Reklama

Odór, muchy, prusaki i bezradność mieszkańców. Ile to jeszcze potrwa?

Z opuszczonego mieszkania wydobywa się smród i robactwo. Ale mieszkańcy bloku i administracja są bezradni.

Odór, muchy, prusaki i bezradność mieszkańców. Administrator przyznaje, że rozumie ich frustrację, ale tłumaczy, że przepisy nie pozwalają wejść do mieszkania. Miasto przekonuje, że musi czekać na zakończenie postępowania eksmisyjnego.

Od kilku miesięcy mieszkańcy bloku przy ul. Warszawskiej w Siedlcach zmagają się z odorem wydobywającym się z jednego z mieszkań. Z czasem na klatce schodowej pojawiły się muchy i prusaki, a letnie upały tylko pogorszyły sytuację. Największe zdziwienie budzi jednak to, że choć – jak wynika z informacji administratora – najemcy od dawna nie przebywają w lokalu, nikt nie może wejść do środka i uprzątnąć mieszkania.

Reklama

– Mieszkam tutaj od ponad 30 lat i czegoś takiego nie pamiętam. Zanim otworzę drzwi do mieszkania, nabieram powietrza. Wnuki, kiedy do mnie przychodzą, mówią: „Babciu, szybko!”, by przebiec przez klatkę schodową – opowiada jedna z mieszkanek.

Najgorzej jest w ciepłe dni. Mimo otwartych okien na klatce schodowej powietrze stoi, a smród unosi się w całym budynku i wdziera do mieszkań.

– Lepy na muchy trzeba wymieniać codziennie, tyle ich jest. Do tego pojawiły się prusaki, więc jest strach, że rozniosą się po całym bloku.

Reklama

Od dłuższego czasu przed drzwiami mieszkania stoi stara pralka. Jak mówią mieszkańcy, najemcy przynieśli ją kiedyś ze śmietnika. Nikt nie chce jej ruszać. – Boimy się, że w środku też są prusaki. Mieszkańcy zwracają uwagę na stan klatki schodowej.

– Kiedyś była sprzątaczka, która dbała o porządek. Teraz schody się kleją, a poręczy człowiek boi się dotknąć. Jeden z sąsiadów specjalnie położył na schodach zapałkę, żeby sprawdzić, kiedy zostanie sprzątnięta. Leżała tam przez trzy tygodnie. To najlepiej pokazuje, jak dziś wygląda sprzątanie części wspólnych – opowiada mieszkanka.

Reklama

To jednak nie brudna klatka schodowa jest dziś największym problemem. Najwięcej obaw budzi jedno z mieszkań komunalnych, z którego od miesięcy wydobywa się odór. Jego najemcy od dłuższego czasu nie przebywają w lokalu, jednak formalnie nadal pozostają jego użytkownikami. Wobec nich toczy się postępowanie eksmisyjne. Z informacji przekazanych przez administratora wynika, że obecnie pomieszkują pod gołym niebem w okolicach siedleckiego zalewu. W mieszkaniu pozostawili bałagan, który od miesięcy daje się we znaki wszystkim sąsiadom.

Reklama

Mieszkańcy bloku wielokrotnie zgłaszali problem administratorowi budynku. Przełom nastąpił dopiero wtedy, gdy jedna z lokatorek zawiadomiła Powiatową Stację Sanitarno--Epidemiologiczną w Siedlcach. Sanepid nie prowadził kontroli w mieszkaniu. Po otrzymaniu zgłoszenia skontaktował się z Siedleckim Towarzystwem Budownictwa Społecznego. Przedstawiciel STBS pojechał na miejsce, zastał otwarte drzwi. Zabezpieczył lokal zamykając go na kłódkę. Najemcom pozostawił informację z prośbą o pilny kontakt z administracją. Bałagan pozostał w środku, a odór i owady nadal uprzykrzają życie mieszkańcom.

Dlaczego nie można po prostu wejść do środka i zrobić porządku? Odpowiedź sprowadza się do jednego słowa – przepisy. Robert Borucz z Siedleckiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego mówi, że doskonale rozumie mieszkańców. Ale...

Reklama

– Rozumiem tę frustrację. Też chciałbym, żeby problem został rozwiązany jak najszybciej. Jako administrator muszę jednak działać zgodnie z przepisami. Dlaczego nie otworzymy mieszkania i go nie posprzątamy? Nie możemy tego zrobić. Choć najemcy od dłuższego czasu nie przebywają w lokalu, formalnie nadal mają do niego prawo. Dopóki postępowanie eksmisyjne się nie zakończy, nie możemy wejść do środka ani usuwać pozostawionych tam rzeczy. Gdybyśmy zrobili to bez wymaganych procedur, narazilibyśmy się na odpowiedzialność – mówi.

Reklama

Ta ostrożność wynika z wcześniej szych doświadczeń. Kilka lat temu po wejściu administracji do jedne go z mieszkań pracownicy zostali oskarżeni o kradzież złotej biżuterii. Sprawa trafiła do sądu. kradzież złotej biżuterii. Sprawa trafiła do sądu.

– Gdyby osoba stawiająca te zarzuty nie zmarła, miasto prawdopodobnie nadal prowadziłoby proces – przypomina i zapewnia, że STBS zajmie się sprawami, na które ma wpływ. – Przekażę uwagi osobie sprzątającej, by klatka schodowa była sprzątana dokładniej.

Dariusz Stopa, wiceprezydent Siedlec, tłumaczy, że miasto ma związane ręce, bo trwa postępowa nie eksmisyjne. Zadłużenie najem ców przekracza 100 tysięcy złotych, narastało przez wiele lat. Dopóki procedura eksmisyjna się nie za kończy, mieszkanie nie może zostać opróżnione ani przekazane kolejnej rodzinie. A ile jeszcze potrwa?

Reklama

– Płacimy czynsz i chcielibyśmy wracać do czystego, bezpiecznego domu – denerwuje się jedna z mieszkanek, oczekując rozwiązania tej sytuacji.

Tym bardziej, że problematyczne mieszkanie to ostatnio nie jedyny kłopot w tym w budynku. Od dłuższego czasu w piwnicy przebywa mężczyzna, który miał być wyrzucony z domu przez rodzinę. Nocuje w piwnicy, a potrzeby fizjologiczne załatwia do papierowych kubków po napojach. W upalne dni również stamtąd wydobywa się smród, a mieszkańcy boją się schodzić do piwnic.

Reklama

– To odrębna sprawa wymagająca działań odpowiednich służb i rozwiązania problemów tej osoby oraz jej rodziny – komentuje Dariusz Stopa. 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości