W Sądzie Okręgowym w Siedlcach rozpoczął się proces 45-letniej Moniki B. z gminy Łuków, oskarżonej o brutalne znęcanie się nad swoją dziś 10-letnią córką. Według prokuratury, kobieta przez niemal siedem lat celowo krzywdziła dziecko, doprowadzając m.in. do trwałego zeszpecenia. Matce grozi 20 lat więzienia
Dziś (17 lipca) w Sądzie Okręgowym w Siedlcach rozpoczął się proces 45-letniej Moniki B., która jak ustaliła prokuratura –przez niemal siedem lat miała znęcać się fizycznie i psychicznie nad swoją córką Julką. Dziewczynka dziś ma 10 lat. Według aktu oskarżenia, matka działała ze „szczególnym okrucieństwem”, m.in. aplikując dziecku toksyczną substancję, co doprowadziło do trwałych obrażeń.
Kobieta została doprowadzona do sądu w kajdankach. Miała założony kaptur i unikała kontaktu wzrokowego z dziennikarzami, którzy tłumnie zgromadzili się pod salą rozpraw. Na sali siedziała bokiem, ze schyloną głową. Miała cały czas założony kaptur. W sądzie obecni byli także jej mąż i dorosłe dzieci. Syn Moniki B. zasłonił ręką kamerę jednej ze stacji. Zwrócił się nerwowo do jednego z operatorów.
Zgodnie z ustaleniami śledczych z Prokuratury Okręgowej w Lublinie, od lutego 2017 roku do stycznia 2024 roku Monika B. miała znęcać się nad córką „ze szczególnym okrucieństwem”. Kobieta celowo aplikowała dziecku toksyczną substancję na twarz i kark, powodując rozległe i bolesne zmiany skórne. Od stanów zapalnych po trwałe blizny i martwicę tkanek. Najpoważniejszym uszkodzeniem był ubytek części małżowiny usznej dziecka, co doprowadziło do „trwałego, istotnego zeszpecenia ciała” i zaburzeń w społecznym funkcjonowaniu dziewczynki.
Monika B. miała przedstawiać te obrażenia lekarzom jako objawy nieznanej choroby, wprowadzając w błąd służby medyczne. Oskarżona publikowała w sieci zdjęcia poranionej dziewczynki, opisywała objawy wymyślonej choroby i prosiła o pieniądze na leczenie. Miała założonych kilka zbiórek. Była bardzo aktywna w internecie. A jej apel o pomoc i „walkę” z chorobą córki nagłośniały nie tylko lokalne media, ale i ogólnopolska stacja telewizyjna.
Prokurator Mariusz Szewczyk zwrócił się do sądu z wnioskiem wyłączenie jawności rozprawy
- Nie ma żadnych wątpliwości, że w tej sprawie, jak żadnej innej, dochodzenie do prawdy musi odbywać się w ciszy. Nie w atmosferze kameralnej, bo nie o to tutaj chodzi - powiedział prokurator Szewczyk uzasadniając swój wniosek o wyłączenie jawności.
Do wniosku przyłączył się obrońca oskarżonej, wskazując „na ważny interes prywatny” i zaznaczył, że „te okoliczności które będą podnoszone będą wymagały ciszy. I w takiej atmosferze należałoby prowadzić to postępowanie”
Po przerwie sędzia Marek Korczyński ogłosił decyzję.
- Rozprawa zostaje wyłączona z jawności w całości, ponieważ osobą pokrzywdzoną jest małoletnia. Będą rozpatrywane szczegóły życia rodzinnego i dane wrażliwe, których upublicznienie mogłoby naruszyć interes dziecka - podkreślił sędzia.
Biegli psychiatrzy stwierdzili u Moniki B. zespół Münchhausena przez przeniesienie. To rzadkie zaburzenie, w którym opiekun celowo wywołuje objawy choroby u podopiecznego, by zyskać współczucie i uwagę otoczenia, a także uzyskać z tego tytułu korzyści m.in. finansowe. Te ustalenia biegłych mogą być kluczowym elementem sprawy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Najwyzszy wymiar kary,nie usprawiedliwiac***
Jeszcze rozumiem jak ktoś sobie zrobi jakiś pojedynczy, bądź dwa tatuaże, jakąś małą wisienkę, czy inną mewę na kostce dla dziewczyn, czy coś, ewentualnie jakiś symbol, czy coś co dla kogoś znaczy, ale żeby ze skóry robić sobie brudnopis. Dziś to zwykła moda, a nie coś wyjątkowego, co bardziej odrzuca niż zwraca na siebie uwagę - po prostu spowszechniało totalnie. Gorszy od nadmiernych tatuaży jest tylko percing, a przede wszystkim jakieś tunele w uchu.
Odnośnie tematu to czego to psycholodzy nie wymyślą i nie nazwą - "zespół Münchhausena". Mi się wydaje, że to była zwykła chęć wyłudzania kasy na już klasyczne "mam chorą córke". Taki proceder nie jest niczym nowym, w Holandii w rodzinach "pozaeuropejskich", gdzie mają te 8-12 dzieci, potrafią okaleczyć świadomie jedno dziecko by brać wyższe benefity od państwa czy datki z różnych fundacji pomocowych. Proceder jest przerażający, bardziej nieludzki niż WOJNA...
Do Canau Co tu ma do rzeczy tatuaż To żadne porównanie,to robienie ogromnej krzywdy swojemu dziecku.
Ktos cie zmusza do tatuazu ?
Przemoc ma płeć.
W Łukowie psycholi nie brakuje
jaka narodowość i jakie wyznanie matki jak i córki? czy chodziły do kościoła i przyjmowały sakramenty bo to wiele może wyjaśnić. .
Ciekawi mnie postawa rodziny. Mąż wspierający małżonkę na rozprawie, synek wyciągający łapki do kamery. ***
Patologia... Prawdziwi Polacy w akcji.
Najwyzszy wymiar kary,nie usprawiedliwiac***
Jeszcze rozumiem jak ktoś sobie zrobi jakiś pojedynczy, bądź dwa tatuaże, jakąś małą wisienkę, czy inną mewę na kostce dla dziewczyn, czy coś, ewentualnie jakiś symbol, czy coś co dla kogoś znaczy, ale żeby ze skóry robić sobie brudnopis. Dziś to zwykła moda, a nie coś wyjątkowego, co bardziej odrzuca niż zwraca na siebie uwagę - po prostu spowszechniało totalnie. Gorszy od nadmiernych tatuaży jest tylko percing, a przede wszystkim jakieś tunele w uchu.
Odnośnie tematu to czego to psycholodzy nie wymyślą i nie nazwą - "zespół Münchhausena". Mi się wydaje, że to była zwykła chęć wyłudzania kasy na już klasyczne "mam chorą córke". Taki proceder nie jest niczym nowym, w Holandii w rodzinach "pozaeuropejskich", gdzie mają te 8-12 dzieci, potrafią okaleczyć świadomie jedno dziecko by brać wyższe benefity od państwa czy datki z różnych fundacji pomocowych. Proceder jest przerażający, bardziej nieludzki niż WOJNA...