Nielegalne składowisko odpadów niebezpiecznych w Ryczołku od niemal czterech lat zagraża mieszkańcom regionu. W poniedziałek, 12 stycznia, burmistrz Kałuszyna wraz z mieszkańcami protestuje przed Urzędem Wojewódzkim w Warszawie. Pikieta odbywa się z inicjatywy starosty mińskiego, który również bierze w niej udział.
Nielegalne składowisko odpadów niebezpiecznych ujawnione w lutym 2022 roku w miejscowości Ryczołek pozostaje jednym z najpoważniejszych problemów środowiskowych w regionie. Na prywatnej posesji znajduje się około 6500 pojemników typu mauzer, każdy o pojemności tysiąca litrów, wypełnionych toksycznymi i łatwopalnymi substancjami przemysłowymi. To w sumie około 6500 ton odpadów, których usunięcie wymaga specjalistycznych procedur i ogromnych nakładów finansowych.
Brak przełomu w sprawie likwidacji składowiska skłonił lokalne władze do podjęcia zdecydowanych działań. W poniedziałek od godziny 10.00 przed Urzędem Wojewódzkim na Placu Bankowym w Warszawie trwa pikieta burmistrza Kałuszyna i mieszkańców. Protest odbywa się z inicjatywy starosty mińskiego, który jest obecny na miejscu i wspiera działania zmierzające do rozwiązania problemu.
Na prywatnej posesji w Ryczołku znajduje się około 6,5 tysiąca pojemników typu mauzer, wypełnionych toksycznymi i łatwopalnymi substancjami chemicznymi. To w sumie około 6,5 tysiąca ton odpadów składowanych na otwartym terenie, z których część – jak alarmują mieszkańcy – od lat przecieka i zagraża wodom gruntowym. Lokalizacja miejsca dodatkowo potęguje ryzyko: w pobliżu przebiegają kluczowe linie energetyczne, autostrada A2 oraz pas podejścia do lotniska wojskowego pod Mińskiem Mazowieckim.
– Jest nas tutaj około 30 osób, przyjechaliśmy z Kałuszyna. To już akt desperacji, bo wszelka cierpliwość została wyczerpana. Nie chodzi o żadną politykę, tylko o bezpieczeństwo nas wszystkich – mówi burmistrz Kałuszyna Arkadiusz Czyżewski. – Pojemniki przeciekają i stwarzają realne zagrożenie. Jeśli nie zapadną szybkie decyzje, może dojść do tragedii.
Podczas pikiety przypomniano, że 11 grudnia burmistrz po raz kolejny złożył wniosek o stuprocentowe dofinansowanie utylizacji składowiska, którego koszt szacowany jest na około 70 milionów złotych. Wsparciem dla tego wniosku jest petycja mieszkańców – podpisana przez blisko 1500 osób.
Kluczową kwestią pozostaje jednak konkretna decyzja administracyjna, od której uzależnione jest uruchomienie środków z budżetu państwa. Chodzi o decyzję wydawaną w trybie art. 26a ustawy o odpadach. W praktyce oznacza ona, że burmistrz przejmuje obowiązek usunięcia niebezpiecznych odpadów z prywatnej działki, w sytuacji gdy właściciel składowiska nie wywiązuje się ze swoich obowiązków. Taka decyzja pozwala gminie przeprowadzić utylizację, ale jednocześnie oznacza przejęcie pełnej odpowiedzialności za realizację zadania – w tym finansowej.
Wicewojewoda Robert Sitnik podkreślił, że administracja rządowa zna sprawę i monitoruje sytuację, jednak bez tej decyzji procedowanie wniosku o dofinansowanie nie jest możliwe.
– Bez wydania decyzji administracyjnej w trybie art. 26a nie ma możliwości uruchomienia środków z poziomu centralnego. Ministerstwo nie proceduje wniosków, jeśli taka decyzja nie została wydana – zaznaczył wicewojewoda. – Jeżeli decyzja zostanie podjęta, zrobimy wszystko, aby znaleźć środki na likwidację składowiska.
Do sprawy odniósł się również burmistrz Kałuszyna, wskazując na skalę ryzyka dla budżetu gminy. – Wydanie takiej decyzji oznacza, że gmina bierze na siebie realizację utylizacji na prywatnym terenie. Przy kosztach sięgających około 70 milionów złotych i budżecie gminy wynoszącym około 55 milionów złotych nie możemy podjąć takiego ryzyka bez jasnych gwarancji wsparcia ze strony państwa – podkreślił Arkadiusz Czyżewski.
Podobne stanowisko przedstawiła Rada Miejska w Kałuszynie, deklarując poparcie dla działań burmistrza wyłącznie w przypadku pisemnego zapewnienia pomocy finansowej ze strony administracji rządowej. W przeciwnym razie – jak wskazywano – konsekwencje dla funkcjonowania gminy byłyby druzgocące.
Wicewojewoda zapowiedział zorganizowanie pilnego spotkania roboczego z udziałem przedstawicieli Ministerstwa Klimatu, starostwa oraz gminy. – Chcemy pomóc i znaleźć rozwiązanie w ramach obowiązujących przepisów. To nie jest prosta sprawa, ale rozmowy są konieczne – zapowiedział.
Pikieta zakończyła się deklaracją dalszych rozmów. Mieszkańcy liczą, że zapowiadane spotkanie doprowadzi do konkretnych decyzji i umożliwi bezpieczne oraz ostateczne usunięcie niebezpiecznego składowiska z Ryczołka.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Gospodarz terenu niech płać ,właścicielem tego terenu jest chyba jakaś firma?
Gospodarz terenu niech płać ,właścicielem tego terenu jest chyba jakaś firma?