Reklama

Rowerem do Medjugorie. Są już w Serbii. „Coraz bardziej czujemy, że cel jest blisko”

Za nimi osiem dni, cztery kraje i setki kilometrów przejechanych w deszczu, upale i przy coraz większym zmęczeniu. Rowerowi pielgrzymi z diecezji siedleckiej dotarli już do Serbii. Po drodze doświadczyli wielu awarii, ale także niezwykłej życzliwości ludzi, których spotykają na swojej trasie.

W ostatnich czterech dniach uczestnicy wyprawy pokonali blisko 500 kilometrów. Przejechali przez całe Węgry i przekroczyli granicę z Serbią, która jest już czwartym krajem na trasie ich pielgrzymki do Medjugorie.

Węgry przywitały ich upałem i otwartymi sercami

Piąty dzień rozpoczął się na Słowacji, gdzie pielgrzymi zjedli śniadanie u ojców paulinów i otrzymali błogosławieństwo na dalszą drogę. Jeszcze przed południem przekroczyli granicę z Węgrami.

Najpierw jechali w deszczu i silnym wietrze, jednak później pogoda całkowicie się zmieniła. Węgierskie słońce szybko dało się we znaki, a uczestnicy po raz pierwszy podczas wyprawy musieli zmierzyć się z prawdziwym upałem. Mimo to wieczorem licznik pokazywał już 130 kilometrów.

Reklama

Największym przeżyciem okazało się jednak spotkanie z panią Ritą. Kobieta, poznana przypadkiem podczas poszukiwania noclegu, zaprosiła całą czternastoosobową grupę do swojego domu. Oddała pielgrzymom swoje łóżka, udostępniła łazienkę, a po całym dniu jazdy także jacuzzi.

– Takie spotkania pokazują nam, jak wielu dobrych ludzi spotykamy na swojej drodze. Ich życzliwość daje nam siłę, by każdego dnia ruszać dalej – podkreślają uczestnicy wyprawy.

Przeprawa przez Cisę i nocleg w klubie piłkarskim

Szóstego dnia pielgrzymi przejechali 140 kilometrów. Choć na trasie pojawiła się awaria koła, szybko udało się ją usunąć.

Reklama

Niecodzienym doświadczeniem była przeprawa przez rzekę Cisę. Gdy okazało się, że prom nie kursuje, rowerzystów wraz z rowerami przewożono niewielkimi łodziami. Cała operacja trwała ponad godzinę.

Wieczorem grupa zatrzymała się w miejscowości Kytelek. Nocleg znaleźli w miejscowym klubie piłkarskim, którego gospodarze udostępnili pielgrzymom szatnie, prysznice i całe zaplecze sportowe. Nie zabrakło także krótkiego meczu z miejscowymi zawodnikami.

Tam poznali również Adama, który opowiadał o swoim życiu i marzeniu, by odwiedzić Polskę. Jak przyznają pielgrzymi, takie rozmowy są równie cenne jak kolejne przejechane kilometry.

Reklama

Sześć awarii jednego dnia

Siódmy dzień był zdecydowanie najtrudniejszy od początku wyprawy. Na trasie doszło aż do sześciu awarii rowerów – pięć razy trzeba było wymieniać przebite dętki, a w jednym z kół pękły szprychy. Naprawy zajęły około trzech godzin.

Mimo przeciwności udało się pokonać 120 kilometrów i późnym wieczorem dotrzeć do miejscowości Csongrád.

Nocleg zapewniły dwie kobiety – mama i córka Marta, właścicielki niewielkiego pensjonatu. Ich pomoc była kolejnym dowodem na to, że podczas wyprawy nie brakuje ludzi gotowych bezinteresownie wesprzeć pielgrzymów.

Reklama

Dotarli do Serbii

Ósmy dzień przyniósł kolejny ważny etap wyprawy. Rano pojawiła się jeszcze jedna awaria – przebita dętka – jednak szybka naprawa pozwoliła kontynuować jazdę bez większego opóźnienia.

Po południu grupa przekroczyła granicę z Serbią. Zarówno węgierscy, jak i serbscy pogranicznicy przyjęli pielgrzymów z dużą życzliwością, a sama odprawa przebiegła bardzo sprawnie.

Po przekroczeniu granicy pogoda gwałtownie się zmieniła. Upał ustąpił miejsca intensywnemu deszczowi, który towarzyszył rowerzystom aż do Suboticy.

Reklama

Około godziny 18 pielgrzymi dotarli do katedry pw. św. Teresy z Ávili, gdzie gościnnie przyjął ich proboszcz ks. Dragan. Noc spędzili na plebanii, a wieczorem uczestniczyli we Mszy Świętej sprawowanej w języku łacińskim. Następnego ranka mieli wziąć udział w Eucharystii razem z parafianami, po której planowali wyruszyć w kierunku Chorwacji.

Do celu pozostało około 530 kilometrów

Choć organizmy coraz mocniej odczuwają trudy wielodniowej jazdy, pielgrzymi podkreślają, że duchowo czują się bardzo silni. Coraz bardziej dają o sobie znać bóle mięśni i stawów, jednak – jak mówią – z każdym dniem jeszcze mocniej odczuwają obecność Maryi i są przekonani, że cel jest już blisko.

Reklama

Do Medjugorie pozostało około 530 kilometrów, które chcą pokonać w ciągu najbliższych pięciu dni.

Szczególną radość sprawiła im wiadomość o pierwszych owocach modlitwy, która jest główną intencją pielgrzymki.

– Wiemy już, że do seminarium zgłosiły się trzy osoby. To dla nas ogromna radość i znak, że modlitwa o nowe powołania przynosi owoce. Nadal będziemy modlić się o kolejne powołania do kapłaństwa i życia zakonnego oraz o siły potrzebne do bezpiecznego dotarcia do Medjugorie – podkreślają uczestnicy wyprawy.

Reklama

Rowerzyści dziękują wszystkim, którzy każdego dnia wspierają ich modlitwą i dobrym słowem. Jak przyznają, świadomość, że nie jadą sami, pomaga pokonywać kolejne kilometry i dodaje sił w drodze do Medjugorie.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 12/07/2026 09:53
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    gh - niezalogowany 2026-07-12 10:06:40

    no, no, podziw , bo w iem z doświadczenia, że po takiej jeździe najbardziej bolą siedzenia

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    pomódlmy się w ich intencji - niezalogowany 2026-07-12 10:09:56

    znam jedną z tych osób, co zgłosiła się do seminarium. W tym przypadku na pewno pielgrzymka rowerzystów nie miała wpływu na jego decyzję, bo był zdecydowany dużo wcześniej. Ale miejmy nadzieję, że faktycznie ich trud przyniesie błogosławione owoce, bo seminaria pustoszeją, albo zamieniają się w domy księży emerytów. A co do pielgrzymki: może się wydawać, że jazda rowerem to nic wielkiego, taka frajda. Ale przekręcić tyle kilometrów to naprawdę trzeba mieć siłę i kondycję, a jadą tam przecież młodzi ludzie, drobne dziewczyny - jedna z nich, którą kojarzę nie ma chyba jeszcze 18 lat. Wystarczy spojrzeć na ich twarze - jak są spaleni słońcem. Z kolei deszcz powoduje otarcia, odparzenia. Szacunek i czapki z głów.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości