Reklama

Sokołów Podlaski: Podsłuchgate?

W Sokołowie Podlaskim wybuchła „afera podsłuchowa”. Tylko że… żadnego podsłuchu nie było. Po prostu ktoś przekazał dziennikarzom nagranie ze spotkania na temat oświaty. Witamy w teatrzyku absurdu.

Koniec posiedzenia Rady Miejskiej w Sokołowie Podlaskim był jak polityczny thriller. A może jednak należałoby użyć określenia burza w szklance wody?

Burmistrz Iwona Kublik, przewodniczący rady Daniel Krakowski i radni z komitetu Sokołowscy Demokraci długo rozprawiali o „kuriozalnym”, „kompromitującym i niezrozumiałym czynie”, „potajemnym nagrywaniu”, „podsłuchach” i „przeciekach”. Ton? Podniosły. Patetyczne oświadczenia odnosiły się do nagrania z narady samorządowców, które (o zgrozo!) trafiło do naszej redakcji.

Reklama

Lament nad utraconym rajem

- Patrząc na dyskusję, muszę przyznać, że czuję lekkie zażenowanie, bo ludzie pełniący poważne funkcje są zmuszeni do dywagacji o rzekomych nagraniach, podsłuchach, przeciekach. Mam poczucie że nic takiego nie ma miejsca – zaznaczył radny Karol Krakowski. Nawiązując do „podsłuchiwanego” spotkania, powiedział, że „na pewnym etapie nie ma potrzeby szukania rozgłosu, a przygotowanie pewnych rozwiązań wymaga dyskrecji, szczególnie jak na spotkaniu roboczym umawiamy się, że sprawy uznajemy za poufne”. - Nikt nie będzie pracował na poważnie z kimś, kto przekazuje informacje np. do prasy ze spotkań roboczych (…). Bez problemu jestem w stanie zidentyfikować, wytypować, kiedy, ewentualnie kto, takich aktów mógłby dokonywać, ale bez oskarżeń. Dyskusja medialna to element społecznego dialogu i społecznych kontroli. Media mają taką rolę, od tego są (…).

Karol Krakowski zaznaczył jednak, że nie autoryzował swych wypowiedzi, więc mogą się one „okazać fałszywą informacją nieprawdziwą”.

Reklama

- Wierzę że żadne nagranie z tego spotkania nie powstało, a ktoś z radnych, próbując zaistnieć medialnie, zdał szczegółową relację (…). Takie działanie budzi we mnie sprzeciw i nie przystoi rzetelności i ludzkiej przyzwoitości w pracy radnego - zakończył.

Radna Elżbieta Sekita wymieniła 11 radnych obecnych na spotkaniu i z nostalgią wspominała, jak „każdy bez nagrań i kamer swobodnie wypowiadał się”. Żaliła się, że „w takiej formie, jak było zwołane spotkanie 5 stycznia, być może już się nie odbędzie”. Radny Józef Kalicki, dodał: „(…) to nagrywanie jest rzeczywiście nieprzyzwoite, wręcz naganne. (…). Z natury lubię być wśród ludzi, pod warunkiem że są to ludzie szczerzy, empatyczni, prawdomówni. Przez ostatnie dwa lata myślałem, że w takiej grupie jestem (…)”. Radna Maria Janista, czytając przyrzeczenie, jakie składa radny, skomentowała nagrywanie spotkań „Nie ma we mnie zgody na podobne działania”.

Reklama

Marek Landzberg o memie

Jedynym, który zdawał się rozumieć komizm sytuacji, był radny Marek Landzberg. Z uśmiechem opowiedział o memie, który pojawił się w mediach społecznościowych (na kolażu burmistrz sugerowała mu, że jako „najlepszy specjalista w Polsce od bezpieczeństwa” zawiódł, dopuszczając do nagrania).

- Chciałbym odpowiedzieć prostym stwierdzeniem - mówił, ledwo powstrzymując śmiech. - Drodzy państwo, co tworzycie te memy: mnie tam nie było (…). Gdybym był, to pewnie bym coś zrobił (śmiech). Nie było mnie. Halo… - zakończył, machając do kamery.

Reklama

I tu można by spektakl zakończyć. Ale… Przewodniczący Krakowski odczytał poważne oświadczenie. Podkreślił, że „żaden z uczestników spotkania nie poinformował pozostałych o tym, że zamierza przekazać do mediów notatki, relacje lub nagrania. Nie pytał o zgodę na wykorzystanie takich materiałów, a ze strony redakcji nie było prośby o autoryzację treści zawartych w publikacji”. Stwierdził, że przekazywanie takich materiałów jest „niemoralne i nieetyczne, może być oceniane jako nieeleganckie”,
a „nieautoryzowane wypowiedzi są nierzetelne, naruszają standardy etyki dziennikarskiej, rodzą obawy
o manipulacje, wypowiedzi wyrywane z kontekstu”. Pouczał: „Dziennikarz ma obowiązek zachować szczególną staranność i rzetelność przy zbieraniu i wykorzystywaniu materiałów prasowych. Wykorzystanie nagrania wykonanego z ukrycia bez weryfikacji kontekstu u źródła, na przykład
u burmistrza, narusza tę zasadę”.

Przewodniczący Krakowski poszedł jeszcze dalej.

Reklama

- Działania opisane wyżej rodzą duże obawy w przypadku przyszłych spotkań o bardzo aktualnej obecnie tematyce bezpieczeństwa. Jeżeli ktoś wyniesie informację z takich spotkań bez autoryzacji, bez odpowiedniej analizy i przygotowania, może narazić uczestników spotkania, mieszkańców na niebezpieczeństwo (…). Nie zgadzam się z takim stylem pracy radnego oraz z taką pracą dziennikarską - zakończył.

Burmistrz Iwona Kublik nazwała całe zajście „założeniem podsłuchu”, oskarżając niezidentyfikowanego radnego o „wykorzystanie dzieci do swoich własnych pejoratywnych celów”. W jej piśmie, które później wyeksponowała w mediach społecznościowych znalazły się perełki
w stylu: „osoba która waży się na takie zachowanie jest pozbawiona etyki moralności i całkowicie traci honor”.

Reklama

Kto jest winny? Demokracja!

Ekipa Sokołowskich Demokratów poświęciła na sesji dużo czasu na wylewanie łez nad „utratą zaufania”. Ale do redakcji nie wpłynęło żadne sprostowanie. Dlaczego? Bo nic w tekstach nie zostało zmanipulowane. Panowie, panie radne…witamy w demokracji. Wolność prasy nie wymaga akceptacji radnych. To, co tak przeżywacie, jest jednym z podstawowych mechanizmów kontroli społecznej. „Jak to? Dziennikarz otrzymał nagrania ze spotkania i napisał o tym artykuł?” – dziwicie się. To także dziennikarstwo. Wypowiedzi nie były autoryzowane, ale, zgodnie z prawem prasowym, autoryzacji podlegają jedynie wywiady i rozmowy, a nie relacje czy doniesienia oparte na informacjach od uczestników. Nikt nie musi pytać radnych o zgodę na publikację informacji o ich działalności. Szczególnie gdy dotyczą spraw publicznych, takich jak reorganizacja oświaty. Media mają nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek informować społeczeństwo o działaniach władz.

Może, zamiast prowadzić wewnętrzne śledztwo godne afery Watergate, warto po prostu pogodzić się z faktem, że jesteście osobami publicznymi i wasza działalność podlega kontroli?

Reklama

Szanowni Radni! Zrelacjonowane przez mnie spotkanie nie było naradą masonerii ani sztabu kryzysowego w sprawie bezpieczeństwa narodowego. Tymczasem niektórzy radni z komitetu Sokołowscy Demokraci zakładają, że mogą spotykać się „po koleżeńsku”, omawiać miejskie sprawy publiczne i liczyć na to, że nikt się nie dowie. Może warto byłoby zmienić nazwę na „Sokołowscy Poufni”?

Tygodnik Siedlecki” zawsze będzie informował mieszkańców o tym, co dzieje się w ich mieście. To nie my łamiemy zasady.

Milena Celińska

Reklama

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 20/02/2026 15:10
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Tomek8 - niezalogowany 2026-02-20 15:20:08

    Ot i Platforma Obywatelska w pełnej krasie, w innych samorządach takich numerów nikt nie odwala, Sokołowie wstyd

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Sokołowianka - niezalogowany 2026-02-20 15:47:52

    Oj, przeżywamy ten wstyd już ponad półtora roku. Co raz to nowe odsłony tej żenady. Końca nie widać.

    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Taka prawda - niezalogowany 2026-02-21 09:00:21

    Nasza Burmistrzyca jest najlepsza.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości