Mieszkanka Siedlec przesłała do naszej redakcji zdjęcie śniętych ryb unoszących się na przy brzegach stawu w parku miejskim Aleksandria. Jak udało się nam ustalić, ryby są sukcesywnie odławiane.
Jak wyjaśnia Małgorzata Jaszczuk, kierownik Referatu Ochrony Środowiska Urzędu Miasta w Siedlcach, przyczyną zjawiska są długotrwałe i intensywne mrozy.
– Mieliśmy zimę z dużymi mrozami. Staw zamarzł do samego dna i w takich warunkach ryby nie miały możliwości przetrwania – zamarzły. To sytuacja naturalna. Takie przypadki pojawiają się cyklicznie – tłumaczy pani kierownik.
Miasto zapewnia, że śnięte ryby są na bieżąco odławiane i przekazywane do składnicy w Skórcu. – Rano zostały odłowione, jednak kolejne wypłynęły na powierzchnię – dodaje Małgorzata Jaszczuk.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Bardzo ciekawe, bo w ubiegłym tygodniu w piątek jakiś człowiek wycinał w lodzie dziury - czy nie za późno?
Ciekawe, gdzie są teraz ci wszyscy obrońcy praw zwierząt z samorządu miata Siedlce ? Błagali aby nie stresować psów i nie strzelać w sylwestra i prosili o opiekę nad kotami a zwykłych ryb w siedleckim stawie nie potrzafili uratować.
A co mieli zrobić? Wyłowić I przenieść do innego oczka wodnego? No błagam to przecież utopia.
Chyba wcześniej się udusiły. Trzeba było żywe odłowić i wpuscic do zalewu. Z wypowiedzi wynika, że to sytuacja normalna dla ludzi odpowiedzialnych za ochronę srodowiska.
Nie wiem kto sprawuje pieczę nad tym stawem. Ale 10 letnie dziecko miało by prawdopodobnie więcej rozumu. Przecież jest tcoś takiego jak zimochów w stawie, ale dla sprawujących pieczę nad tym stawem to już co najmniej "Oxword". A staw był remontowany jakiś czas temu. Robotę odpierdolili, kasa poszła, ryby zdechły. No i jest fest !
Wielu ludzi się pewnie dziwi że w tej sadzawce w ogóle są jakieś ryby. To kolejne zaskoczenie jeśli chodzi o faunę w parku bo podobno ktoś widział tam wiewiórkę i jeża. Do tej pory myślałem że poza wronami, szczurami i pomnikiem łosia nic tam nie ma.
Staw zamarzł do samego dna i w takich warunkach ryby nie miały możliwości przetrwania” – to zdanie brzmi jak opis nieuchronnej katastrofy naturalnej. Tymczasem w zarządzaniu zbiornikiem miejskim brak „możliwości przetrwania” oznacza brak przygotowania: brak napowietrzania, brak zimowiska, brak planu reagowania na długotrwałe mrozy. „To sytuacja naturalna” – owszem, naturalna w dzikim, niekontrolowanym oczku wodnym. Nie w utrzymywanym przez miasto stawie parkowym, który podlega administracji i finansowaniu z publicznych środków. „Takie przypadki pojawiają się cyklicznie” – a więc są przewidywalne. Jeśli są przewidywalne, to dlaczego nie wdrożono działań zapobiegawczych? Cykliczność nie jest usprawiedliwieniem, lecz dowodem, że problem był znany wcześniej. Nie mamy tu do czynienia z siłą wyższą, lecz z powtarzalnym scenariuszem, na który nie przygotowano infrastruktury. To nie jest „natura”. To jest brak odpowiedzialności.
Eureka! Staw zamarzł. A dlaczego miał nie zamarznąć. Na zalewie wybijano przeręble aby nie było przyduchy, na jeziorach co niektórych. A tu płytkie bajorko. Kiedyś pilnowano tego, były zimy i ludzie trzymali rękę na pulsie. Pamiętam rodzaj beczek bez dna, skrzynek wypełnionych słomą wstawianych w wykute przeręble aby był dostęp powietrza
Staw zamarzL do dna , to w stawie bylo 20 cm. wody. Trzeba bylo wlaczyc napowietrzanie i ryby zylyby.Gdzie opiekunowie co sie do drzew przywiazuja.
Bardzo ciekawe, bo w ubiegłym tygodniu w piątek jakiś człowiek wycinał w lodzie dziury - czy nie za późno?
Ciekawe, gdzie są teraz ci wszyscy obrońcy praw zwierząt z samorządu miata Siedlce ? Błagali aby nie stresować psów i nie strzelać w sylwestra i prosili o opiekę nad kotami a zwykłych ryb w siedleckim stawie nie potrzafili uratować.
A co mieli zrobić? Wyłowić I przenieść do innego oczka wodnego? No błagam to przecież utopia.