Niektórzy mogli być mocno zaskoczeni wypowiedzią przewodniczącego Rady Gminy Siedlce, Mikołaja Walo. Sugerował bowiem, że znak drogowy można przesunąć, a konkretnie „przetoczyć”. Warto dodać, że przewodniczący przez wiele lat było policjantem w „drogówce”.
Trzeba jednak wyjaśnić, że radnemu nie chodziło o jakiś czyn chuligański, ale o ewentualną samowolę, która miałaby poprawić bezpieczeństwo na ważnym odcinku drogi, szczególnie na przejściu dla pieszych, z którego często korzystają uczniowie pobliskiej szkoły.
Sprawa dotyczy legendarnego już chyba skrzyżowania ulicy Łukowskiej z Wrzosową, która prowadzi do Grabianowa. Chyba przez całe lata wracała sprawa zalatania dziury w asfalcie, która ciągle pojawiała się na środku skrzyżowania. Przewodniczący informował, że ten niewielki odcinek ulicy jest bezpański, bo nie wiadomo, do kogo tak naprawdę należy.
Sprawę opisywaliśmy, zamieszczając przy okazji mapki tego skrzyżowania, pochodzące zarówno z gminy Siedlce, jak i z siedleckiego starostwa. I wydawało się, że sprawa jest wyjaśniona, ale jednak kontrowersje pozostały.
Rzecz stała się szczególnie aktualna, bo GDDKiA prowadziła przebudowę ronda w Białkach i ta inwestycja miała dotyczyć także pobliskiego skrzyżowanie ulic Łukowskiej z Wrzosową. Obawiano się, że prace nie obejmą tego odcinka jezdni. No i dziura na środku skrzyżowania zostanie problemem co najmniej na 10 kolejnych lat. A jednak…
- Super, że został położony asfalt na tym odcinku – mówił Mikołaj Walo. – To ekstra, tylko że ten fragment drogi nie został zakończony. Wykonawca miał termin do listopada. Przewidywaliśmy, że nie zakończy w tym terminie. I to się potwierdziło. Wszystko zostało jednak rozgrzebane i jest, jak jest. A co z bezpieczeństwem?
Radny upominał się o konkretną sprawę, czyli doświetlenie przejścia dla pieszych w okolicy skrzyżowania Łukowskiej z Wrzosową. Z tą prośbą zwrócił się do wójta gminy Siedlce, Henryka Brodowskiego.
- Gdyby tam była lampa, to by było widać i osoby przechodzące przez to przejście i nadjeżdżające samochody – argumentował. Trzeba to zrobić, bo nie wiem, kto jest w stanie odgadnąć, kiedy firma zakończy swoje prace na tym odcinku jezdni. A tam samochody rozpędzają się do dużych prędkości. I widzę, z jakim pędem ludzie muszą opuszczać to przejście. A wkrótce pojawi się tam także wielu rowerzystów.
Radny podkreślił, że z tego przejścia korzystają też uczniowie z pobliskiej Szkoły Podstawowej w Białkach. I miał kolejną, poza sprawą doświetlenia, prośbę do wójta.
- Proszę jeszcze o jedno, czyli zdjęcie tej „siedemdziesiątki” – dodał radny. – Wiemy, o co chodzi…
Dla pewności przewodniczący wyjaśnił jednak, dlaczego kwestionuje zasadność umieszczenia w tym miejscu znaku z ograniczeniem prędkości do 70 kilometrów. W końcu zna się na tym zawodowo.
- Ta „70” jest po znaku ograniczającym prędkość do 60 kilometrów i znaku „roboty drogowe” – wyjaśnił. – Czy roboty drogowe to jest powód, aby podnieść prędkość do 70 kilometrów?
Kiedy jeden z radnych zauważył, że jest tam znak ograniczający prędkość do 50 kilometrów, Mikołaj Walo pokazał, że dobrze zna sprawę.
- Owszem, jest, ale stoi już za przejściem i za skrzyżowaniem – wyjaśnił. – Przejedź i zobacz, bo takich oznakowań na pewno nie widziałeś…
No i przewodniczący zaproponował bardziej radykalne rozwiązania.
- Może tę „siedemdziesiątkę” zrzucić i lampę tam zapali
? – zapytał Mikołaj Walo. – Bo żeby ten znak usunąć, to wystarczy go przetoczyć. Ja nie mam jednak takiej odwagi…
Siedzący obok przewodniczącego wójt Henryk Brodowski „fuknął” coś na takie, przecież łamiące prawo, pomysły, czy choćby sugestie, przewodniczącego.
- Ale kto samodzielnie usuwa znaki drogowe, to podpada… - wyjaśnił Mikołaj Walo. - Więc proszę o lampę…
Zbigniew Juśkiewicz
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Bezradny zwolnij tempo oddaj swoje stanowisko młodszym,odpoczywaj już na emeryturze .
Skowronki niosą wieść że niedługo odda mandat bo się wyprowadza i po kłopocie
Tym bardziej powinien promować swoje osiągnięcia.
"- Gdyby tam była lampa, to by było widać i osoby przechodzące przez to przejście i nadjeżdżające samochody – argumentował." Nie rozumiem toku myślenia.
Widział by oknem wszystko co się wokół dzieje,ciężko przestawić się chłopu do codzienności.
Skrzyżowanie Łukowskiej z Wrzosową jest faktycznie niebezpieczne. Wielu czereśniackich kierowców w ogóle w tym miejscu nie zdejmuje nogi z gazu, przelatując jak burza przez przejście pieszo-rowerowe. Taką samą ostrożnością "szybcy i bezmózdzy" wykazują się, kiedy pędem mijają autobus stojący na przystanku, z którego na pewno ktoś wysiadł i za chwilę pojawi się na przejściu. Czy darmozjady przejadające skromny budżet miasta i gminy kopną tam odpowiednie służby dopiero gdy zdarzy się wypadek śmiertelny? To, że na Stop-Shopie w Białkach kierowcy z Koziej Wólki ignorują znaki przejść dla pieszych i również wymuszają pierwszeństwo, to już kolejna opowieść.
Pewnie ten odcinek z dziurą w asfalcie należy do innego układu słonecznego niech się tamci martwią nasi ziemianie tej drogi nie robili
Bezradny zwolnij tempo oddaj swoje stanowisko młodszym,odpoczywaj już na emeryturze .
Skowronki niosą wieść że niedługo odda mandat bo się wyprowadza i po kłopocie
Tym bardziej powinien promować swoje osiągnięcia.