Reklama

Przewodniczący sokołowskiej rady ukrywa dokumenty przed radnymi (!) i mieszkańcami. Demokracja w szufladzie

Czy przewodniczący rady powiatu może zdecydować, które dokumenty są dla radnych, a które mają pozostać w jego szufladzie? Sprawa zmian w szpitalu w Sokołowie Podlaskim pokazuje, że niebezpiecznie zaciera się granica między polityczną ostrożnością a łamaniem prawa do informacji.

Historia zaczęła się pod koniec listopada. Wtedy „Tygodnik Siedlecki” ustalił nieoficjalnie, że 20 listopada sokołowski zarząd powiatu otrzymał komplet dokumentów na temat restrukturyzacji szpitala. Zmiany miałyby być radykalne: mówi się o likwidacji lub połączeniu czterech oddziałów, między innymi ginekologii z chirurgią. Wyliczenia zakładają oszczędności rzędu 9 mln zł. Dyrektor szpitala Mariusz Martyniak w rozmowie z „TS” zachował ostrożność, twierdząc: „Będziemy o tym mogli rozmawiać, jeśli sprawie zostanie nadany bieg prawny”. Równie wymijająco mówił starosta Adam Góral: „Omawialiśmy zmiany, restrukturyzację szpitala. Myślę, że to jest jeszcze nie ten etap, żeby cokolwiek mówić”.

SESJA 1 GRUDNIA: MAM, ALE NIE POKAŻĘ

Na sesji 1 grudnia radny Piotr Woźniak (PiS) zadał kluczowe pytanie: „Czy prawdą jest, że jest taki dokument (...), który dostaliście państwo jako zarząd 20 listopada od pana dyrektora? Dostaliście dokumentację, która ma być planem pewnego rodzaju restrukturyzacji w szpitalu? Jeśli to prawda, to czy my jako radni możemy się z nim zapoznać?”

Reklama

Odpowiedź przewodniczącego Jarosława Puściona była jednoznaczna i, co rzadkie w polityce, zaskakująco szczera. Przyznał: „Taki dokument wpłynął”, po czym z rozbrajającą szczerością dodał: „Informacje o restrukturyzacji mam. Natomiast, proszę państwa, ja jej nie wypuszczę, bo nie chcę, żeby ta informacja była manipulowana (...) Dopóki nie będzie podjętej decyzji, ten dokument z mojej szuflady nie wyjdzie! Najpierw musi decyzję podjąć zarząd i cała koalicja i dopiero wtedy w jakimś zakresie będzie ta restrukturyzacja szła”.

Innymi słowy: radni otrzymają dokument, gdy koalicja rządząca zaakceptuje zaproponowane zmiany. Czyli gdy będzie już za późno na merytoryczną dyskusję i możliwość rzeczywistego wpływu na decyzje.

Reklama

FORMALNY WNIOSEK I MILCZENIE PRZEWODNICZĄCEGO

Po sesji nasza redakcja złożyła do przewodniczącego Puściona i zarządu powiatu wniosek o udostępnienie informacji publicznej. W uzasadnieniu podkreśliliśmy, że dokument nie stanowi „informacji nieistniejącej”, bo jego istnienie i procedowanie zostało publicznie potwierdzone przez przewodniczącego. Poza tym dotyczy kluczowej sprawy publicznej: przyszłości i organizacji szpitala. Zadaliśmy również konkretne pytania o założenia restrukturyzacji, listę oddziałów przewidzianych do likwidacji lub połączenia, szacunkowe oszczędności oraz skutki personalne.

Po 12 dniach odpowiedział starosta Adam Góral, stwierdzając lakonicznie: „Zarząd Powiatu Sokołowskiego nie posiada dokumentu pt. «Plan restrukturyzacji Szpitala Powiatowego w Sokołowie Podlaskim» lub pod innym analogicznym tytułem, wobec czego niemożliwe jest jego udostępnienie”.

Reklama

Od przewodniczącego Puściona nie przyszła żadna odpowiedź.

SESJA 19 GRUDNIA: „UDAWAŁEM, ŻE NIE WIEM”

Przed sesją 19 grudnia zapytaliśmy przewodniczącego, czy ma zamiar odpowiedzieć na nasze pytania. Drwiąco dopytywał, na jakiego maila zostały wysłane, twierdząc, że maili nie uznaje i żadnego nie otrzymał.

Jednak na zakończenie obrad Jarosław Puścion zmienił narrację, mówiąc m.in.:

– Radny Woźniak zapytał na sesji, czy w starostwie jest dokument. Pan radny Woźniak widocznie doskonale wiedział o spotkaniu, które odbyło się tutaj, na tej sali, w którym brała udział część członków zarządu, ja i przedstawiciele SPZOZ.

Reklama

Stwierdzając, że radny Woźniak ma „dobrych informatorów”, potwierdził, że na spotkaniu była mowa m.in. o restrukturyzacji szpitala. A potem wyznał publicznie (i w zawiły sposób) coś, co powinno zaniepokoić każdego obywatela:

– Czy to było celowe zagranie, czy przypadek, bo on (radny Woźniak – przyp. red.) się zapytał, czy jest taki dokument, a ja udałem, że nie wiem o tym dokumencie, ale nie powiedziałem do końca, jaki dokument powstał.

Przewodniczący, który jest jednocześnie lekarzem sokołowskiego szpitala, powiedział nam, że pół godziny po sesji wpłynął wniosek o dostęp do informacji publicznej.

Reklama

– Pani redaktor otrzymałem od zarządu, że taki dokument oficjalnie do starostwa nie wpłynął, bo to był dokument roboczy. A roboczych dokumentów, które nie są oficjalnymi dokumentami, nie będziemy ujawniać nikomu. I ten dokument w dalszym ciągu jest w szufladzie, do czasu, dopóki wojewoda nie uruchomi programu, a dyrektor SPZOZ nie będzie mógł złożyć elektronicznie dokumentu o restrukturyzacji do NFZ, a w kolejnej dosłownie do nas, do rady powiatu sokołowskiego.

Jarosław Puścion zapewnił też:

– Szpital będzie dalej funkcjonował, bo zamiarem rady, przynajmniej części koalicji, która tworzy większość tej radzie, nie jest likwidowanie szpitala. Restrukturyzacja nie może być utożsamiana z zamknięciem.

Reklama

Przewodniczący Puścion na sesji sugerował, że radny Woźniak dysponuje „dobrymi informatorami”. Ale ta teoria rozbija się o prostą rzeczywistość. Bo po sesji radny Woźniak przyznał nam, że nie potrzebował żadnych tajnych źródeł: zwyczajnie czyta na bieżąco (a nie wybiórczo) „Tygodnik Siedlecki”.

– To z „TS”, który ukazał się 26 listopada, dowiedziałem się o spotkaniu w sprawie restrukturyzacji szpitala. Informacja była dostępna dla każdego – mówi Piotr Woźniak.

Najwyraźniej jednak nie dla przewodniczącego rady, który chyba woli budować teorie spiskowe. Owszem, Jarosław Puścion nie musi znać lokalnej prasy. Ale jako przewodniczący powinien znać prawo. Czyli wiedzieć, że Ustawa o dostępie do informacji publicznej nakłada na niego jednoznaczny obowiązek udzielenia odpowiedzi na wnioski w terminie 14 dni, z możliwością przedłużenia do 2 miesięcy w uzasadnionych przypadkach.

Reklama

                                                                           ***

Przewodniczący nie tylko nie dotrzymał terminu, ale w ogóle odpowiedzi nie udzielił. Co więcej, na sesji przyznał się do świadomego ukrywania dokumentu. Czy to jest ochrona dokumentu roboczego, czy celowe działanie ograniczające dostęp do informacji o działaniach władzy publicznej?

Argumentacja, że dokument jest „roboczy” i dlatego nie podlega udostępnieniu, jest chybiona. Ustawa o dostępie do informacji publicznej zawiera wprawdzie pewne wyłączenia, ale dotyczą one informacji niejawnych, danych osobowych czy tajemnicy przedsiębiorcy, a nie dokumentów, które są „w trakcie opracowywania”, a tym samym przestały być wewnętrznym projektem i stały się częścią procesu decyzyjnego organu władzy publicznej.

Reklama

Biorąc to pod uwagę, mogłabym skierować do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego skargę na bezczynność przewodniczącego. Nie zrobimy tego, bo zanim sąd podejmie decyzję, dokument ujrzy światło dzienne. Przewodniczący Puścion powinien zdawać sobie jednak sprawę, że chowanie dokumentów publicznych w szufladzie jest nie tylko polityczną porażką. Wszak ograniczanie dostępu do informacji publicznej stanowi naruszenie prawa.

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 28/01/2026 15:59
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Wanda - niezalogowany 2026-01-29 22:31:34

    Jak widać robią co chcą i nie liczą się z nikim. Przykro się to czyta.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości