Muzeum Zbrojowni na Zamku w Liwie zamknęło wjazd na drogę i działkę będącą we władaniu placówki. Tymczasem tamtędy można się było dostać nad rzekę Liwiec. Niezadowolenia nie kryje jeden z właścicieli firmy prowadzącej wypożyczalnię kajaków.
- To absurdalna decyzja, którą dyrekcja zamku podjęła bez wcześniejszej konsultacji z wypożyczalniami kajaków. Włączyła teren z użytkowania, podcinając nie tylko prowadzoną przez nas działalność gospodarczą, ale też rozwój turystyki w powiecie – mówi Zygmunt Dziewulski, który prowadzi wypożyczalnię w pobliskich Jarnicach.
Liwiec to pięknie meandrująca i w miarę bezpieczna rzeka, która idealnie nadaje się na organizację spływów kajakowych. Nic więc dziwnego, że w jej otoczeniu powstało wiele wypożyczalni kajaków dla turystów. Rozwój turystyki kajakowej popierają też władze samorządowe: kilka lat temu samorząd powiatowy sfinansował budowę przystani dla kajakarzy w Wyszkowie, a samorząd Węgrowa zbudował przystań i, na potrzeby rozwoju turystyki kajakowej, kupił działkę nad Liwcem.
Turyści uczestniczący w spływach po rzece pokonują krótsze lub dłuższe odcinki (np. wypływają z Wyszkowa i kończą wyprawę w Liwie). Jednym z miejsc, gdzie rozpoczynała się (lub kończyła) trasa spływu był Zamek w Liwie. Nic dziwnego, jest tu pomost, do którego można bezpiecznie przycumować, a przy okazji zwiedzić zamek.
Gdy turyści kończyli spływ pod Zamkiem, na znajdującą się opodal nadrzeczną łąkę wjeżdżał samochód, którym zabierano kajaki. Ale w ubiegłym roku dyrekcja Muzeum Zbrojowni zamknęła dojazd do Liwca.
Na początku stycznia br. Zygmunt Dziewulski skierował do dyrektor Zamku Elizy Czapskiej pismo z prośbą o przywrócenie stanu poprzedniego. Zaznaczył, że turystyka kajakowa została uznana za priorytet w „Strategii rozwoju powiatu węgrowskiego”. Działanie podjęte przez dyrekcję Zamku są sprzeczne z tym programem.
- Uważam, że teren podzamcza winien służyć społeczeństwu. Ten społeczny aspekt winien być również brany pod uwagę przez Dyrekcję przy planowaniu sposobu wykorzystania terenu. Tymczasem na podzamczu powstały jakieś dziwne zasieki, które nie tylko uniemożliwiają wypożyczalniom kajaków odbiór kajaków i turystów kajakowych z drewnianego pomostu, ale oszpecają to miejsce – ocenił Zygmunt Dziewulski. Zaznaczył, że, co prawda, po przeciwnej stronie Zamku znajduje się gminna droga, którą można dojechać na brzeg rzeki, ale odbiór kajaków w tym miejscu jest utrudniony: przy rzece po lewej strony drogi znajduje się teren prywatny, a na prawo od drogi znajduje się plaża.
Pani dyrektor Zamku odpowiedziała, oględnie mówiąc, odmownie. Dlaczego?
Cały artykuł przeczytacie w papierowym i e-wydaniu "Tygodnika Siedleckiego" nr 7 (KUP TRERAZ).
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Dyrektorka i*** Struzik uważają iż wszystkie rozumy zjedli, plebsie cicho bądź
A czy Pan kajakarz płacił za użytkowanie tych gruntów? Partycypował w kosztach utrzymania? Sprzątał po swoich klientach? Ja rozumiem że to fajne miejsce, że dobrze się kajaki wyciąga... Ale no szanujmy się. Gdyby na jego prywatnej działce ktoś sobie urządził takie atrakcje, to by sam liczył kasę od kajaka i miał w nosie wszystkich. Kolejna sprawa, to co w momencie jak się komuś coś tam stanie? Właściciel terenu będzie odpowiedzialny, a Pan kajakarz rozłoży ręce i najwyżej przepisze firmę na żonę. Kto zna przepisy, też raczej rozumie o co tu chodzi...
masz rację, po mojej działce szedł koleś do sąsiada, złamał nogę i mnie oskarżył, koniec. masz rację Liw tez
Tobie się w główce pokiełbasiło, pan kajakarz, dalej badylarz, prywaciarz, puknij się
Aj waj bawią się
Dożyjemy kiedyś cywilizowanych czasów, gdzie takie rzeczy będą unormowane. Właściciel gruntu ma nim prawo dysponować, w tym ograniczyć korzystanie z niego przez firmy. To łąka, która stanowi miejsce parkingu i pikników i jedyne płody jakie z niej są to śmieci.
Nie tylko utrudnia kajakarzk ale też miejscowym. Ten teren od zawsze był gminny, użytkowany przez miejscowych i turystów, można było dojechać do rzeki zaparkować auto i wypocząć. Na daną chwilę brak dostępu do rzeki. Nowa pani dyrektor jest przeciw mieszkańcom ważne tylko aby dobrze się prezentować w mediach.
Utrudniono dostęp do rzeki również mieszkańcom i wszystkim osobom, które chciałyby wypocząć nad rzeką. Mieszkańcy jakiś czas temu utworzyli przy rzece plażę - zwieziony został piasek, aby dzieci miały możliwość bezpiecznej zabawy w wakacje, bez deptania po kamieniach. Teraz nie ma do tej plaży dojazdu. Pani dyrektor, o czym może komentujący nie wiedzą, żądała również wyburzania starych domów w okolicy zamku (bo nie pasują do widoku), a także wymagała od rolników zaprzestania składowania bel siana na ich własnych łąkach (również nie pasuje taki widok do zamku). Zamek to nie prywatność pani dyrektor i może czas jej o tym przypomnieć.
zawsze można przejść do plaży a nie samochodem jechać
Przepraszam, ale pisze Pani nieprawdę. Plaża jest zlokalizowana w innym miejscu niż łąka, do której bramka zamknęła dojazd samochodowy ( bo przecież nie dojście spacerowiczom!)-przy północno-wschodnim narożniku ogrodzenia zamkowego, podczas gdy łąka - przy narożniku przeciwległym: południowo- wschodnim. Dojazd do plaży drogą gruntową, używaną także przez rolników, był i jest swobodny i niczym nie utrudniony. Jak więc można pisać takie rzeczy, jak Pani? Gdzie jest prawda wypowiedzi i zwykła ludzka uczciwość?
Z Wyszkowa do Liwa ????????
Wyszków węgrowski
Widać DRUT KOLCZASTY. Powinien być ZAKAZANY. Mamy czasy- no właśnie czasy a drut kolczasty został.
Trochę spokojnych faktów: - nad Liwiec prowadzą 2 drogi - wzdłuż południowej i północnej strony ogrodzenia zamku; ta "północna" droga jest otwarta i można nią dojechać do samej plaży i płycizny rzecznej, gdzie wyciąga się kajaki na koniec spływu, co robi 99% firm kajakowych działających na szlaku wodnym do Liwa; -przed zamkiem jest bezpłatny parking, gdzie można zostawić samochód i przejeść się 100 (słownie: sto) metrów do rzeki, bo brama nie blokuje ruchu pieszego - czy nie tego właśnie pragną turyści - spacerów z bezpośrednim kontaktem z przyrodą? - zanim wprowadzono bramkę nagminne było wjeżdżanie samochodami prawie do rzeki i połączone z tym dzienne oraz nocne imprezki alkoholowe z muzyką na full, po których zostawiały duże ilości odpadków: puszek, butelek, papierów, no i tych niewymawialnych; - to nieprawda, że zamknięcie wjazdu Panu Dziewulskiemu "podcina turystykę w regionie"; Pan Dziewulski przypisuje sobie ( bardzo niesłusznie) rolę jedynego promotora kajakarstwa, a tu chodzi po prostu o jego small- biznes (very small) - tu miał za darmo, a na łączce przy plaży trzeba uiścić opłatę, bardzo skromną zresztą. Przypisywanie swojemu chciejstwu wyższych intencji związanych z dobrem społecznym jest grubym nadużyciem, wstyd mi za Pana. - druty kolczaste to ogrodzenie działki prywatnej, która nie należy do zamku.
Dyrektorka i*** Struzik uważają iż wszystkie rozumy zjedli, plebsie cicho bądź
A czy Pan kajakarz płacił za użytkowanie tych gruntów? Partycypował w kosztach utrzymania? Sprzątał po swoich klientach? Ja rozumiem że to fajne miejsce, że dobrze się kajaki wyciąga... Ale no szanujmy się. Gdyby na jego prywatnej działce ktoś sobie urządził takie atrakcje, to by sam liczył kasę od kajaka i miał w nosie wszystkich. Kolejna sprawa, to co w momencie jak się komuś coś tam stanie? Właściciel terenu będzie odpowiedzialny, a Pan kajakarz rozłoży ręce i najwyżej przepisze firmę na żonę. Kto zna przepisy, też raczej rozumie o co tu chodzi...
masz rację, po mojej działce szedł koleś do sąsiada, złamał nogę i mnie oskarżył, koniec. masz rację Liw tez