- Te krowy to już synowi przekazałem, niech on się teraz z tym męczy - mówi rolnik z gminy Mokobody.
Na łąkach nad Liwcem w rejonie Zaliwia, Bali czy Wólki Proszewskiej w gminie Mokobody niemal zawsze można spotkać pasące się stada krów. A dzisiaj to już rzadki widok, bo rolnicy coraz rzadziej decydują się na taką produkcję. Pogłowie bydła w kraju drastycznie spada.
W ciągu ostatnich 20 lat liczba krów spadła o 530 tysięcy, do zaledwie 221,5 tysiąca sztuk! To prawdziwe załamanie, które dotyczy także regionu siedleckiego. Przed laty znanego właśnie z produkcji mleka, że o ziemniakach już nawet nie wspomnę.
Fakt, że rolnicy rezygnują z hodowli bydła, nie bierze się z niczego. Jest spowodowany bardzo niską opłacalnością tej produkcji. Choć w wypadku bydła mlecznego o opłacalności trudno w ogóle mówić.
Starszy pan wygania stado krów na łąkę nad Liwcem, z pobliskich zabudowań w Zaliwiu. Jest ich dobre kilkadziesiąt sztuk.
- Ładne te pana krówki - zagaduję.
- Już nie moje - odpowiada gospodarz. - Wszystko już synowi przekazałem. Niech teraz on się z tym męczy...
- Dlaczego męczy? Takie stado to chyba niezły interes? - pytam, szukając u rolnika choć odrobiny optymizmu.
- Daj pan spokój, do tego interesu tylko dokładać trzeba - odpowiada bez cienia optymizmu. - Teraz ceny skupu jeszcze bardziej spadły. Za litr mleczarnia płaci już coś koło 1,5 złotego. Za tyle pan litra wody w sklepie nie kupisz. A ile z tym mlekiem trzeba się nachodzić, ile o krowy dbać, żeby bakterii nie było. Wszystko trzeba
w porę nie tylko wydoić, ale potem i schłodzić. Bo inaczej całe mleko trzeba będzie wylać. Syn już tę hodowlę powoli likwiduje. I słyszę, że inni gospodarze, choćby w Wólce Proszewskiej, robią tak samo. Lepiej kukurydzę posiać i o nic się nie martwić.
A jeszcze jakiś czas temu ludzie tyle pieniędzy w mleko inwestowali, całe linie do udoju w okolicy pobudowali. I tylko dlatego to jeszcze jakoś ciągną. Ale przyszłości to w tych krowach nie ma.
Także wójt gminy Mokobody, Iwona Księżopolska potwierdza, że sytuacja rolników, szczególnie tych, którzy specjalizują się w produkcji mleka, jest bardzo trudna. A dla gminy, która zawsze była „mocna w mleku”, jest to szczególnie dotkliwe.
- Docierają do mnie informacje od rolników, którzy narzekają na bardzo niskie ceny skupu mleka - mówi Iwona Księżopolska. - Jeszcze jakiś czas temu za litr otrzymywali około 2,5 złotego, a teraz ta stawka spadła
o około złotówkę. Taka zapłata nie zapewnia rolnikom nawet minimalnego dochodu. Jeśli nic się nie zmieni, to produkcja mleczna będzie upadać.
A w naszej gminie jest ona bardzo rozwinięta. Nie brakuje tu gospodarstw specjalistycznych, w których jest po 150, a nawet więcej krów mlecznych. Jeśli dodać do tego jałówki, to stada liczą dobrze ponad 200 sztuk.
To potencjał, którzy rolnicy tworzyli przez lata. Dorobienie się dobrego stada mlecznych krów to bardzo długi proces. Teraz może zostać zmarnowany. Wystarczy zresztą popatrzeć na inne rejony powiatu siedleckiego, w których produkcja mleka niemal zanikła. Choćby w gminie Siedlce.
- Gdzie mają u nas jeszcze krowy? Zaraz, muszę się zastanowić... - słyszę od wójta gminy Siedlce, Henryka Brodowskiego.
Rzeczywiście sytuacja rolników, nastawionych na produkcję mleka, jeszcze bardziej się pogorszyła w ostatnich miesiącach. Mówią o tym choćby przedstawiciele nowo wybranych Izb Rolniczych. Alarmują, że produkcja mleczna mierzy się z prawdziwym kryzysem. Bo nie może być inaczej, skoro w naszym województwie cena skupu mleka waha się od 1,4 do 2 złotych. (średnia za wrzesień wyniosła na Mazowszu 1,87 złotego, co oznacza, że w porównaniu z i tak bardzo słabym sierpniem, jeszcze spadła). Tymczasem granica opłacalności to około 2,5 zł.
Wójt gminy Mokobody jednym tchem wymienia miejscowości, w których są jeszcze duże, specjalistyczne, gospodarstwa nastawione na produkcję mleka.
- Gospodarstwa mleczne mamy w: Ziomakach, Balach, Wólce Proszewskiej, Skupiach, Męczynie, Świniarach, Księżopolu, Zemłach, Pieńkach... - wylicza. - Tu ludzie od lat nastawiali się na mleko. Bo warunki do takiej produkcji mamy bardzo dobre. Nie brakuje pięknych łąk nad Liwcem. Ale bez odpowiedniej zapłaty za mleko rolnicy będą likwidować stada. Już się to zresztą dzieje i wiem, że nie tylko w naszej gminie.
Mieszczuchy, którzy płaca po 5 złotych na butelkę „chudego” mleka i po 7 złotych za kostkę masła, mogą się w tym wszystkim nie połapać. Nie tak dawno w sklepach produkty mleczne były znacznie tańsze, a teraz jeszcze się nie opłaca? Tylko że to, co widzimy na sklepowych półkach, ma się prawie nijak do tego, co mleczarnie oferują rolnikom. Mleczarnie tłumaczą to znacznym wzrostem kosztów produkcji, co zresztą jest faktem. Poza tym rynek nie przyjmował już znacznie wyższych cen za produkty mleczne. I nastąpiła ich znacząca korekta.
W październiku, rok do roku, cena masła spadła średnio o 35 procent, sera Gouda o 18 proc., a odtłuszczonego mleka w proszku o 40 procent.
Zresztą może już nie warto martwić się tą całą mleczną ekonomią, bo okazało się, że krowy to najwięksi „wydalacze” metanu, a tym samym truciciele środowiska. Tak więc ich los i tak jest pewnie przesądzony...
Zbigniew Juśkiewicz
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze