Senat ustanowił rok 2025 Rokiem Edukacji Zdrowotnej i Profilaktyki. – Tylko kto o tym wie? – pyta Hanna Wilk-Manowiec.
Siedlczanka Hanna Wilk-Manowiec, ordynator oddziału kardiologicznego w szpitalu miejskim, to jedna z najpopularniejszych lekarek w Polsce, zdobyła tytuł Kardiologa Roku Polski. Pacjenci ją uwielbiają. I można powiedzieć, że z wzajemnością, bo mało kto dokłada tyle starań do szerzenia wiedzy o profilaktyce schorzeń kardiologicznych i popularyzacji zdrowego stylu życia.
– I tak przegrywamy z internetowymi „lekarzami”, którzy autorytatywnie mówią, co robić, czego nie robić, jakie specyfiki zażywać – ubolewa pani doktor. – Dodam, że nie zawsze wychodzi to na zdrowie.
Reklama
To prawda. Podcasty, filmiki, pogadanki zalewają internet. Krótkich porad udzielają i praw dziwi, i samozwańczy lekarze. Jeśli chodzi o tych drugich, są często bardziej przekonujący, bo nie mają wątpliwości – mówią tonem guru, zachowują się jak guru i zapewne uważają, że są guru. A to niestety działa jak każdy populizm. I mało który autorytet lekarski odważa się wchodzić w polemikę z internetowymi uzdrowicielami – bo i czasu na to nie ma, i trzeba mieć grubą skórę, by mierzyć się z pewnym hejtem ze strony „pacjentów-wyznawców”. Ale konkluzja jest jedna – ciekawych kampanii profilaktyki zdrowia po prostu nie ma.
– Kampanie mówiące o konkretnych badaniach, odchudzaniu, aktywnym życiu to już często profilaktyka wtórna – zwraca uwagę Hanna Wilk-Manowiec. – Czyli trafia do pacjentów, którzy doświadczyli już skutków złych nawyków. Mają podwyższony cholesterol, podwyższone ciśnienie, i dopiero zaczynają widzieć sens w diecie, ćwiczeniach, odchudzaniu. A gdzie prawdziwa profilaktyka? Taka, która uczy od najmłodszych lat dobrych nawyków żywieniowych i zdrowego stylu życia? Chciała bym bardzo, aby właśnie na tym polu zmieniła się świadomość ludzi.
Otyłość dzieci to już plaga. A razem z nią choroby metaboliczne. Mało ruchu, dużo przetworzonego jedzenia i absolutne przekonanie, że „to mnie nie dotyczy”. „To”, czyli jakieś choroby. Bo mało kto wie, czy zastanawia się nad tym, jakie skutki przyniesie ten styl życia. Zamiast kampanii uświadamiających te zagrożenia lub w ciekawy sposób promujących zdrowe zachowania, media zalewają reklamy fast foodów czy napojów szkodzących zdrowiu. I zawsze w podtekście jest przekaz: ale się przy tym fajnie bawimy!
– Zdaję sobie sprawę, że w profilaktyce chorób kardiologicznych nie ma efektu „WOW!”. Jeśli powiem: „Jedz teraz warzywa, to za 10-20 lat będziesz zdrowy”, to rzeczywiście... sama czuję, jak ręce opadają, tyle w tym porywającego przekazu – śmieje się pani doktor.
Pani ordynator zwraca też uwagę na inny problem – brakuje kampanii profilaktyki chorób serca skierowanych do kobiet. Panie chorują trochę inaczej niż panowie, więc długo lekceważą objawy. Tymczasem kampanie kardiologiczne są skrojone pod otyłych, palących panów. Więc skąd kobiety mają wiedzieć, na co zwracać uwagę?
– Źle się odżywiamy, żyjemy w stresie, nie umiemy się zrelaksować, nie wiemy, ile czasu potrzeba na aktywność dla zdrowia – wylicza pani kardiolog. – Kto uczy młodzież zdrowych nawyków? Kto pilnuje, by wiedzieli, ile trzeba spać, ile się ruszać, co jeść?
Z obserwacji wynika, że na ten temat wiedzą wiele... dopiero sześć dziesięciolatkowie. Mierzą ciśnienie, badają się, zaczynają aktywność seniora. Trzydziesto-czterdziesto i pięćdziesięciolatkowie nie korzysta ją z badań profilaktycznych, bo nie mają czasu.
– A na różnych festynach, gdy przychodnie robią profilaktyczne akcje, to i tak większym zainteresowaniem cieszy się wata cukrowa – podsumowuje pani doktor. – Przy stolikach z lekarzami bywa pusto.
Hanna Wilk-Manowiec uczestniczyła ostatnio w prelekcjach na temat zdrowia. Do swojej pracy podchodzi z niezwykłą empatią, wyniesioną z domu. Jest córką legendarnego siedleckiego lekarza Karola Wilka, słynącego z oddania pacjentom. W Roku Edukacji Zdrowotnej i Profilaktyki chciałaby zwrócić uwagę na to, co możemy sami dla siebie zrobić, by żyć dłużej w zdrowiu. Wygłasza prelekcje poświęcone profilaktyce, a jej wykłady są błyskotliwe i ciekawe. Na święta wielkanocne też ma zdrowotne porady. Takie trochę z uśmiechem:
– Podziel się jajkiem... dosłownie. Nie musimy jeść całej porcji. To mniej kalorii! Wstań od stołu i idź na spacer. Wielkanoc to idealny moment, by przerwać zimową ospałość i cieszyć się wiosenną pogodą. 30-minutowy energiczny spacer to około 200 spalonych kilokalorii, czyli mniej więcej jeden kawałek świątecznej babki. Naj lepsze w spacerach jest to, że nie wymagają specjalnego sprzętu ani umiejętności. I ciesz się chwilą. Uśmiech to najzdrowszy dodatek do każdego świątecznego dania i jednocześnie... forma aktywności fizycznej. Śmiejąc się przez 20 minut spalamy około 40 kilokalorii.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Bzdury. Boli cię ucho wiec dzwonisz do lekarza pierwszego kontaktu – pierwszy wolny termin za 4 dni. Następnie skierowanie do specjalisty – czas oczekiwania 6 miesięcy !!!!!!!!!!!! A wy się dziwicie i zastanawiacie dlaczego ludzie szukają pomocy w intrenecie? Ale nie ma co się dziwić. Dopóki szpitalami i służbą zdrowia rządzą polityczni klakierzy którzy na służbie zdrowia znają się jak ja na mongolskim balecie nic sie nie zmieni.
Jest odwrotnie bo teraz to Lekarz rodzinny dzwoni do pacjenta i pyta o jego zdrowie.
Polityka zdrowotna minister Leszczyny sprowadza nas na manowce.
a w życiu! jaki internet? z tymi głupotami tam obecnymi? mowy nie ma! a do Pani, Pani Doktor to ja zawsze! jak w dym! :-) bo już była ta przyjemność :-) spacer - jak najbardziej, bo aż miło, radość - jak najbardziej, bo chce się żyć. Wesołych Świąt! I wszystkiego co najlepsze :-)
bo lekarze pokazali w plan-demii swój strach i służalczość wobec systemu respiratorowo-masoneczkowego czyli np: brak odwiedzin w szpitalach, "procedury" na rekordy śmiertelności (Eurostat) , wstrzymanie leczenia, kijem w okno trzeba było stukać do przychodni o wypisanie leków...
No cóż, kolejny „incydent”, jakich przecież w polskiej ochronie zdrowia nie brakuje. Ale czego się spodziewać? Empatia w relacji lekarz–pacjent to przecież fanaberia, a nie standard. Pacjent ma być grzeczny, cicho cierpieć i najlepiej nie zawracać głowy. A system? Działa znakomicie – przynajmniej według dokumentów. Lekarze przegrywają? Cóż, pacjenci przegrywają od dawna.
Ludzie w białych kitlach którzy latami przesiąkli "naukowymi" badaniami, są święcie przekonani, że tabletka czy pigułka od koncernów farmaceutycznych to jest 110% prawdy i nie ma co nawet dyskutować, cała reszta to hochsztaplerzy. Druga strona medalu, czyli takie tuzy jak ich naczelny czyli doktor Zięba (oraz reszta, której nawet nie znam), jest święcie przekonana o swoich naturalnych metodach z których nie wiadomo czasem czy śmiać się czy płakać, ale ludzie starsi i zdesperowani, z brakiem wiedzy to łykają. Ci tak zwany "hochsztaplerzy" za to są święcie przekonani, że te koncerny farmaceutyczne, to sprzedają nam truciznę, chemię i ogólnie to chcą nas zabić. Nie wątpię, że niektóre naturalne metody są skuteczne, bo jakoś ta ludzkość marna przeżyła te kilkaset milleniów jak nie miliony lat bez pigułek czy tabletek. A jaka jest prawda? Prawda natomiast leży gdzieś po środku, a każda skrajność czy to w jedną czy drugą stronę, zawsze szkodzi, cokolwiek by to nie było.
Jak mnie kardiolog sokołowski zresztą też ordynator nie chce leczyć bo dwa leki na nadciśnienie nie zadziałały i skończyły mu się pomysły to do kogo mam iść?
Idź do Pani Doktor. Na pewno coś wymysli dobrego. Polecam
najpierw musisz odrobaczyć organizm a potem pić wyciąg z naparstnicy lekarskiej 3 x dziennie po 5 łyżek. Po dwóch tygodniach zamiast naparstnicy zacznij brać trzy ząbki czosnku dziennie popijając go kieliszkiem spirytusu. wszystkie choroby serca po miesiącu miną.
Gdyby lekarze myśleli o wyleczeniu to było by większe zaufanie. A gdy myślą tylko o" konferencjach" na Malediwach za wykonany plan w przypisywaniu recept to takiego zaufania nigdy nie będzie.
Jak pacjent postanowi, że będzie żył nadal, to i medycyna nie da rady.
Moja droga, miło by było gdyby tak było... gdy pacjent postanowi żyć wbrew lobbingowi, to przychodzi uruchomić jednostkę Gizela J. w oleśnickim szpitalu...
Bzdury. Boli cię ucho wiec dzwonisz do lekarza pierwszego kontaktu – pierwszy wolny termin za 4 dni. Następnie skierowanie do specjalisty – czas oczekiwania 6 miesięcy !!!!!!!!!!!! A wy się dziwicie i zastanawiacie dlaczego ludzie szukają pomocy w intrenecie? Ale nie ma co się dziwić. Dopóki szpitalami i służbą zdrowia rządzą polityczni klakierzy którzy na służbie zdrowia znają się jak ja na mongolskim balecie nic sie nie zmieni.
Jest odwrotnie bo teraz to Lekarz rodzinny dzwoni do pacjenta i pyta o jego zdrowie.
Polityka zdrowotna minister Leszczyny sprowadza nas na manowce.