... nikt miarodajnie nie umie określić, co one oznaczają.
We wrześniu w siedleckim zalewie zginęły tysiące ryb. Przede wszystkim tych najszlachetniejszych gatunków - sandaczy i szczupaków. Takie straty trzeba będzie odrabiać latami.
Od początku tej ekologicznej katastrofy pojawiały się różne hipotezy, dotyczące przyczyn masowego śnięcia ryb. Polski Związek Wędkarski informował, że w wodzie jest zbyt niska zawartość tlenu. Wkrótce pojawiały się jednak informacje, że jest ona zbyt wysoka. A to również mogło spowodować masowe ginięcie ryb. Mało tego, przypuszczano, że nadmiar tlenu w wodzie może być zjawiskiem naturalnym, wynikającym z wyjątkowo intensywnego nasłonecznienia.
Tego typy informacje, podawane „na gorąco”, były raczej spekulacjami, niż potwierdzonymi faktami. Były jednak informacje, i to nie anonimowe, że donośnikiem dostarczającym wodę do zalewu (z Muchawki w rejonie Sekuły) płynęła zanieczyszczona woda, co można było wyraźnie stwierdzić, mówiąc fachowo, organoleptycznie. Na miejsce, poza innymi służbami, została wezwana policja. Okazuje się, że ten wątek nie był kontynuowany. - Policja nie prowadzi żadnego postępowania w sprawie zanieczyszczenia wody w zalewie i śnięcia ryb w tym zbiorniku - poinformowała rzecznik prasowa siedleckiej policji.
Po stwierdzeniu pierwszych symptomów ewentualnego zanieczyszczenia wody w zalewie o sprawie poinformowano Główny Inspektorat Ochrony Środowiska, czyli instytucję państwową, która w pierwszej linii staje do walki z trucicielami. Inspektorzy przyjechali nad zalew i pobrali próbki wody do badań.
Osobą, która pilotowała sprawę masowego śnięcia ryb w zalewie, był kierownik Referatu Infrastruktury Urzędu Miasta w Siedlcach, Mariusz Myrcha. - Otrzymaliśmy wyniki badania próbek wody, wykonane przez Główny Inspektorat Ochrony Środowiska - informuje Mariusz Myrcha. - Jest w nim określonych wiele parametrów, ale nie potrafimy powiedzieć, co one oznaczają. Przekazano nam bowiem tylko „gołe” wyniki, bez ich interpretacji. Ciągle nie wiemy więc, co spowodowało masowe śnięcie ryb. Można to porównać z wynikami badania krwi. W tym wypadku pacjent wie jednak, czy są one „dobre”, czy nie. Przy konkretnych parametrach podane są bowiem widełki, w których powinny się one mieścić. GIOŚ żadnych tabelek porównawczych nie przedstawił. To sprawia, że badanie wody dla laików, a takimi są urzędnicy, jest trudne do interpretacji.
-Kontaktowałem się w tej sprawie z Inspektoratem Ochrony Środowiska, prosząc o konkretne informacje na temat otrzymanych wyników - mówi Mariusz Myrcha. Odpowiedziano mi jednak, że oni nie wydają opinii czy interpretacji.
O pomoc zwróciłem się też do PZW, bowiem tam są fachowcy, czyli ichtiolodzy. Na razie czekam na odpowiedź.
Badania wody przeprowadziło także siedleckie PWiK, ale to też była swego rodzaju sztuka dla sztuki. - PWiK nie specjalizuje się w tego rodzaju badaniach wody i także to przedsiębiorstwo nie opisało uzyskanych wyników - dodaje Mariusz Myrcha.
Okazuje się, że tajemnicy nie rozwiązał nawet Instytut Weterynaryjny w Puławach, do którego trafiły próbki śniętych ryb. Ta specjalistyczna placówka oznaczyła między innymi zawartość pestycydów, metali ciężkich czy rtęci. Nie stwierdzono przekroczenia dopuszczalnych stężeń.
Wyniki badań wody można ewentualnie przeanalizować we własnym zakresie, co też zrobiłem. Zawartość tlenu w wodzie zdawała się nie budzić wątpliwości. Za to różne wskaźniki azotu czy azotanów (wyniki z próbek pobranych na Muchawce przy donośniku wody do zalewu) zdecydowanie przekraczały normy. Jak wyczytałem w internecie, ich źródłem są przede wszystkim ścieki komunalne i przemysłowe.
-Rzeczywiście, te wskaźniki dotyczące azotu mogą budzić podejrzenie i stanowić pewien trop przy ustaleniu źródła zanieczyszczenia przyznaje Mariusz Myrcha.
Niestety, nauczony wieloma doświadczeniami, związanymi z zanieczyszczaniem wody w Muchawce (i nie tylko) nie przypuszczam, aby ten trop został podjęty. W takich sytuacjach czas jest sojusznikiem trucicieli. I dotychczasowa praktyka to potwierdza. Zresztą w tej sprawie potencjalnego truciciela tak naprawdę nikt nie szuka, choć straty są liczone w dziesiątkach tysięcy złotych.
I tu przypomina się słynna sprawa z kradzieżą batonika, kiedy to wymiar sprawiedliwości stanął na wysokości zadania…
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze