Reklama

Smutne doświadczenia muzealne

Jan Janusz Jastrzębski z Łukowa dla szerzenia idei pokoju i zaniechania przemocy między ludźmi i narodami pojechał rowerem do hitlerowskiego obozu zagłady w Treblince, a następnie do Lublina, do obozu koncentracyjnego na Majdanek i do Sandomierza. Mówi, że w kilka spośród tych miejsc pojechał po raz ostatni.

– Lat mi nie ubywa, tylko odwrotnie. Mam ich coraz więcej, a sił coraz mniej. Przejechanie dystansu ponad 200 km dziennie przez sześćdziesięciolatka z hakiem, to już może być wyczyn, którym interesują się media – mówi J. J. Jastrzębski. – Tymczasem będąc od lat gościem: zarówno Muzeum w Treblince, Muzeum na Majdanku, a także Muzeum Okręgowego w Sandomierzu i Sandomierskiego Centrum Kultury, coraz częściej jestem przez dyrekcje tych placówek traktowany jak intruz przeszkadzający w „spokojnej pracy”. Kiedyś mieli chwilę czasu na rozmowę, poczęstowali mnie herbatą, przekazali jakieś materiały promocyjne i umożliwiali wpisanie się do ksiąg pamiątkowych. Teraz coraz częściej kierujący muzeami nie mają czasu, każą mi się wcześniej umawiać na rozmowę i ignorują pod byle pretekstem. Skoro mnie tam nie chcą, to ja już do nich nie pojadę.

Swój indywidualny rajd J. J. Jastrzębski poświęcił pamięci milionów Polaków, Żydów i Romów - ofiar ludobójstwa, a także tysiącom obywateli Hiroszimy i Nagasaki - ofiar amerykańskich bomb atomowych.

Więcej szczegółów w jednym z papierowych i e-wydań „TS”. (pgl)

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości