Reklama

W strefach instalacji wiatraków trzeba zadbać o ludzi i... przyrodę. Jak będzie w Paprotni?

Mieszkańcy gminy Paprotnia mają obawy dotyczące ustanowienia stref instalacji wiatraków. Władze gminy szukają pomocy wśród niezależnych ekspertów, by podjąć odpowiedzialną decyzję, korzystną dla ludzi, środowiska i tańszej energii, ale okazuje się, że to nie jest łatwe.

Ludzie mają wiele pytań, tylko kto na nie odpowie? Urzędnicy szczebla wojewódzkiego nie przyjadą na spotkania czy prelekcje do gmin, bo nie mają na to czasu, a poza tym boją się posądzenia, że lobbują za konkretnym systemem energii odnawialnej. Mieszkańcy zostają więc sami ze swymi obawami i wiedzą lub niewiedzą. Sprawdzamy czy i komu potrzebne są wiatraki?

Gmina Paprotnia to teren rolniczy, a mieszkańcy z dumą mówią o jej walorach ekologicznych i przyrodniczych. Odnawialne źródła energii wpisywałyby się w tę narrację, ale gdy dochodzi do konkretów, sprawa się komplikuje.

Reklama

Jeszcze w 2013 roku, gdy opracowano studium zagospodarowania gminy, wyznaczono dwie strefy do instalacji wiatraków: teren między miejscowościami Pluty, Łęczycki i Pliszki oraz drugi, trochę mniejszy obszar, między Krynkami i Korycinami. Farmy ostatecznie nie powstały, bo zmieniły się zapisy o dopuszczalnej odległości wiatraków od zabudowań. Temat powrócił teraz, bo prawo się zmieniło na korzyść dla takich instalacji, a samorządy muszą do końca roku opracować plany ogólne zagospodarowania gmin. Rozpoczęły się więc rozmowy o tym, czy strefy zostaną, a gmina postawi na odnawialne źródła energii, jak chociażby Korytnica w powiecie węgrowskim, która czerpie niemałe korzyści z farm wiatrowych (pisaliśmy o tym TUTAJ)

Zostaniemy w tyle

O tym, że rozmowy nie będą łatwe, jest przekonany radny Artur Karabin.

Reklama

- Gmina będzie podzielona, tu na pewno nie będzie jednomyślności – przewiduje, ale nie chce wyrokować, kto kogo przekona.

Potwierdza to choćby rozmowa między dwoma mieszkańcami gminy. Daniel Bryńczak z Rzeszotkowa jest orędownikiem farm wiatrowych. Młody, energiczny rolnik uważa, że alternatywne źródła energii to przyszłość i że od tych rozwiązań nie można uciekać.

- Z czym zostaniemy, gdy w sąsiednich gminach powstaną nowe źródła energii? - pyta. - Ludzie będą mieli pretensje do radnych i do siebie, że zostali w tyle. Będziemy tylko stratni.

Reklama

- Ty nie będziesz stratny, bo chcesz dać swoje pole pod wiatraki – komentuje z uśmiechem Józef Nasiłowski z Podawców, przeciwnik farm wiatrowych.

Wiadomo, że za dzierżawę pola pod farmę nieźle płacą, co nie wszystkim się podoba, bo czemu tylko jeden ma zarabiać i to na czyjeś „krzywdzie”. Pan Józef wylicza, czego boją się ludzie: pola magnetycznego, utraty zdrowia, hałasu, zabijania ptaków przez wirniki, no i instalacji „staroci” z Niemiec. Gdy padają kontrargumenty, że to dawno obalone i nieprawdziwe mity, słucha uważnie, ale i tak ma swoje zdanie.

Reklama

-Najlepsze byłyby małe, powiatowe elektrownie jądrowe – wyrokuje. - Bo coś rzeczywiście trzeba zrobić, żeby ratować środowisko i klimat. No i żeby energia była tańsza.

Generalnie wszyscy chcą tańszej energii oraz mniej zanieczyszczeń i emisji gazów, które prowadzą do zmian klimat, co jest bardzo odczuwane w rolniczych gminach. Tylko co będzie dobre?

Daniel Bryńczak i Józef Nasiłowski: -Nie jesteśmy jednomyślni, ale decyzję trzeba podjąć. (Fot. MZ)  

Jak zrobić, żeby było dobrze?

Gmina Paprotnia to dobry przykład, z czym trzeba się zmierzyć, aby mieć korzyści, a nie mieć strat. Bo nie tylko o komfort ludzi chodzi. Mało kto im mówił, że trzeba też patrzeć na naturę.

Reklama

-W tej gminie są siedliska rzadkich gatunków ptaków, nawet stanowiska orłów. To także szlak migracyjny ptaków wędrownych oraz nietoperzy - przestrzega dr Ireneusz Kaługa z grupy EkoLogicznej. - Jeżdżę po gminach i przestrzegam, że są w nich miejsca, gdzie wiatraki nie powinny stawać. To głównie trasy migracji ptaków.

Jak pogodzić inwestowanie w odnawialne źródła energii z zagrożeniami dla natury? Profesor Artur Goławski z Uniwersytetu w Siedlcach odpowiada na to pytanie. Przez rok prowadził monitoring przyrodniczy w gminie Korytnica, gdzie powstały duże farmy wiatrowe.

Reklama

-Wiele zależy od wysokości wiatraków i od miejsca, z którym staną. Wydawałoby się, że przecież ptaki widzą zagrożenie, że ominą przeszkodę. Ale przeloty odbywają się także nocami czy we mgle. Dlatego bardzo ważny jest rzetelny, uczciwy monitoring przyrodniczy – zaznacza prof. Goławski.

Podczas rocznej obserwacji okolicy, w której miały powstać wiatraki w gminie Korytnica, zostały wykluczone niektóre miejsca, wcześniej planowane pod budowę. Właśnie ze względu na szlaki migracji czy liczebności ptactwa. Monitoring przyrodniczy pozwolił wskazać optymalne stanowiska, a przyszłość pokazała, że się sprawdził.

Reklama

- Nie da się zapobiec śmiertelności ptaków do zera, to niemożliwe – mówi profesor. - Można za to ją zminimalizować. W gminie Korytnica ten współczynnik jest znikomy, co można uznać za sukces. Dlatego tak ważne są rzetelne badania, a nie ustalenia zza biurka. My badaliśmy każdy fragment wskazanego obszaru, spędziliśmy tam mnóstwo czasu.

Artur Goławski zwraca uwagę, że długo nie rozumiano, dlaczego przy wiatrakach znajdowano martwe nietoperze. Tym bardziej, że nie miały fizycznych obrażeń. Okazało się, że wirniki wytwarzają podciśnienie, które powodowało, że w płucach nietoperzy (wszak są to ssaki) pękały pęcherzyki płucne.

Reklama

-Wiatraki są dobrą alternatywą dla węgla, ale bardzo ważne jest to, w jakich miejscach mają powstać. A do tego konieczny jest, wręcz niezbędny, rzetelny monitoring – podsumowuje profesor.

Daniel Bryńczak, który chętnie udostępni swe pola pod budowę farmy wiatrowej, docenia walory przyrodnicze gminy. Tylko że ma jedno „ale”...

- Ptaki? Gdy stado żurawi obsiada moje pole wysiane kukurydzą, to w ciągu doby nic z niej nie zostaje – zauważa.

Jego kolega Dariusz Gałecki łagodzi sytuację, żartobliwym stwierdzeniem: „To dowód, że masz dobry materiał siewny”. Panowie się śmieją, ale wiedzą, że w najbliższych tygodniach czeka ich podjęcie ważnej decyzji.

Reklama

W niektórych miejscowościach już stoją banery „Stop wiatrakom! Nie dla wiatraków!”. Gminy mają niewiele czasu na opracowanie planów ogólnych, w których muszą uwzględnić miejsca pod inwestycje, a więc i do instalacji odnawialnych źródeł energii. Spotkania z mieszkańcami trwają.

Mariola Zaczyńska

Prąd z elektrowni wiatrowych trafia do sieci energetycznej. Im większy będzie w niej udział odnawialnych źródeł energii, tym będzie on tańszy. W marcu rząd przyjął nowa ustawę wiatrakową, która przewiduje, że mieszkańcy gmin, w których powstaną farmy wiatrowe, mogą mieć udział w wytwarzanej energii (co najmniej 10% mocy instalacji). Oznacza to dostęp do tańszej, zielonej energii dla mieszkańców oraz realne wsparcie dla lokalnego biznesu. Gminy zyskują też z farm wiatrowych stabilne wpływy z podatków od nieruchomości. To stałe źródło dochodu na nawet 25-30 lat. Wielomilionowe kwoty można przeznaczać na lokalne inwestycje w poprawę infrastruktury, oświatę czy wpieranie społecznych inicjatyw.

Reklama


Na razie są planowane dwie strefy instalacji wiatraków. Czy pozostaną w planach zagospodarowania? 


 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 08/04/2025 14:38
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    CANAU - niezalogowany 2025-04-07 12:32:50

    Argument o kolizji ptaków z łopatami wiatraków jest kompletnie oderwany od rzeczywistości. Wychodzi na to, że każdy by mógł sobie złapać wróbla w garść, bo przecież ptaki są ślepe. Przypomina mi to dyskusję i strajki jak to miały się bloki burzyć gdy budowano Carrefour w latach około 2000, a takie ostrzeżenia latały po klatkach. NAJCIEKAWSZE W TEJ DYSKUSJI JEST JEDNO... Ekologia vs. ekologia - tu ptaszki, tu wiatraczek itd. itd. Co z tego, że "śpimy" na węglu skoro on jest ze 2 kilometry pod ziemią? Cały świat, wraz z Chinami, Arabią Saudyjską itd. idą w te nieekonomiczne (na ten moment) wiatraczki, panele, turbiny morskie pod wodą - wykorzystując prądy morskie itd. Nasze elektrownie węglowe to stawiał jeszcze Gierek, a atomowa to ma być JUŻ w 2040 roku... o ile w ogóle będzie.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Stefan Ch - niezalogowany 2025-04-07 12:53:13

    Więcej śmierdzących kurników w gminie Paprotnia , są bardziej ekologiczne i wypełniają krajobraz pięknymi widokami.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Ukaszek - niezalogowany 2025-04-10 16:35:13

    Przeszkadzają tym którzy marzą o tym żeby je mieć, a nie mogą wydaje mi się. Mieszkam w Holubli, mam nowy dom i nie sprawiają takich zapachów jak ludzie o tym mówią.

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości