Reklama

Wybrać dobrze

Z karnawałowym szaleństwem to jest tak, że na dwoje babka wróżyła. Raz ma się ochotę, a raz kompletnie nie. Pocieszające jest to, że jak ochota jednak najdzie, to jest gdzie iść i poszaleć. Tzw. sal weselnych wyrosło u nas niczym pole kani po dżdżystym dniu. Ich obecność zwolniła, na przykład, Miejski Ośrodek Kultury z obowiązku organizowania karnawałowego balu dla notabli i śmietanki towarzyskiej. Różna to bywała śmietanka. Pamiętny był bal, na którym jedna z dam zrobiła awanturę, że usadzono ją przy... nieoświetlonym stoliku!

- A pani, to k....a myśli, że po co ja taką drogą suknię kupiłam?! - piekliła się dama, nazywając swój stolik jakimś pier...ym ciemnym kątem.
Obecny dyrektor MOK, Mariusz Woszczyński, przyznaje, że organizowanie balów teraz się ośrodkowi nie opłaca.
- Nie mamy zaplecza gastronomicznego, więc zamawiając catering, nie bylibyśmy konkurencyjni z ceną. Zresztą nowe sale weselne są naprawdę eleganckie, przestronne i mają dobrą kuchnię - zapewnia.
Właściciele sal organizują bale z mniejszym lub większym powodzeniem. Właściciele lokali natomiast oferują gościom stały dostęp do muzyki i dobrej kuchni. Jeśli chcesz w karnawale potańczyć, możesz się tam niezobowiązująco wybrać, bez konieczności wpłaty „wpisowego”. Wydasz tyle, za ile zjesz i wypijesz.

W restauracji JANUSZ spotykają się wyjątkowi goście. Przychodzi tu wielu bywalców salonów i światowców, którym odpowiada sterylna wręcz czystość, dobra kuchnia i pewność, że przy sąsiednim stoliku nie rozgoszczą się tzw. karki (rośli chłopcy w dresach z karkiem jak u dobrze wypasionego byka). W każdą sobotę w karnawale odbywają się tu dancingi.
- Ludzie potrafią się wspaniale bawić - mówi Janusz Kaliniak, właściciel restauracji. - Wzruszają mnie zwłaszcza goście w okolicach siedemdziesiątki: panowie w garniturach i w muchach, panie w eleganckich sukniach, którzy potrafią przetańczyć całą noc przy lampce wina i kawie.

O tej porze nie jadają kolacji, tylko tańczą.
U Janusza zarezerwowano już kilka sobót na karnawałowe bale: będzie tu studniówka, będzie bal Mostostalu i producentów pieczarek (ten aż na 250 osób!).
Marcin Śmigielski, właściciel klubu CHILI zadbał o różnorodną formę karnawałowego szaleństwa. Bo ludzie są różni, mają swoje gusty i upodobania. I trzeba w nie trafić. A wtedy wszystko gra. Dlatego we wtorki w CHILI odbywają się Akademickie Prywatki – imprezy tylko dla studentów. W czwartki króluje muzyka z lat 80., a na parkiecie bawią się zazwyczaj ludzie po 30-tce. Piątki to czas Red Hot Chili Disco, czyli szaleństwo dla 20-latków. W soboty odbywa się DJ FESTIWAL „Kul Dens Flor”, na którym można spotkać najwięcej 25-latków.
- Klub jest tylko dla osób pełnoletnich - przypomina właściciel CHILI.

* * *   
Możliwość wybrania się do lokalu z grupa znajomych lub tylko ze swoim partnerem jest chyba najlepszym rozwiązaniem. Niestety, historia polskich balów karnawałowych, organizowanych w salach weselnych lub biesiadnych, to często historia horroru. Przychodzą na nie ludzie, którzy z reguły rzadko bywają, rzadko bawią się publicznie. I zachowują się, jak pies spuszczony z łańcucha. Kilka „szybkich” ma dodać panom animuszu i pewności siebie, a w paniach rozbudzić drzemiące dotąd lwice salonowe. Efekt: towarzystwo zbyt głośne, panowie obtańcowujący panie do upadłego – bo jeszcze mogą (tańczyć, oczywiście), panie mocno zalotne... Zabawa na parkiecie zamienia się w zabawę na klepisku. Dlatego ludzie kochający dobrą zabawę bardzo starannie wybierają i lokal i towarzystwo, w którym przyjdzie im się bawić. Wolą zapłacić więcej, wolą wyjechać, byle czas balu był rzeczywiście czasem odreagowania stresu i codziennego zmęczenia w przyjaznej i niebanalnej scenerii.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości