Miniony rok był dla nich udany. Tomik wierszy, wystawa malarstwa, fascynujące podróże. Poetka i malarka. Córka i matka. Przyjaciółki. Artystki. Piękne dusze. Zachwyciły wspólnym wieczorem w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Siedlcach, gdy mama prezentowała swe obrazy, a córka swoje wiersze. Z Agnieszką Magierską i Ireną Szlachowicz rozmawia Mariola Zaczyńska.
Często można was spotkać na najważniejszych wydarzeniach artystycznych i na tych niszowych, dla koneserów. Sprawiacie wrażenie zżytych przyjaciółek. Macie przed sobą jakieś tajemnice? Czy rozmawiacie o wszystkim?
Agnieszka: Nasza relacja jest przykładem, jak wspólne działanie i wzajemny szacunek prowadzą do bliskości. Oczywiście, jesteśmy matką i córką, co jest fundamentem, ale w sferze twórczości i pasji faktycznie jesteśmy przyjaciółkami. Nie mamy przed sobą tajemnic. Ufamy sobie i wiemy, że możemy dużo sobie powiedzieć.
Irena: Córka jest już dojrzałą osobą i mam poczucie, że wychowałam ją na tyle dobrze, by teraz móc traktować ją jak przyjaciółkę. Rozmawiamy ze sobą dużo i nie ma między nami tematów tabu ani sekretów. Ta dojrzała relacja jest dla nas obydwu powodem do głębokiej wdzięczności.

Malarstwo i poezja to dziedziny sztuki, które potrzebują też samotności i własnej przestrzeni w procesie twórczym. Jak sobie z tym radzicie?
Agnieszka: Poezja rodzi się w ciszy i samotności, gdy mogę wsłuchać się w siebie. Wieczorami powstają moje najlepsze wiersze. Natomiast mama pracuje w dzień, kiedy ma najlepsze światło. Również w zupełnej ciszy. Nie przeszkadzamy sobie. Mama jest moim pierwszym, najbardziej szczerym krytykiem i wsparciem.
Irena: Mam dużą kuchnię, która jednocześnie jest moją pracownią. Podczas malowania zupełnie wyłączam się z codziennej aktywności. Nie widzę nic poza płótnem, nie słyszę nic swoimi myślami na temat tego, co maluję. W tym czasie telefony i domofon odbiera córka.
Wspólnie podróżujecie – macie podobne upodobania czy musicie iść na kompromisy, wybierając kierunek?
Agnieszka: Najlepiej czuję się w klimacie umiarkowanym. Skandynawskie lato, słoneczne, ale trochę wietrzne, jest dla mnie idealne. W podróżach szukamy nowych inspiracji. Kompromis? Nie, to raczej podążanie w tym samym kierunku. W minionym roku wybrałyśmy się do Szkocji przez Holandię. Ta podróż utwierdziła nas w nordyckiej pasji, a jednocześnie przyniosła mnóstwo nowych wrażeń. Nigdy przedtem nie odwiedziłyśmy aż tylu zamków w tak krótkim czasie!
Irena: Od kiedy wspólnie zachwyciłyśmy się Skandynawią, płynąc promem do Szwecji w 2002 roku, zawsze już wybieramy kierunki północne. Widać to w mojej wystawie „Kolory i kontrasty Północy”. Mam w sobie dużo skandynawskich cech: cenię spokój i naturę, nie jestem osobą konfliktową, wierzę, że pozytywne nastawienie daje lepsze rezultaty niż zamartwianie się. Być może dlatego tak dobrze czuję się na północy.
Cały wywiad przeczytacie w wydaniu papierowym i e-wydaniu "TS" nr 2. (KUP TERAZ)

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze