Reklama

Gmina Kałuszyn: Ta bomba wciąż tyka

Jeśli dojdzie do pożaru, trzeba będzie ewakuować Kałuszyn i zamknąć autostradę A2, a zniszczenie linii energetycznej pozbawi prądu kilkaset tysięcy ludzi.

Od kilku lat w Ryczołku (gm. Kałuszyn) zalega 6 tys. pojemników typu Mauser, wypełnionych chemikaliami. To substancje niebezpieczne dla życia i zdrowia mieszkańców. Jak wynika z badań zleconych przez prokuraturę, znajdują się tam odpady o właściwościach żrących, mutagennych, rakotwórczych i łatwopalnych. To praw dziwa bomba ekologiczna. Pojemniki w każdej chwili mogą się rozszczelnić albo zapalić. Burmistrz Arkadiusz Czyżewski obawia się, że w końcu dojdzie do pożaru i trzeba będzie ewakuować miasto.

Reklama

Na czym polega paradoks?

Sprawa zyskała szerszy rozgłos m.in. dzięki licznym interwencjom poselskim Kamili Gasiuk-Pihowicz, Czesława Mroczka i Daniela Milewskiego. Tylko że od tamtego czasu minęły już 2 lata, a problem wciąż nie został rozwiązany. Zdaniem wiceprzewodniczącej rady powiatu Ewy Rucińskiej, sprawa stanęła w miejscu. – A ta bomba wciąż tyka i może w każdej chwili wybuchnąć. Mieszkańcy Kałuszyna czują się zagrożeni i zwracają się do nas o po moc – mówiła na ostatniej sesji rady powiatu.

Jeszcze 3 lata temu „Ryczołek” był największym nielegalnym składowiskiem niebezpiecznych substancji w Polsce. – W tej chwili jest jednym z wielu – tłumaczy Marcin Całka, dyrektor wydziału zarządzania kryzysowego i spraw obronnych w mińskim starostwie. Problem jest bardzo złożony, bo co prawda udało się ustalić właściciela tej nieruchomości, ale on broni się przed organami zarówno administracyjnymi, jak i karnymi argumentem, że działkę wydzierżawił komuś innemu. Komuś, do kogo nie mogą w żaden sposób dotrzeć ani policja, ani prokuratura. – To klasyczny tzw. słup. Adres, który został podany przy wynajmowaniu terenu, nie istnieje. Zatem, w świetle przepisów postępowania administracyjnego, burmistrz Kałuszyna ma związane ręce, ponieważ brak strony postępowania. I na tym polega cały paradoks – tłumaczy Marcin Całka.

Reklama

W grę wchodzi tylko jedno rozwiązanie wynikające z przepisów o odpadach, tzw. wykonanie zastępcze, czyli usunięcie i utylizacja chemikaliów na własny koszt. A następnie dochodzenie zwrotu kosztów od sprawcy. Ale to już z założenia niemożliwe. Samorządu Kałuszyna na to nie stać. Przed 2 laty mówiono, iż szacowany koszt utylizacji odpadów w Ryczołku to ok. 55 mln zł. Dla gminy, której budżet kształtował się na poziomie 40 mln, to nierealne. – Dziś mówi się już o 80 mln zł, a nawet 100 mln zł – podkreśla dyrektor.

Reklama

Jeśli dojdzie do tragedii, może to kosztować dużo więcej. Wyciek lub pożar tego składowiska to przede wszystkim zagrożenie dla życia i zdrowia mieszkańców. Ale wiąże się również z ewentualnym zamknięciem autostrady A2. Obok jest ogromna linia energetyczna 400 kV, której zniszczenie pozbawiłoby prądu kilkaset tysięcy ludzi. – Z kolei 8 km dalej mamy lotnisko wojskowe, kluczowe dla obrony Warszawy na wypadek wojny. Ta sytuacja wręcz zagraża bezpieczeństwu kraju – uświadamia burmistrz Kałuszyna.

Czy jest szansa, by w końcu zrobić z tym porządek? Przeczytajcie cały artykuł Tomasza Markiewicza w papierowym i e-wydaniu "TS" nr 24 (KUP TERAZ)

Reklama

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    rafał - niezalogowany 2025-06-21 16:43:04

    W Kałuszynie głosowali w zdecydowanej większości na szofera podwożącego frywolne panie do hoteli (73%). No to teraz niech im ten szofer pomoże.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Np. Stefek albo Wandzia - niezalogowany 2025-06-21 23:43:04

    Niech powoli delikatnie w nocy pałą po jednym mauzerze pod sejmem w Warszawie na ul. Wiejskie. To właśnie tam zasiada w ławach sejmu wielu z tych, którzy pozwalają z Polski robić europejskie składowisko odpadów często będąc właścicielami firm, które te odpady sprowadzają.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    tubylec - niezalogowany 2025-06-22 06:44:57

    Ktoś zarobił grube miliony a My mieszkańcy będziemy płacić i płakać. A gdzie były wszystkie służby i urzędnicy? Ręce opadają, to jest kolejny przykład że nasze państwo jest z dykty i kartonu!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama