Młodzieżowe rady wyrastają w gminach jak grzyby po deszczu. Dla jednych to kuźnia kadr i szkoła demokracji, dla innych - jedynie PR-owy dodatek do lokalnej władzy.
W ostatnich latach w Polsce powstało kilkaset młodzieżowych rad gmin. Powiat miński stał się w tym zakresie prawdziwym poligonem doświadczalnym. Sulejówek, Siennica, Dębe Wielkie, a ostatnio Latowicz, Stanisławów i sam Mińsk Mazowiecki - samorządowcy prześcigają się w oddawaniu głosu nastolatkom. Pytanie jednak brzmi: czy młodzi faktycznie chcą siedzieć przy decyzyjnym stole, czy jedynie pełnić rolę statystów?
O tym, że chcieć nie zawsze znaczy móc, boleśnie przekonało się Dębe Wielkie. W 2019 roku tamtejsza rada była wzorem dla regionu: zorganizowała prestiżowy Kongres Szkół, a w nagrodę młodzieżowi radni polecieli do Parlamentu Europejskiego w Brukseli. Wydawało się, że młodzieżowa polityka ma się świetnie.
Jednak gdy wygasł zapał liderów, a starsze roczniki opuściły mury szkół, nastąpił impas. W podstawówkach kandydatów nie brakowało, ale licealiści nie podchwycili pałeczki. Efekt? Działalność została zamrożona. To przestroga dla wielu gmin: bez ciągłości pokoleniowej młodzieżowa rada staje się wydmuszką.
Nie wszyscy wierzą w sformalizowane struktury. W Mrozach, po głębokich konsultacjach sprzed blisko dekady, z pomysłu stworzenia rady zrezygnowano. Dlaczego? Bo sami zainteresowani tak chcieli.
Młodzież uznała, że sztywny statut i protokoły sesji to zbędny balast. Wybrali bezpośredni dostęp do ucha burmistrza Dariusza Jaszczuka. Okazało się, że szybkie, otwarte spotkania i konkretne postulaty działają lepiej niż urzędowa machina.
Podobnie długo było w Mińsku Mazowieckim, gdzie postawiono na Międzyszkolną Inicjatywę Samorządową i unikalne w skali kraju Centrum Młodzieżowe „Międzyczas”. Ostatecznie jednak dwa lata temu miasto powołało oficjalną radę.
Czy to tylko symbolika? Młodzi radni z Mińska Mazowieckiego robią wszystko, by udowodnić, że nie są tylko statystami. Na koncie mają już kampanię o segregacji odpadów i debaty oksfordzkie.
- Chcemy pokazać, że nasz głos naprawdę ma znaczenie - deklaruje przewodniczący Dominik Sarna.
Samorządowa mapa powiatu mińskiego pokazuje jedno: model idealny nie istnieje. Rady powstają, znikają i wracają w nowej formie. Niezależnie jednak od tego, czy młodzi wybierają sformalizowane rady, czy luźne fora dyskusyjne, wysyłają jasny sygnał: „Nie budujcie naszej przyszłości bez nas”.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Jak by tu swoje dzieci i pociotki wciagnac w polityke? Stworzyc takie cos jak mlodziezowa rada miasta! Niech sie ucza i pokazuja na salonach od najmlodszych lat- potem juz jak beda rozpoznawalni to wystarczy nic nie robic i niezle zyc, jak rodzice...zreszta przyklad idzie z gory, Donek tez Rafala ciagal po Brukseli i eurokołchozowych kuluarach przed wyborami, co by sie chlopak obyl, zeby inni sie z nim obyli, wypili pare glebszych, poklepali sie po plecach i...koncowkach...ale nie pyklo...
W kolonii Zbuczyn to nie przejdzie. Pociągający za sznurki spod Zbuczyna maja wszystkie stołki do obsadzenia rozpisane na najbliższe 30 lat do przodu.
I tak uczą od małego miejsca przy korytku. Rodzice co to miejsce dostali. Swoją drogą normalny nastolatek z własnej woli w coś takiego się nie pcha. Ps. Kto za te zabawy płaci?
Jak by tu swoje dzieci i pociotki wciagnac w polityke? Stworzyc takie cos jak mlodziezowa rada miasta! Niech sie ucza i pokazuja na salonach od najmlodszych lat- potem juz jak beda rozpoznawalni to wystarczy nic nie robic i niezle zyc, jak rodzice...zreszta przyklad idzie z gory, Donek tez Rafala ciagal po Brukseli i eurokołchozowych kuluarach przed wyborami, co by sie chlopak obyl, zeby inni sie z nim obyli, wypili pare glebszych, poklepali sie po plecach i...koncowkach...ale nie pyklo...
W kolonii Zbuczyn to nie przejdzie. Pociągający za sznurki spod Zbuczyna maja wszystkie stołki do obsadzenia rozpisane na najbliższe 30 lat do przodu.
I tak uczą od małego miejsca przy korytku. Rodzice co to miejsce dostali. Swoją drogą normalny nastolatek z własnej woli w coś takiego się nie pcha. Ps. Kto za te zabawy płaci?