Reklama

Sadownicy załamani: W tym sezonie nie będzie czego zbierać!

Wydaje się, że w tym roku wszystko sprzysięgło się przeciwko sadownikom i plantatorom owoców. Mrozy szły falami i siały spustoszenie.

Pamiętam, że już wiele lat temu w siedleckich szkołach organizowano wyjazdy „na jabłka” do sadów w powiecie łosickim. Nie chodziło, oczywiście, o „szabrowanie” sadów, ale o pomoc sadownikom przy zbiorze owoców. Niestety, wiele wskazuje na to, że w tym sezonie nie trzeba będzie nikogo wspierać przy zbiorze. Nie da się na tym także zarobić, a pracownicy sezonowi będą sobie musieli poszukać innego zajęcia. I nie chodzi tu o żadną automatyzację zbiorów, ale o fakt, że w tym sezonie nie będzie czego zbierać!

Sadownicy z powiatu łosickiego, a także plantatorzy innych owoców, są naprawdę załamani. W niektórych uprawach straty sięgają nawet 100 procent. To prawdziwy dramat dla ludzi, którzy utrzymują się z produkcji sadowniczej. Twierdzą oni, że tak fatalnego sezonu chyba jeszcze nie było. Jak nigdy zbiegły się bo wiem wszelkie negatywne zjawiska. Wszystkie mają źródło w naturze, która staje się coraz bardziej nieprzewidywalna i zaskakująca.

Reklama

- Zima była bardzo ciepła, a potem wczesna wiosna - mówi prezes Oddziału Lipno Związku Sadowników RP Michał Michaluk. - To sprawiło, że wegetacja ruszyła szybko. W końcu kwietnia przyszły pierwsze mrozy. Stało się to w czasie, kiedy kończyło się kwitnienie lub było ono zaawansowane. Trzeba przy tym wyjaśnić, że nie chodziło tu o jakieś przygruntowe przymrozki, ale o wielogodzinne mrozy, które dochodziły do minus 7,5 stopnia Celsjusza na wysokości 1,5 metra. A przy gruncie temperatura spadała miejscami nawet do około minus 10 stopni!

Reklama

Takie warunki zdarzały się w całym powiecie łosickim. Była jednak pewna reguła, według której im bliżej samego Bugu, tym temperatury niższe. Pierwsze nocne mrozy, które już poczyniły wielkie straty, nie był jedynym kłopotem. Do pogorszenia sytuacji przyczyniło się też to, iż w ciągu dnia temperatura także była niska bowiem nie przekraczała zazwyczaj 10 stopni. A takie chłody wiosenne wpłynęły na to, że rośliny nie miały warunków do regeneracji po nocnych mrozach.

- Z początkiem maja przyszła ko lejna fala mrozów, co już definitywnie przypieczętowała katastrofę w sadach - wyjaśnia Michał Michaluk. - Wydaje się, że w tym roku wszystko się sprzysięgło przeciwko sadownikom i plantatorom. Od zimy, która była bardzo sucha i prawie bez śniegu, nie było znaczących opadów. To negatywnie wpłynęło na ogólną kondycję drzew i krzewów. A osłabione rośliny nie miały szans z falami mrozów. W skali kraju straty są oczywiście zróżnicowane, choć żaden region ich nie uniknął. Mam jednak informacje, że nasz region należy do najbardziej dotkniętych mrozami. Zależnie od gatunku, straty sięgają nawet 100 procent! Dotyczy to choćby wiśni, które stają się coraz popularniejsze i powierzchnia ich upraw w naszym regionie rośnie. Mrozy źle zniosły także jabłonie. Myślę, że wstępnie można określić, że straty wahają się od 30 do 70 procent. Warto wiedzieć, że kwitnąca jabłoń znosi mrozy do minus 4, ale w fazie zawiązka już tylko do minus 1,5 stopnia. A mrozy przyszły właśnie wtedy, gdy na większości jabłoni były właśnie zawiązki. Wszystko zależy od położenia sadu, bo mrozy szły falami. A mowa nie tylko o sadach. Bardzo ucierpiały na przykład porzeczki.

Reklama

W rejonie łosickim jest wiele sadów i upraw. Przeważają jabłonie, ale sporo jest wiśni i czereśni. Na sporą skalę uprawia się też truskawki, porzeczki i borówki amerykańskie. I wszyscy, którzy prowadzą tego typu plantacje, poniosą duże straty finansowe. Teraz nie da się ich już uniknąć, bo wyrządzone przez mrozy szkody są nieodwracalne. Nie znaczy to jednak, że plantatorzy nie otrzymają odszkodowań. O te trzeba jednak zabiegać i to bardzo szybko.

- Zwróciliśmy się już o powołanie komisji szacujących straty i o szybkie szacowanie strat - informuje Mi chał Michaluk. - Nie trzeba nikogo przekonywać, że wobec prawdziwej klęski istnieje taka konieczność. Jako związek będziemy też apelować, a wręcz zabiegać o to, aby te gospodarstwa, które ucierpiały najbardziej, otrzymały odpowiednie wsparcie. Bez takich działań będą miały problem z wznowieniem produkcji. Generalnie potrzebny jest cały system, który będzie nie tylko rekompensował straty w tego typu produkcji rolnej, ale także zapobiegał im, na ile to oczywiście możliwe, w przyszłości. Innym instrumentem są ubezpieczenia „przymrozkowe”. Niestety, tego typu zabezpieczenie nie było w ogóle możliwe w obecnym sezonie.

Reklama

Wydaje się, że jeśli chodzi o zabezpieczenie sadów przed przymrozkami jest mało realne. A jednak są metody, które pozwala ją chronić nawet sady. Coraz częściej stosowane są tzw. zraszacze czy też siatki ogrodowe. To wszystko jednak znacząco podnosi koszty produkcji, która już obecnie jest na granicy opłacalności, a bywa, że nawet po niżej niej.

- My stosujemy tradycyjne metody - mówi sadownik z gminy Sarnaki. – To po prostu ogrzewanie czy też zadymianie sadów. Także teraz paliliśmy ogniska, ale w tym roku nie przyniosło to większych rezultatów. W ten sposób można ratować sady powiedzmy przez trzy noce. Teraz mrozy trwały znacznie dłużej. I już nie chodzi tylko o to, że kostki słomy do ognisk też kosztują, ale ile nocy pod rząd człowiek może nie spać...?- Tak naprawdę skalę strat moż na będzie oszacować precyzyjnie po 15 czerwca - dodaje M. Michaluk. - Ja mam jabłonie i wiśnie. Nie mam już złudzeń, straty będą znaczne. Nawet jeżeli owoce podrożeją, marne to pocieszenie dla sadowników, bo przy braku plonu rentowność gospodarstw się nie poprawi.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 26/05/2025 12:31
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    ileż mozna? - niezalogowany 2025-05-26 12:27:04

    ta sama śpiewka co roku

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    CANAU - niezalogowany 2025-05-26 13:49:09

    Zero wzmianki o ociepleniu klimatu? Gdyby było "zbyt" gorąco według standardów, to by była wina CeODwa... Co roku susza, przymrozki, deszcz, brak opadów, ceny nawozów, kataklizm, wichury, robaki, UE, "MerkoSuŁ", Ukraina, szpaki itd. itd. = Rolnik najbardziej poszkodowana grupa społeczna. A jak wygląda w rzeczywistości obecne rolnictwo? Wystarczy wejść na zdjęcia satelitarne i rzucić okiem na hiszpańską Almerię (Google Grafika - Almeria Szklarnie).

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    max - niezalogowany 2025-05-26 14:44:48

    I znowu "biedny" rolnik będzie wyciągać ręce po dopłaty.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości