Na procesie oskarżonego o zabójstwa zeznawał pan Marcin z Sokołowa Podlaskiego, który przeżył atak 24-latka.
W siedleckim Sądzie Okręgowym trwa proces 24-letniego Rafała J. Jest on oskarżony o brutalne morderstwa księdza i kobiety oraz usiłowanie zabicia dwóch mężczyzn, w tym współwięźnia, a także o pobicie mieszkańca Sokołowa Podlaskiego.
Na niedawnej rozprawie przed sądem zeznania składał właśnie pan Marcin, który został zaatakowany 17 stycznia 2022 r. w Sokołowie Podlaskim. Relacjonował on sądowi wydarzenia z tamtego wieczoru.
Było około godziny 20. Parking obok bloku przy ul. 8 Sierpnia. Pan Marcin wrócił właśnie z pracy, był przy swoim aucie. W zaparkowanym niedaleko samochodzie zauważył mężczyznę. Myślał, że to „kawaler sąsiadki córki”. Wydawało mu się nawet, że mężczyzna kiwnął mu głową na „dzień dobry”. Pan Marcin sięgnął po coś do samochodu, odwrócił się…
-Dostałem w twarz z prawej strony. Zęby rozcięły mi wargę. Powiedziałem „dzieciaku, co ty zrobiłeś”, bo to młody człowiek, w wieku mojego syna. A on poprawił mi drugi raz, w twarz. Nie wiem nawet, jak. To tak szybko się działo – zeznawał w sądzie pan Marcin. – Powiedział: „Zobacz, k… jak ci krew leci”. I poprawił mi z nogi w klatkę piersiową. Przewróciłem się, uderzyłem głową o krawężnik, a potem kolejny raz dostałem w nogę. Nie wiem, czy mnie uderzył, czy kopnął. Zdałem sobie sprawę, że to nie jest zabawa i dzieje się coś poważnego. Oddałem jakiś cios. Uderzyłem go, nawet nie wiem, gdzie. Wtedy on odpuścił i wrócił do auta. Wyjąłem telefon i zrobiłem mu kilka zdjęć. Patrzył się bezczelnie, z uśmiechem. Zrobiłem zdjęcia samochodu i tablic rejestracyjnych.
Jak opowiadał pan Marcin, zakrwawiony poszedł do domu. Do klatki schodowej miał 30 metrów. Minął się z sąsiadką. - To starsza pani. Zapytała, co się stało, a ja powiedziałem, że zostałem napadnięty. Dziś sobie myślę, że gdyby mnie tam nie było wtedy, to ten człowiek napadłby na sąsiadkę. Nikogo innego na ulicy nie było, bo była godz. 20, a to osiedle starszych ludzi. Ona by się nie obroniła – zeznawał pan Marcin. Następnego dnia poszedł na policję. Bo jak od razu po zdarzeniu zadzwoniłem na policję, to mnie dyżurny wyśmiał. Usłyszałem, że mam przyjść i osobiście złożyć zawiadomienie. Wezwałem pogotowie, które zabrało mnie do szpitala. Opatrzono mnie i około godz. 23 na piechotę wracałem do domu. Wtedy zobaczyłem, że ten pan „oszklił” mi samochód. Chcąc mnie zastraszyć, powybijał szyby. Podejrzewam, że tym narzędziem, którym potem zabił tę nieszczęsną kobietę – wyznał przed sądem pan Marcin.
Cały artykuł przeczytacie w papierowym i e-wydaniu (KUP TERAZ) "Tygodnika Siedleckiego" nr 24.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze