI… Gdyby nie Lepper… Gdyby nie Tusk w Smoleńsku… Gdyby nie zaplanowana gra…
Gdyby Prezes nie wywalił Pani Joanny i Pani Eli, to oni by te wybory wygrali. Ale zgodnie z planem, perfidnie i z pełną premedytacją – wziął i wywalił. Dlatego nie wygrali.

Co nie  znaczy, że przegrali. Wygrali, tyle że nie za bardzo. Wygrali, ale umiarkowanie wygrali. Zupełnie jak Platforma Wszystkim Rządząca Obywatelska. Wygrała, ale nie całkiem wygrała, nie bezapelacyjnie wygrała. Czyli w swojej wygranej trochę przegrała jednak.
Ci, którzy ledwie odbili się od dna, też wygrali, bo mogli się przecież nie odbić od dna, bo mogli trafić na muł. A trafili jak kosa na kamień. I od kamienia odbili się. Ci, co się nie odbili i poszli na dno - też wygrali. Dzień szary, niedospany, pełen mgły ściele się im do nóg. Przegrali i nic już nie muszą. Przegrali i mają wolne. Lada dzień spadnie pierwszy śnieg. Zakryje ślady i odtąd będziemy myśleć już tylko o świętach.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości