Reklama

Nauczyciel cieszy się z sukcesów swoich uczniów, a samorządowiec z uśmiechu mieszkańców - wywiad z Bożeną Uziębło

24/11/2025 09:03

W ramach warsztatów dziennikarskich prowadzonych w ZSP nr 3 w Siedlcach jeden z uczniów przeprowadził wywiad z swoją wychowawczynią, a jednocześnie radną Miasta Siedlce - Bożeną Uziębło. O co zapytał? Przeczytajcie!

Nauczycielka z pasją, wychowawca, miłośniczka zwierząt... Jak to się stało, że znalazła się Pani w samorządzie lokalnym?

- Do samorządu trafiłam z potrzeby serca. Nie szukałam kariery ani stanowiska – chciałam po prostu pomagać ludziom, tak jak robiłam to zawsze. Bo niezależnie od funkcji, wciąż jestem nauczycielką z pasją i wrażliwością na drugiego człowieka oraz zwierzęta. Bycie w samorządzie to nie zaszczyt, tylko obowiązek – obowiązek wobec ludzi, którym się obiecało, że będzie się ich głosem.”. Zawód nauczyciela wybrałam świadomie. Od zawsze lubiłam ludzi, a szczególnie młodych – ich szczerość, zapał i spontaniczność. Uważam, że szkoła to nie tylko miejsce nauki, ale przede wszystkim przestrzeń do kształtowania charakterów. Dlatego stara się, by jej uczniowie czuli, że mogą na nią liczyć, że ich głos ma znaczenie.

Reklama

Praca z dziećmi i młodzieżą nauczyła mnie wiele. Widziałam, jak wiele można osiągnąć, gdy się wierzy w ludzi. To właśnie te doświadczenia – codzienny kontakt z młodymi, rozmowy z rodzicami, rozmowy z ludźmi zbudowały we mnie przekonanie, że warto działać szerzej. Od dziecka angażowałam się w szkolne i lokalne inicjatywy. Organizowałam akcje charytatywne, festyny, spotkania, konkursy. Zawsze tam, gdzie coś się działo, można mnie było spotkać – z uśmiechem, energią i setką pomysłów w głowie. To właśnie wtedy pojawiły się pierwsze propozycje, bym spróbowała swoich sił w samorządzie.

Wydawało mi się, że to zupełnie inny świat – bardziej urzędowy, mniej emocjonalny. Ale po namyśle uznałam, że przecież samorząd to nic innego, jak działanie na rzecz ludzi. A to przecież robiłam od zawsze.

Reklama

Zdecydowałam się kandydować. Kampania była dla mnie nowym doświadczeniem. Spotkania z mieszkańcami, rozmowy, dyskusje – wszystko to utwierdzało mnie w przekonaniu, że decyzja była słuszna. Bo ludzie chcą rozmawiać, chcą być wysłuchani, chcą mieć wpływ na to, co dzieje się wokół.

Nauczyciel czy samorządowiec? Co jest większym wyzwaniem i co przynosi większą satysfakcję?

- W pracy samorządowej kieruje się tymi samymi wartościami, które towarzyszą mi w szkole – uczciwością, komunikacja, empatią i konsekwencją. Nigdy nie obiecuje rzeczy niemożliwych, ale zawsze staram się szukać rozwiązań.

Reklama

Połączenie pracy nauczycielki i radnej nie jest łatwe, ale daje ogrom satysfakcji. Obie te role się uzupełniają. W szkole uczę młodych ludzi odpowiedzialności i zaangażowania, a w samorządzie – sama te wartości realizuje w praktyce.

Dla mnie samorząd to przede wszystkim ludzie – ich historie, potrzeby, emocje. Każdy dzień to nowe wyzwanie, ale i nowe możliwości. Lubię to, że mogę coś realnie zmieniać, że moja praca ma widoczny efekt.

Choć mam wiele obowiązków, zawsze znajduję czas na szkołę, uczniów, wolontariat i rodzinę. Uważa, że tylko zachowując równowagę między sferą publiczną a prywatną, można być naprawdę skutecznym i szczęśliwym.

Reklama

Z klasy szkolnej trafiłam do sali obrad rady miasta, ale wciąż kieruje się tymi samymi wartościami. Myślę, że swoją działalnością udowadniam, że nauczycielka może być doskonałym samorządowcem – bo potrafię słuchać, rozumieć i działać dla dobra wspólnego.

Wielu ludzi postrzega samorząd przez pryzmat polityki, ale dla mnie to coś znacznie głębszego. To służba – taka sama jak nauczanie. W obu przypadkach najważniejszy jest człowiek.

Czasem ktoś mnie pyta, czy tęsknię za „czystą” pracą w szkole. Uśmiecham się wtedy i mówię, że nadal jestem nauczycielką – tylko że dziś moją klasą jest całe miasto.

Reklama

Jakie wartości stara się Pani wprowadzać do lokalnej polityki i codziennej pracy samorządowej?

- Zawsze powtarzam, że wartości są jak kompas – pokazują kierunek, nawet gdy wokół panuje chaos. Dla mnie w pracy samorządowej najważniejsza jest uczciwość. Bez niej trudno budować zaufanie, a bez zaufania nie da się skutecznie działać dla ludzi. Uczciwość wobec siebie, wobec współpracowników i wobec mieszkańców to fundament wszystkiego.

Drugą wartością, którą szczególnie cenię, jest odpowiedzialność. Kiedy podejmuje się decyzje dotyczące życia innych ludzi, trzeba myśleć nie tylko o „tu i teraz”, ale także o przyszłości. Każda uchwała, każdy głos w radzie ma realne konsekwencje. To ogromne zobowiązanie, które traktuję bardzo poważnie.

Reklama

Kolejną wartością, która zawsze mi towarzyszy, jest empatia. Może to cecha nauczycielki, ale uważam, że w samorządzie trzeba przede wszystkim słuchać. Nie da się zrozumieć problemu, jeśli nie zna się historii człowieka, którego ten problem dotyczy. Empatia pomaga zobaczyć więcej niż liczby i procedury – pozwala dostrzec ludzi.

Ważne jest też poszanowanie różnorodności. W samorządzie spotykają się różne poglądy, temperamenty i wizje świata. I to jest dobre. Nie chodzi o to, by wszyscy myśleli tak samo, ale by potrafili ze sobą rozmawiać. Tego uczę też swoich uczniów – że spór może być twórczy, jeśli towarzyszy mu szacunek.

Reklama

Od lat staram się wprowadzać do pracy publicznej otwartość i przejrzystość. Uważam, że mieszkańcy mają prawo wiedzieć, jak podejmowane są decyzje, na co przeznaczane są środki, co dzieje się w ich mieście. Im więcej zaufania i komunikacji, tym mniej uprzedzeń i nieporozumień.

Nie ukrywam, że ważne miejsce w moim systemie wartości zajmuje współpraca. Wierzę, że razem można osiągnąć więcej niż w pojedynkę. Zawsze staram się budować mosty, nie mury – niezależnie od różnic. 

Jako nauczycielka wiem, jak wielką moc mają szczerość i konsekwencja. Uczniowie wyczuwają fałsz w sekundę – podobnie jest w samorządzie. Mieszkańcy nie oczekują cudów, oczekują autentyczności. Dlatego staram się być taka sama w pracy, w szkole i na co dzień – prawdziwa.

Reklama

Bardzo ważna jest dla mnie również pokora. W samorządzie łatwo wpaść w przekonanie, że wie się najlepiej. Tymczasem każdy dzień uczy, że zawsze można się czegoś nauczyć od innych. Pokora to nie słabość – to mądrość, która pozwala dostrzegać dobro wokół siebie.

Nie mogłabym też pominąć pasji. Uważam, że tylko z pasją można naprawdę działać dla ludzi. Bez niej wszystko staje się rutyną. Pasja daje energię, odwagę i motywację do przekraczania barier.

Kiedyś ktoś zapytał mnie, czy wartości nie są dziś „niemodne”. Odpowiedziałam, że wartości nigdy nie wychodzą z mody – tylko czasem trzeba o nich głośniej przypominać. Bo to one budują wspólnotę.

Reklama

Wierzę też głęboko, że życie publiczne można prowadzić z klasą – spokojnie, z szacunkiem, bez agresji i złośliwości. Tego potrzebują ludzie, zwłaszcza młodzi.

Dla mnie wartości nie są tylko słowami. To codzienne decyzje – czasem drobne, ale znaczące. To sposób, w jaki rozmawiam z mieszkańcem, który przychodzi z problemem, i w jaki odpowiadam na krytykę.

Nie ukrywam, że czasem trudno jest trzymać się swoich zasad, szczególnie gdy pojawia się presja, polityka czy emocje. Ale właśnie wtedy trzeba najbardziej pamiętać, kim się jest i po co się przyszło do samorządu.

Reklama

Moim celem nigdy nie było „robić polityki”, tylko robić coś dobrego dla ludzi. A dobro zawsze zaczyna się od wartości.

Gdyby miała Pani się określić trzema słowami, jak by one brzmiały?

- Myślę, że najlepiej opisują mnie trzy słowa: zaangażowana, empatyczna, konsekwentna.

Zaangażowana – bo jeśli podejmuję się jakiegoś zadania, wkładam w nie całe serce i energię.
Empatyczna – bo staram się zawsze patrzeć na ludzi z życzliwością i zrozumieniem, słuchać ich potrzeb i wspierać, kiedy tylko mogę.
Konsekwentna – bo wierzę, że tylko wytrwałość prowadzi do prawdziwych efektów, zarówno w pracy nauczycielki, jak i w działalności samorządowej.

Te trzy słowa tworzą pewien obraz mnie – osoby, która nie boi się wyzwań, ale stara się zachować w tym wszystkim ludzką twarz. Każde z tych słów ma dla mnie znaczenie, bo odzwierciedla nie tylko sposób pracy, ale i podejście do życia.
Nie da się skutecznie działać bez zaangażowania, zrozumienia drugiego człowieka i determinacji w dążeniu do celu.
To mój mały, osobisty przepis na codzienność – z sercem, odpowiedzialnością i wiarą, że dobro naprawdę wraca.

Jaka jest Bożena Uziębło poza godzinami pracy? Czym wypełnia wolny czas?

- Po pracy nie odkładam pasji na półkę. Po prostu przenoszę ją w inne miejsce – tam, gdzie mogę być sobą i cieszyć się życiem w najprostszej formie. Po godzinach nie zwalniam tempa, ale zmieniam rytm. Działam społeczne w Radzie Organizacji Pozarządowych miasta Siedlce, jestem członkiem Zarządu Oddziału Polskiego Czerwonego Krzyża, promuję honorowe krwiodawstwo, wolontariat, wspieram wnuków w rozwijaniu ich pasji muzycznych. Mój wolny czas wypełnia to, co mnie uspokaja i inspiruje – kontakt z naturą, zwierzęta, książki, muzyka, taniec, wolontariat i spotkania z bliskimi.

Wolne chwile to także czas refleksji. Lubię wspominać swoich uczniów, pomyśleć o minionym dniu, zapisać kilka myśli w notesie. Czasem – jak sama przyznaje – te notatki stają się później początkiem nowych pomysłów lub projektów.

Często powtarzam, że w życiu ważne jest, by umieć się zatrzymać. Dlatego dbam o to, by choć na chwilę odciąć się od obowiązków, telefonów i spotkań. Cenię ciszę, spokój i naturalność – w świecie, który pędzi, to dla mnie prawdziwy luksus.

Czas wolny wypełniam tym, co naprawdę kocham. Niezależnie od tego, czy pomagam zwierzętom, spaceruję po lesie, spotykam się z seniorami czy słucham muzyki – zawsze robię to z pasją. 

Jest Pani osobą bardzo aktywną, wyróżniającą się z tłumu, bezpośrednią i potrafiącą walczyć o swoje zdanie wbrew opinii innych. Czy z takimi cechami łatwo funkcjonować w dość małym środowisku społecznym, jakim są Siedlce?    

- Myślę, że bycie osobą aktywną i bezpośrednią w małym środowisku, takim jak Siedlce, ma swoje plusy i minusy. Z jednej strony taka postawa pozwala się wyróżnić, zwrócić uwagę na ważne sprawy i realnie coś zmienić wokół siebie. Z drugiej jednak strony, w małej społeczności wszystko jest bardziej widoczne — każde działanie, każde słowo. Nie wszystkim podoba się, gdy ktoś wychodzi przed szereg lub ma własne zdanie.

Początki nie były łatwe. Spotykałam się z opiniami, że jestem „zbyt energiczna” albo że „chcę za bardzo”. Z czasem jednak zauważyłam, że konsekwencja i szczerość budzą szacunek, nawet u osób, które na początku podchodziły do mnie z dystansem. W Siedlcach ludzie są bardzo uważni, obserwują i zapamiętują — dlatego ważne jest, by być autentycznym i działać w zgodzie ze sobą.

Nie ukrywam, że czasem czuję ograniczenia wynikające z małej skali miasta. Pomysłów i inicjatyw jest wiele, ale nie zawsze spotykają się z odpowiednim wsparciem czy zrozumieniem. Mimo to wierzę, że aktywność społeczna ma sens, nawet jeśli na początku efekty są widoczne tylko w małym kręgu. Dla mnie ważne jest, by inspirować innych — szczególnie młodych ludzi — do odwagi i samodzielnego myślenia.

Bezpośredniość często bywa postrzegana jako wada, ale w moim przypadku to ogromny atut. Wolę mówić otwarcie niż ukrywać swoje zdanie za uśmiechem. Dzięki temu buduję relacje oparte na zaufaniu. W małym mieście takie podejście czasem zaskakuje, ale też przyciąga osoby o podobnym sposobie myślenia.

Oczywiście zdarza się, że moja aktywność wywołuje kontrowersje. Nie każdy lubi zmiany, a ja raczej nie należę do osób, które potrafią spokojnie siedzieć i czekać, aż coś się samo wydarzy. Wierzę jednak, że każde działanie — nawet małe — zostawia ślad. Czasami wystarczy jedna rozmowa, jedno wydarzenie, by coś w ludziach poruszyć.

Pani przepis na dobre (udane) życie?

- Myślę, że nie ma jednego uniwersalnego przepisu na dobre życie. Każdy z nas musi odnaleźć własną receptę – dopasowaną do swoich wartości, doświadczeń i marzeń. Dla mnie dobre życie to takie, w którym człowiek potrafi być sobą i nie boi się żyć w zgodzie z własnym sumieniem. To życie pełne sensu, uważności i wdzięczności za codzienność.

Z wiekiem coraz bardziej przekonuję się, że szczęście nie tkwi w wielkich sukcesach, ale w drobnych chwilach, które tworzą nasz dzień. W rozmowie z drugim człowiekiem, w porannej kawie, w spacerze po lesie, w uśmiechu ucznia, który coś zrozumiał. To są te momenty, które budują poczucie spełnienia.

Dla mnie receptą na równowagę jest harmonia między obowiązkami a pasją, między pracą a czasem dla rodziny.

Jako nauczycielka wiem, jak ważne jest, by każdego dnia uczyć się czegoś nowego – nie tylko z książek, ale i z ludzi, których spotykamy. W każdej rozmowie, w każdej relacji można znaleźć inspirację. Dobre życie to ciągłe rozwijanie się, ale bez presji. To pozwalanie sobie na błędy i wyciąganie z nich wniosków.

Ważnym składnikiem mojego przepisu na życie jest wdzięczność. Staram się codziennie zauważać, za co mogę być wdzięczna – za zdrowie, za bliskich, za możliwość działania. Wdzięczność sprawia, że nawet trudniejsze dni mają sens.

Drugim składnikiem jest otwartość. Świat się zmienia, ludzie się zmieniają, a my razem z nimi. Nie można trwać w przekonaniu, że wszystko wiemy najlepiej. Pokora wobec życia i gotowość do słuchania innych to ogromna siła.

Nie wyobrażam sobie udanego życia bez pasji i zaangażowania. Dobre życie to również relacje – szczere, głębokie, oparte na zaufaniu. Trzeba umieć otaczać się ludźmi, którzy nas wspierają i inspirują. W małym środowisku, takim jak Siedlce, relacje są szczególnie ważne, bo budują poczucie wspólnoty i bezpieczeństwa.

Nie da się żyć dobrze, jeśli człowiek skupia się wyłącznie na sobie. W moim przekonaniu kluczem jest równowaga między „brać” a „dawać”. Czasem jeden gest, dobre słowo, pomoc komuś w potrzebie potrafią zdziałać więcej niż wielkie deklaracje.

Ważne jest też, by dbać o siebie – o ciało, umysł i serce. Dla mnie to nie luksus, ale obowiązek wobec samej siebie i innych. Trudno pomagać innym, jeśli samemu jest się przemęczonym lub wypalonym.

Kolejnym elementem mojego przepisu jest pogoda ducha. Staram się szukać dobra nawet w trudnych sytuacjach. Każde doświadczenie, nawet to bolesne, może nas czegoś nauczyć.

Nie można też zapominać o marzeniach. To one nadają kierunek życiu. Czasem są małe i ciche, czasem odważne – ale zawsze warto je mieć. Marzenia sprawiają, że mamy w sobie iskrę, która popycha nas do działania.

W moim przepisie na dobre życie nie brakuje też humoru. Śmiech pomaga przetrwać wiele trudnych chwil. Uczy dystansu, łagodzi napięcia i łączy ludzi.

Oczywiście dobre życie to nie tylko sukcesy. To również umiejętność radzenia sobie z porażkami. Trzeba przyjmować je z pokorą i traktować jako lekcję, a nie klęskę.

Więc mój przepis jest prosty: trochę odwagi, dużo wdzięczności, szczypta humoru, codzienna praca nad sobą i serce otwarte na innych. Z takiej mieszanki naprawdę może wyjść piękne, udane życie.

Czy uważa się Pani za kobietę sukcesu?

- To bardzo ciekawe pytanie, bo słowo „sukces” dla każdego znaczy coś innego. Dla jednych to kariera i uznanie, dla innych spokojna rodzina i dom pełen miłości. Ja nigdy nie mierzyłam swojego życia tytułami, stanowiskami czy nagrodami. Dla mnie prawdziwy sukces to wewnętrzne poczucie spełnienia i świadomość, że to, co robię, ma sens.

Jeśli miałabym odpowiedzieć wprost – tak, uważam się za kobietę sukcesu, ale nie w rozumieniu materialnym. Uważam się za osobę, która potrafi żyć w zgodzie ze sobą, realizować swoje pasje i nie zatracić w tym człowieczeństwa. To dla mnie największy sukces.

Sukcesem jest dla mnie każdy uczeń, który po latach wraca i mówi: „Pani mnie czegoś nauczyła – nie tylko z podręcznika, ale z życia”. Sukcesem jest widzieć, jak młodzi ludzie nabierają odwagi, rozwijają skrzydła i zaczynają wierzyć w siebie. To daje ogromną satysfakcję.

Sukcesem jest też to, że mimo wielu obowiązków potrafię zachować równowagę między pracą zawodową, działalnością społeczną a życiem rodzinnym. To nie zawsze łatwe, ale niezwykle ważne. Dla mnie sukces nie polega na tym, by robić wszystko – ale by robić to, co naprawdę ma wartość.

Być kobietą sukcesu to również umieć przyznać się do słabości. Nauczyłam się, że nie muszę być idealna. Prawdziwa siła kobiety tkwi w autentyczności, w umiejętności proszenia o pomoc, w empatii i wrażliwości. Te cechy są często niedoceniane, a przecież to one budują relacje i zaufanie.

W moim życiu nie brakowało trudnych momentów, decyzji, które kosztowały wiele odwagi. Ale każde wyzwanie, które udało się pokonać, budowało mnie na nowo. Patrząc z perspektywy czasu, wiem, że sukces nie jest czymś, co przychodzi nagle – to proces, który trwa całe życie.

Patrząc na swoje życie, nie widzę w nim błyskotek, ale widzę konsekwencję, pracowitość i pasję. To wartości, które prowadzą mnie każdego dnia. I właśnie dlatego mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że jestem kobietą sukcesu.

Z Bożeną Uziębło rozmawiał uczeń uczeń 1TS w ZSP nr 3 w Siedlcach Krzysztof Koryciński.

Artykuł powstał w ramach warsztatów dziennikarskich prowadzonych przez dziennikarzy "Tygodnika Siedleckiego".

 

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 24/11/2025 10:50
Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości