Jeszcze tylko do 14 marca można oglądać wystawę obrazów Teresy Szczurowskiej-Buchczewy w siedleckim Muzeum Regionalnym. Artystka urodzona w Siedlcach zmarła trzy lata temu, w wieku 91 lat. Ci, którzy pamiętają „Tereskę”, i ci, którzy jej nie poznali, mają jeszcze chwilę, by pobyć z nią sama na sam.
Wyjątkowa to była osoba, pełna miłości do ludzi, zwierząt, natury jako takiej. Ponad 20 lat spędziła z mężem Iwanem Buchczewem w jego rodzinnej Bułgarii. A poznała go podczas studiów na Akademii Sztuk Pięknych w Budapeszcie. W Bułgarii przyczyniła się do tworzenia systemu kształcenia artystycznego dzieci, pracowała też przy konserwacji zabytków (m.in. polichromii w cerkwiach w Sofii, a także przy rysunkach naskalnych w jaskini Magura).
Po powrocie do rodzinnych Siedlec aktywnie uczestniczyła w życiu kulturalnym i artystycznym. Była lubiana, zachwycała żywotnością i energią. Pomagała zwierzętom, ile mogła. Jej ostatnią wystawę malarstwa organizowała w muzeum Halina Budziszewska. To wtedy Tereska podarowała swe zbiory na własność siedleckiemu muzeum.
Wystawę „Trwanie” otwarto już 31 stycznia, ale ponieważ nie robiono wystawnego wernisażu, mogłaby przejść wręcz niezauważenie. A szkoda. Warto pobyć z Tereską. Z jej kwiatami (Czarne Piwonie niezmiennie zachwycają!), portretami, Bugiem, górą Grabarka – jeszcze tą starą, tajemniczą. W sali unosi się duch polsko-bułgarskiej artystki, ale na wskroś siedleckiej, naszej.
- Ma wspaniały, zajmujący życiorys i piękną artystyczną spuściznę – podsumowuje kustosz Agnieszka Pasztor.
Wystawa w Muzeum Regionalnym w Siedlcach trwa do 14 marca.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze