Reklama

Zaczynał od kilkunastu tysięcy złotych i niedzielnej kawy z sąsiadem. Dziś Adam Kalata, prezes zarządu Air Construction z Siedlec, realizuje kontrakty dla największych korporacji w Polsce. Pod koniec maja do jego firmy przylatują inżynierowie aż z Chin. Rozmawiamy o tym, że małe miasto to dla biznesu nie przeszkoda. To może być punkt startowy.

Czytam na Waszej stronie: 1600 zaprojektowanych obiektów, ponad 20 tysięcy klientów, 128 kilometrów instalacji. To brzmi jak dane z jakiegoś raportu branżowego, a nie jak historia firmy zaczynająca się w Siedlcach. Skąd to wszystko?

- Sami byliśmy zdumieni, kiedy to sumowaliśmy. Ale zacznijmy od początku, bo historia jest chyba lepsza niż liczby. Pomysł na firmę powstał w kwietniu 2005 roku przy niedzielnej kawie. Siedziałem z moim ówczesnym sąsiadem, Leszkiem Kuczyńskim, i rozmawialiśmy o tym, co się dzieje na rynku. Klimatyzacja zaczynała wchodzić do biur, sklepów, coraz więcej ludzi myślało o niej jako o standardzie, a nie luksusie. W Siedlcach firm instalacyjnych było dosłownie kilka. Pomyśleliśmy: jest nisza, jest potrzeba, spróbujmy. Kapitał? Kilkanaście tysięcy złotych. Dosłownie.

Reklama

Kilkanaście tysięcy. To dziś nie wystarczyłoby nawet na porządny sprzęt.

- Dziś śmieję się, że to było odważne do granic rozsądku. Ale wtedy patrzyliśmy na to inaczej: widzieliśmy potencjał, nie barierę. Pierwsze kroki to byli pierwsi pracownicy, Łucja Wójtowicz, Izabela Krystosiak, która do dziś kieruje Działem Realizacji. I pierwsi instalatorzy, pierwsze zlecenia, kursy, szkolenia, nowi dostawcy. Codzienna, żmudna robota od podstaw. Nie ma innej drogi.

A moment, w którym człowiek przestaje się bać i myśli: dobra, to jednak działa. Da się w ogóle to uchwycić?

Reklama

- Da się. To był 2007 rok, pierwsza poważna umowa z renomowaną marką, znaną na całym świecie, której jakość i rozpoznawalność otworzyły nam drzwi do większych klientów. Ale momentem, który naprawdę zmienił wszystko, był rok 2008, kiedy podpisaliśmy umowę na dostawę i montaż klimatyzacji z dziś największą, a wtedy dynamicznie rozwijającą się w Polsce siecią drogerii.

I tu pewnie wielu lokalnych przedsiębiorców powie: no tak, ale oni mieli szczęście, trafili na właściwy moment...

- Rozumiem ten odruch, ale szczęście to tylko część prawdy. Taki kontrakt to nie był prezent. To było wyzwanie, które mogło nas rozłożyć. Sieć postawiła wysokie wymagania: jakość obsługi, terminowość, własne biuro projektowe. I tu zrozumiałem, że albo dorastamy do tych wymagań, albo zostajemy lokalną firmą od prostych montaży. Wybraliśmy pierwsze. Uruchomiliśmy biuro projektowe, rozbudowaliśmy zespół, wdrożyliśmy standardy obsługi na poziomie, który wcześniej wydawał się dla nas odległy. Współpracujemy z tą siecią już osiemnaście lat. To 100 -120 sklepów rocznie.

Reklama

Cały wywiad przeczytacie w najnowszym numerze "Tygodnika Siedleckiego". (KUP TERAZ e-wydanie)

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 22/05/2026 12:29
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości