Tym razem to było zaskoczenie. I wystawa, i autor – Maciej Rauch – to coś, co się wymyka artystycznym szufladkom. Okoliczności sprawiły, że wcześniej poznaliśmy obrazy, dyskutowaliśmy o nich, a dopiero potem na scenę wszedł artysta. I „pozamiatał”. Nigdy jeszcze goście Galerii AZ nie ustawiali się tak licznie, w kolejce, do wspólnego zdjęcia.
Maciej Rauch jechał na wernisaż swej wystawy pociągiem z Warszawy. Niestety, doszło do śmiertelnego potrącenia na torach, ruch został wstrzymany na wiele godzin. Do siedleckiej galerii dojechał taksówką z Rembertowa. W oczekiwaniu na bohatera wieczoru Anna Zawalich, właścicielka Galerii i Pracowni AZ, zaaranżowała dyskusję o prezentowanych obrazach. Wszak na wernisaże przychodzą ludzie, którzy nie tylko kochają sztukę, interesują się nią, ale wielu z ich także tworzy czy o niej uczy. Ciekawie wypowiedział się artysta Marcin Strokosz, głos zabrał także dr Marcin Sutryk z wydziału sztuki UwS, który zwrócił uwagę, że portrety tworzono po to, by upamiętnić, dać wieczne życie modelowi. Tymczasem na obrazach Raucha twarzy nie ma, jest celowo usunięta. Każdy może sobie interpretować ten zabieg po swojemu. Ponadto umowna „słodycz” obrazów jest złudna, ewidentnie wyczuwa się pod nią dramat.
Twórczość Macieja Raucha określa się jako realizm magiczny. Widzimy różowości, motylki, słodycz, wisienki, niewinne dziewczątka w słonecznikach jak z serialu o domku na prerii. Temat wystawy: „Słodycz lata a cisza nieskończoności”, jest złudny. Bo ta „słodycz” wywołuje niepokój. To jak złowróżbna idylla zapowiadająca coś nieoczekiwanego, niekoniecznie słodkiego i grzecznego. Czy czerwone plamy na sukience dziewczyny z wiśniowego sadu to ślad soczystego owocu? A może wydarzyło się tam coś, o czym lepiej nie mówić, nie dociekać? I czemu dziewczynki z pola słoneczników, w bufiastych sukieneczkach, zapięte pod szyję, nie mają twarzy? Jakby ktoś je wyciął z obrazu i zrobił okno na kosmos, na wszechświat. Puszysty kotek też zatrzymuje nas w pół kroku. Właśnie pożera niewinnego motylka. Pod warstwą słodkiego spokoju tętni życie - brutalne czy... zwyczajne? Ale kryje się też jakaś tajemnica w tych kontrastach, w gwiazdach i galaktykach, w postaciach bez twarzy, w zatrzymanych gestach i w wieloznacznym spojrzeniu.
Maciej Rauch powiedział o swoich obrazach, że pastelowe barwy i niektóre detale przywołują ducha lat 80., czyli jego beztroskiego dzieciństwa i prostych radości. Kontrast z chłodem kosmosu, jego beznamiętnością, rodzi pytania o miejsce człowieka w świecie. I zapewne w dorosłości.
Młody artysta, introwertyk (jak sam przyznał), mówi cicho i z namysłem, ale też uważnie słucha. Otwarty na uwagi i rozmowę chętnie odpowiadał na pytania, ale pilnował granicy prywatności i wrót do swego świata. Ujmował autentycznością. Starszemu pokoleniu skojarzył się z Andym Warholem, choć przyznał się do fascynacji ikoną jego czasów – Michaelem Jacksonem.
Ten wernisaż miał wyjątkową atmosferę. Już podczas otwarcia przy jednym z obrazów pojawiła się czerwona kropka – znak, że został natychmiast kupiony. Prace można oglądać tylko do 24 października (ul. Wojskowa 20).
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze