W jego oczach jest ciekawość świata. Ale jego każdy dzień to walka z cierpieniem i bólem. Trzyletni Franio Zadrożny z miejscowości Czachy (gmina Domanice) od urodzenia zmaga się z rzadką, wyniszczającą organizm chorobą. Rodzina chłopczyka prosi o pomoc, która dałaby chłopcu szansę na lepsze życie.
Pierwsze niepokojące sygnały pojawiły się, gdy Franio miał zaledwie sześć miesięcy.
– Tak naprawdę coś działo się z synkiem już od urodzenia. Gdy miał pół roku, podejrzewaliśmy padaczkę, bo miał takie odruchy od ramienia ku główce – opowiada pani Wiola, mama Frania. – Nagraliśmy filmik, który pokazaliśmy neurologowi pediatrze. Potwierdzono padaczkę, ale później zalecono nam, by zrobić zaawanasowane badanie genetyczne tzw. WES trio, które kosztowało około 10 tys. zł. Cudem, dzięki pomocy Domowego Kościoła, zebraliśmy tę kwotę w tydzień.
Wyniki nie dały jasnej odpowiedzi, ale u Frania zaczęły występować inne, coraz bardziej niepokojące objawy. Chłopczyk miał obniżone napięcie mięśniowe, miał trudności z przewracaniem się na bok, mało gaworzył. Rehabilitacja nie przynosiła efektów. Przełom, choć bolesny, nastąpił podczas wizyty u specjalisty we Wrocławiu.
– Usłyszeliśmy: elestopatia więzadłowa, hipermobilność stawów, wiotkość skóry – mówi pani Wiola. – Ale jeszcze nie to powaliło nas z nóg. Prawdziwy dramat rozegrał się, gdy Franio miał około dwóch lat.
– Nie chciał jeść pokarmów stałych. Jak raz w miesiącu zjadł zupkę, to płakaliśmy ze szczęścia – wspomina pani Wiola.
Ostateczna diagnoza brzmiała: zespół Ehlersa-Danlosa typu III. Ta rzadka choroba tkanki łącznej u Frania objawia się niewyrobionymi, słabymi mięśniami, wiotką skórą i przede wszystkim... potwornym bólem.
– Jego mięśnie działają na takiej zasadzie, że odruch pierwszy, jak weźmie rączki do góry, jest mocny, ale szybko opadają. Mięśnie są niewyrobione. A on jest bardzo szczuplutki. Choć teraz ładnie je – opowiada mama chłopca.

Jak mówi, Franio jest pełen energii. – Jakby mógł, to by nurkował wszędzie – uśmiecha się pani Wiola.– Tylko że po południu, wieczorem, zaczynają się bóle. Stawy są obciążone. Profesor z poradni reumatologii w Warszawie powiedział nam, że dzieci z tą chorobą borykają się z dużym bólem i najczęściej spędzają czas na wózkach, żeby odciążyć organizm. Genetyk przyznał, że nie spotkał jeszcze tak małego pacjenta, który by tak
cierpiał.
Mimo to trzyletni Franio nie poddaje się. Jest pod opieką aż siedmiu specjalistów, bywa hospitalizowany kilka razy w roku, ma intensywną rehabilitację. W końcu ładnie je i zaczyna mówić. Jego świat to ukochane zwierzęta, misie i bajka „Bingo”, bez której nie ruszają na żadną ważną wizytę.
Walka o zdrowie Frania jest jednak wyczerpująca i kosztowna.
– Każdy dzień jest walką o przetrwanie – przyznaje mama chłopca. – Czekamy na poprawę zdrowia synka, wierzymy, że wszystko, co robimy, przyniesie rezultaty. Dlatego prosimy o pomoc.
Wsparcie umożliwi Franiowi wyjazdy na turnusy rehabilitacyjne, specjalistyczne zabiegi na miejscu oraz pokrycie kosztów leczenia i licznych podróży do lekarzy. Każda kwota przybliża tego pogodnego, dzielnego chłopca do życia z mniejszym bólem.
Możemy dać Franiowi i jego rodzinie najcenniejszy dar: Nadzieję. Wpłaty są przyjmowane przez zbiórkę na portalu Siepomaga pod hasłem „Pomóż nam zapewnić mu leczenie... I przyszłość”. Można też licytować na rzecz Frania na facebookowej grupie „Licytacje dla Frania Zadrożnego”. A na fanpage na Facebooku „Franio Zadrożny – wygrać z bólem” można śledzić losy trzylatka.
Zachęcamy Czytelników do otoczenia małego Frania i jego rodziny serdecznością i wsparciem. Czasem największe cuda zdarzają się dzięki dobrym sercom.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze