Nie pamiętam, kiedy ostatni raz widziałem pupę w oknie. W czasach podróżniczej młodości mojego pokolenia był to, można powiedzieć, standardowy peronowy widok. Tak częsty mniej więcej, jak podróż pociągiem dalekobieżnym. Mniemałem, że pupa w oknie przepadła, jak kartka na wołowinę z kością, wraz z pozostałymi reliktami komuny. Okazało się, że nie przepadła. Ocalała, zachowała się w narodowej praktyce, a nawet – jako przejaw narodowej pomysłowości i przedsiębiorczości, by nie powiedzieć desperacji - została oficjalnie reaktywowana i zrehabilitowana.
Nie pamiętam, kiedy ostatni raz widziałem pupę w oknie. W czasach podróżniczej młodości mojego pokolenia był to, można powiedzieć, standardowy peronowy widok. Tak częsty mniej więcej, jak podróż pociągiem dalekobieżnym. Mniemałem, że pupa w oknie przepadła, jak kartka na wołowinę z kością, wraz z pozostałymi reliktami komuny. Okazało się, że nie przepadła. Ocalała, zachowała się w narodowej praktyce, a nawet – jako przejaw narodowej pomysłowości i przedsiębiorczości, by nie powiedzieć desperacji - została oficjalnie reaktywowana i zrehabilitowana.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!