Reklama

Opłaty parkingowe

Na parkowanie przed Szpitalem Św. Tadeusza w Łukowie trzeba płacić. Te zasady nie są nowością. Obowiązują od kilku lat. Wciąż jednak ani obywatele korzystający z parkingu, ani pracownicy firmy ochroniarskiej „Skorpion”, którzy pilnują budynków i terenu szpitala oraz mają oko na parkingi, nie nauczyli się obowiązującego regulaminu.

Nieznany jest im w każdym razie punkt tego dokumentu, podpisanego przez zastępcę dyrektora SP ZOZ do spraw ekonomiczno-eksploatacyjnych, Henryka Izdebskiego, gdzie napisano, że osoby dowożące prywatnymi pojazdami pacjentów w sytuacji zagrożenia ich zdrowia lub życia nie ponoszą opłat za zostawienie samochodu na szpitalnym parkingu.

W pośpiechu na porodówkę i... szlaban!

Przed rokiem opisywaliśmy przypadek Andrzeja G., którego ochrona zmusiła do zapłacenia za parking, chociaż został przywieziony na Szpitalny Oddział Ratunkowy ze złamaną nogą. Niedawno w podobnej sytuacji znalazł się pan Roman.

– Była noc, gdy zadzwonił telefon mej żony. Okazało się, że nasza znajoma zaczyna rodzić i prosi o zawiezienie jej do szpitala. Ubrałem się i wybiegłem do samochodu. Sprawnie dojechaliśmy pod izbę przyjęć. Zatrzymałem samochód na terenie szpitalnym. Gdy została przyjęta na oddział, wróciłem do samochodu – relacjonuje przebieg zdarzeń pan Roman. – Przy szpitalnej bramie ochroniarz kazał mi zapłacić 3 zł za wjazd. Nawet nie wiedziałem, że w sytuacji, w jakiej się znalazłem, jestem zwolniony z tego obowiązku. Chciałem zapłacić, ale miałem pecha. W pośpiechu nie zabrałem ze sobą portfela. Przeszukałem kieszenie. Nigdzie nie było nawet zawieruszonych drobniaków. Poprosiłem ochroniarza o wypisanie faktury do zapłacenia rano w banku czy na poczcie. Nic z tego, pan ochroniarz może przyjąć tylko gotówkę. Gdy mu tłumaczę, że nie mam przy sobie żadnych pieniędzy, złości się i oświadcza mi, ze w takiej sytuacji mogłem nie wjeżdżać na teren szpitala. Nie wjeżdżać z rodzącą kobietą? Skoczyło mi ciśnienie i poprosiłem, żeby wezwał policję. On też się zdenerwował. Oświadczył, że policji nie będzie wzywał, a ja mam zostawić dokumenty i rano zgłosić się po nie z pieniędzmi, a teraz mam mu już nie zawracać głowy.

Nie wiadomo, jaki obrót przyjęłaby ta awantura, gdyby nie fakt, że do szpitala akurat przyszła siostra kobiety przywiezionej na porodówkę. Pan Roman pożyczył od niej 3 zł i zapłacił. Otrzymał pokwitowanie z kasy fiskalnej. Rano o zajściu powiadomił naszą redakcję.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości