Jednym z filarów każdego klubu sportowego są trenerzy. WLKS zawsze miał do nich szczęście. Wystarczy przypomnieć osiągnięcia: Danuty i Ryszarda Soćków. Kazimierza Olszewskiego, Władysława Świętochowskiego, Janusza Goławskiego czy Janusza Maciejewskiego. Czas nieubłaganie płynie i zanim ktokolwiek się spostrzegł, najstarszym pod względem stażu wśród obecnie pracujących szkoleniowców tego klubu został... relatywnie młody Kazimierz Zięcina.
- Trudno porównać wyniki z 25 lat pracy – mówi trener Kazimierz Zięcina. - Z pewnością najbardziej cieszyły medale podopiecznych zdobyte na mistrzostwa Polski, Europy i świata w różnych kategoriach wiekowych i konkurencjach. Dużo satysfakcji sprawia mi fakt, że moją praca została doceniona przez Polski Związek Lekkiej Atletyki, który od 20 lat powierza mi prowadzenie kadry narodowej juniorów w skoku wzwyż, a ostatnio także prowadzenie kursów instruktorskich w bloku skoków. Miałem propozycje pracy w innych klubach, ale praca z kadrą spełnia moje dotychczasowe ambicje. Były także porażki, lecz najbardziej irytuje mnie bierność władz miasta Siedlce w rozwoju infrastruktury treningowej. W ubiegłym wieku oddano do użytku stadion lekkoatletyczny ze świetną bieżnią i... od tamtego czasu nie był on ani razu modernizowany. Nie wspomnę już o hali z bieżnią tartanową do trenowania w okresie zimowym. Chęć reprezentowania Siedlec wyrażali reprezentanci Polski, ale rezygnowali, gdy zapoznawali się z tutejszymi warunkami treningowymi. Bez zmian w tym zakresie nie ma szans na znaczące sukcesy siedleckich
lekkoatletów. Tym bardziej, że z roku na rok maleje liczba młodzieży uprawiającej sport.
W Siedlcach, co podkreśla trener Zięcina nie brakuje jednak talentów. Reprezentanci tego miasta przez kilka kolejnych lat wygrywali klasyfikację
drużynową U12 i U14 podczas Ogólnopolskich Finałów Czwartków Lekkoatletycznych. Pan Kazimierz rozważał już zakończenie pracy klubowej i skoncentrowanie się tylko na kadrze, ale sukces syna Konstantego, który zdobył medal w skoku wzwyż na mistrzostwach Polski U16, spowodował, że ta decyzja została odłożona w czasie.
Nie mają takich dylematów trenerzy najmłodszej w klubie sekcji judo – Sebastian Wiącek i Sławomir Kamiński.
- W WLKS cały czas się rozwijamy – informuje pierwszy z nich. - Bierzemy udział w wielu zawodach. W 2024 roku nasi zawodnicy rywalizowali w 6, a w 2025 w 11 imprezach. Nie mamy problemów z naborem, które zresztą cały czas są otwarte. W promieniu 100 km nie ma lepszych warunków do uprawiania sportu, jak w WLKS.
- Gdyby było inaczej – uzupełnia Sławomir Kamiński – nasza praca i starania zarządu klubu nie miałyby większego sensu. Są zawodnicy, jest chęć do pracy, jest motywacja.
Najbardziej medalodajną dyscypliną klubu są od 10 lat zapasy. Z młodzieżą i dorosłymi pracują trenerzy: Sebastian Pawlak, Krystian Misztal, Emil Szczęśniak, Magda Kisielińska i Monika Pawlak. Nie wszyscy wywodzą się z siedleckiego środowiska. Sebastian Pawlak urodził się w Kraśniku i tam właśnie zaczął uprawiać zapasy w stylu wolnym. Zdobył wiele medali mistrzostw Polski i reprezentował kraj na mistrzostwach Europy juniorów. W 2009 roku został trenerem Suplesu Kraśnik. Chęć rozwoju spowodowało zmianę barw klubowych. Pracę w w WLKS rozpoczął w 2016 roku. Jego mały jubileusz dziesięciolecia pracy w Siedlcach zbiega się z jubileuszem pięćdziesięciolecia klubu.
- W ciągu tego dziesięciolecia zapasy ogromnie rozwinęły się w WLKS – nie ukrywa szkoleniowiec. - Wyniki mówią same za siebie: mistrzostwo świata juniorek i medal mistrzostw Europy seniorek Patrycji Gil, 31 medali mistrzostw Polski w 2025 roku. Jesteśmy na dobrej drodze, by sięgać po kolejne zdobycze medalowe, wychować kolejnych reprezentantów Polski. Możemy pochwalić się dużą liczbą trenującej młodzieży. W przyszłości ilość z pewnością przerodzi się w jakość.
- W mojej szkole podstawowej na zajęciach poza lekcjami ćwiczyłyśmy zapasy – wspomina Monika Pawlak. - Spodobała mi się ta dyscyplina. Trafiłam do WLKS, a wraz z nabywanym doświadczeniem powstała myśli, żeby zostać... trenerką. Zawsze zresztą lubiłam podpowiadać trenującym i walczącym koleżankom. Uważam, że WLKS jest dobrym miejscem do realizacji ambicji i marzeń. Klub daje wsparcie młodym sportowcom, stwarza warunki do rozwoju. Wspiera poprzez stypendia i nagrody za dobre wyniki.
Pochodzący spod Kraśnika Krystian Misztal zetknął się zapasami już w szkole podstawowej. Tam też poznał Sebastiana Pawlaka. To właśnie Sebastian namówił go do podjęcia pracy trenerskiej w WLKS. Trafił do tego klubu w 2017 roku, zamieszkał w Siedlcach, założył rodzinę. Z optymizmem patrzy w przyszłość.
- Sekcja zapasów w naszym klubie cały czas się rozwija – mówi z dumą. - W każdym roku osiągamy znaczące wyniki sportowe i staramy się utrzymać naszą sekcję na bardzo wysokim poziomie.
W teamie trenerskim sekcji zapaśniczej WLKS jest także Emil Szczęśniak. Zetknął on się z Sebastianem Pawlakiem na obozie kadry juniorek Mazowsza w Krasnobrodzie. Podczas jednej z rozmów padła propozycja założenia w rodzinnym Coniewie pana Emila sekcji filialnej siedleckiego klubu. Kierownictwo zaakceptowało pomysł i od marca 2021 roku Emil Szczęśniak jest trenerem WLKS.
- Z radością przyjąłem tę propozycję – nie ukrywa szkoleniowiec – W Coniewie nie brakuje dzieci chętnych do treningu. W perspektywie mają kontynuowanie rozwoju w Siedlcach, co daje im szansę osiągania znaczących sukcesów sportowych. Przykładem są chociażby takie zawodniczki, jak Helena Stelmaszczyk i Julia Lichocka, które zdecydowały się na przeprowadzkę. Mieszkają i uczą się w Siedlcach, konsekwentnie kontynuując swoją sportową przygodę..
Dorota Wojtczak-Belniak trafiła do WLKS w 1996 roku. Była wtedy zawodniczą, a teraz jest jedną z trenerek tego klubu. Koncentruje się na przygotowaniu córki, obiecującej płotkarki medalistki mistrzostw Polski młodzików i juniorów Aleksandry Belniak.
- WLKS ma realne perspektywy doczekać się kolejnych klasowych lekkoatletów – ocenia pani Dorota. - Klub konsekwentnie pracuje u podstaw, inwestuje w szkolenie młodzieży, a to zawsze przynosi efekty, ale wymaga czasu i cierpliwości. Jeśli uda się utrzymać stabilne warunki treningowe, wsparcie organizacyjne
i motywację młodych zawodników do systematycznej pracy, to jestem przekonana, że w najbliższych latach zobaczymy wychowanków WLKS rywalizujących na wysokim ogólnopolskim i międzynarodowym poziomie.
Od uprawiania chodu sportowego przygodę z WLKS rozpoczynał Daniel Chojecki. Pod okiem trenera Janusza Goławskiego zdobywał medale na zawodach krajowych i zagranicznych. Z czasem sam zajął się szkoleniem. Najpierw własnej żony Olgi z domu Niedziałek, która ukoronowała swoją karierę występem na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu. Teraz prowadzi całą sekcję klubową.
- Namówienie młodych ludzi do uprawiania chodu sportowego jest dużym wyzwaniem – nie ukrywa szkoleniowiec. - Konkurencja ta wymaga bowiem systematyczności, cierpliwości i wysokich umiejętności technicznych. Sekcja lekkoatletyczna WLKS ma duże szanse rozwoju, ale musi być większe wsparcie dla kadry szkoleniowej, lepsza promocja dyscypliny i współpraca z samorządami lokalnymi. WLKS może poszczycić się wieloma znaczącymi osiągnięciami sportowymi. Połączenie tradycji klubu z doświadczeniem szkoleniowców oraz odpowiednim zapleczem organizacyjnym da szanse nie tylko na utrzymanie dotychczasowego poziomu, ale też na jeszcze większe sukcesy.
Trudne zadanie postawiono przed młodziutką trenerką podnoszenia ciężarów Julią Linkiewicz. Ma ona odbudować sekcję, która swego czasu była fundamentem, na którym zbudowano WLKS. Ma ku temu solidne podstawy, bo sama z sukcesami uprawia ciężary w Olimpijczyku Łuków.
- Do spróbowana sił na pomoście namówił mnie podczas jednego z rodzinnych obiadków wujek Robert Dołęga – wspomina Julia. - On też był orędownikiem podjęcia się przeze mnie pracy trenerskiej w WLKS. Czuję się w tym klubie bardzo dobrze, ale czuję presję wielkich tradycji tej sekcji, wielkich nazwisk ludzi, którzy ją tworzyli. Mimo to robię swoje, mam z kim pracować i mozolnie odbudowujemy potencjał. Trzeba oczywiście dużo czasu, żeby nawiązać do dawnych sukcesów. Głęboko wierzę, że jeszcze sprawimy naszym sympatykom wiele radości.
Trenerzy realistycznie oceniają możliwości rozwoju. Widzą potrzeby i trudności, które trzeba pokonać, ale dostrzegają też potencjał sportowy i organizacyjny, z dużym optymizmem patrząc w przyszłość.
MIROSŁAW BUCZEK
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze