Kim był obieracz ogonków buraczanych, jaki związek z Narodowymi Siłami Zbrojnymi podczas II wojny światowej miał sokołowski cukier, a nawet gdzie po ukończeniu nauki obecni uczniowie szkół ponadgimnazjalnych mają szansę znaleźć pracę – na to i więcej pytań znalazł odpowiedź każdy, kto wziął udział w zakończonych w niedzielę (12 września) w Sokołowie Podlaskim Europejskich Dniach Dziedzictwa.
„Od pomysłu do przemysłu” – jest hasłem wszystkich imprez, organizowanych w roku bieżącym w ramach Europejskich Dni Dziedzictwa. Ideą przewodnią ma być pokazanie lokalnym społecznościom starych: fabryk, warsztatów czy całych dzielnic przemysłowych. Sokołowianom, którzy co roku biorą udział w imprezach, organizowanych w tym cyklu, lepsze hasło przewodnie trafić się nie mogło. Właśnie w tym roku, po wielu latach starań o unijną dotację, władzom miasta udało się uzyskać z Regionalnego Programu Operacyjnego ponad 22 miliony złotych na zakup cukrowni i uruchomienie na jej terenie parku przemysłowego. W przygotowaniu jest akt notarialny, dotyczący planowanej sprzedaży. Samorząd miejski pracuje już nad planami adaptacji cukrowni dla potrzeb parku przemysłowego. Wybranie zabytkowego zakładu na głównego bohatera tegorocznych EDD, w tej sytuacji, wydawało się być jedynym rozwiązaniem.
Ciężkie życie robotników
Pierwszego dnia trwania obchodów EDD, w Zespole Szkół Centrum Kształcenia Rolniczego w Sokołowie Podl., odbyła się sesja popularnonaukowa pt. „Od Elżbietowa do Sokołowa”, z udziałem historyków Jacka Maliszewskiego i Jacka Odziemczyka.
Referenci przypomnieli historię jednego z najstarszych zabytkowych zakładów na Mazowszu. Cukrownia została założona przez Elżbietę Hirszman w 1848 r.
Cukrownia początkowo funkcjonowała w podsokołowskim Elżbietowie (dziś to część miasta) i była drugą pod względem wielkości cukrownią na terenie Królestwa Polskiego. To dzięki cukrowni miasto prężnie się rozwijało, a w połowie XIX wieku dotarła do niego kolej.
Jacek Maliszewski opowiedział o pierwszych dekadach działania zakładu, czyli od jego założenia do dnia wybuchu II wojny światowej.
Spora część jego referatu była poświęcona trudnym warunkom bytowym robotników zatrudnionych w cukrowni, którzy byli najsłabiej opłacanymi w regionie niskowykwalifikowanymi pracownikami. - Pracownicy cukrowni byli najgorzej zarabiającymi w kraju. Robotnicy zarabiali nawet 37 kopiejek dziennie, a robotnice tylko 20 kopiejek. Dla porównania najniższa dniówka niskowykwalifikowanego robotnika w Siedlcach wynosiła 60 kopiejek – mówił J. Maliszewski.
Jak opowiadał J. Maliszewski, przy cukrowni działała kasa chorych, która w niewielkim stopniu refundowała koszty leczenia pracowników. Zakładowy fundusz był uruchamiany dopiero wtedy, kiedy choroba pracownika trwała dłużej niż dwa tygodnie. Robotnicy mieszkali głównie w przyzakładowych budynkach, w złych warunkach sanitarnych.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!