Marian Łobejko z Łukowa nie będzie siedział w domu przy ogarku, a telewizora i radioodbiornika na strych nie wyniesie. Ale nie chce dłużej być ofiarą, która dla około połowy mieszkańców 30-tysięcznego miasta poświęca swe prywatne dobra.
Ma dość iskrzenia, zwarć, zerwanych przewodów grożących porażeniem, pożarów, wybuchów, chybotliwych słupów ze spadającymi zeń metalowymi elementami. Ma dość linii elektrycznej, która przebiega przez jego posesję.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!