Działka przy ul. Daszyńskiego w Siedlcach, warta ponad milion złotych, zostanie sprzedana Diecezji Siedleckiej za niewiele ponad 10 tys. zł. Na pomysł uchwały, wyrażającej zgodę na 99-procentową bonifikatę, wpadł siedlecki prezydent Wojciech Kudelski. I choć decyzja ta budzi kontrowersje prezydent tłumaczy, że takie decyzje już zapadały za … komuny.
Wiele Waszych komentarzy w poprzedniej informacji na stronie aktualności
29 sierpnia w siedleckim magistracie, z inicjatywy prezydenta Wojciecha Kudelskiego, podjęto uchwałę. Postanowiono sprzedać bezprzetargowo działkę przy ulicy Daszyńskiego dla Diecezji Siedleckiej, która chce w tym miejscu wybudować kościół. Nie byłoby może w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt 99-procentowej bonifikaty, co pozwoli na sprzedaż gruntu z bardzo dużym upustem.
Oddają za bezcen -
Jestem przeciw tak wysokiej bonifikacie – stwierdza Maciej Drabio, radny lewicy. - Na wcześniejszych dwóch sesjach Rady Miasta proponowałem, by na tej działce powstał parking, którego tam brakuje. Moja interpelacja przeszła niezauważona. Teraz wiem, że już wtedy prezydent planował sprzedaż działki Diecezji Siedleckiej, bo okazało się, że biskup z taką propozycją wystąpił już w sierpniu 2006 roku – mówi M. Drabio. Prezydent ma prawo udzielić takiej bonifikaty i tylko od niego zależy, jaka ona będzie. Wiele osób zadaje sobie pytanie, skąd pomysł 99-procentowego upustu i oddanie tak atrakcyjnego terenu za bezcen. Podczas sesji siedleckiej Rady Miasta Macieja Drabio, zarówno w dyskusji, jak i głosowaniu, nie poparli koledzy radni z klubu lewicy. Zbigniewa Piwońskiego w ogóle nie było podczas obrad, a Adam Bobryk dziwnym trafem wyszedł z sali przed samym głosowaniem. Uchwała przeszła większością głosów, wstrzymali się jedynie radni Arkadiusz Mazurkiewicz i Piotr Karaś.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!