Nie wiem, czy zwróciliście uwagę – ja właśnie zauważyłem - jak skromne, jak dyskretnie skulone w kalendarzu są tegoroczne święta Bożego Narodzenia. Schowały się niepozornie za sobotę i niedzielę. Wigilia jest w piątek, pierwszy dzień Bożego Narodzenia - w sobotę, drugi dzień Bożego Narodzenia - w niedzielę. I fertig, czyli po ptakach. Święta, święta i po świętach… W poniedziałek, mówiąc językiem drugiego z naszych ulubionych sąsiadów – apiać na fabriku.
Ostatnim razem takie krótkie święta mieliśmy – niech sprawdzę w kalendarzu - ho, ho, ho… za schyłkowej komuny jeszcze. W 2004 roku dokładnie. Prezydentem był Kwaśniewski, a premierem Belka. Wtedy faktycznie nie było czego świętować. Ale dlaczego za Komorowskiego i Tuska tak niebogato? Dlaczego święta w najkrótszym możliwym wymiarze? Nie wstyd liberałom tak ludzi do roboty gonić? Rodzinną tradycję na szwank wystawiać? Niby zielona wyspa, a tak krucho z nami? Poświętować nawet nie ma czasu? Podwyżki, podatki, cięcia budżetowe, kryzys?Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!