Zwykle są nieruchome jak skała. W tym samym miejscu od wieków, od tysięcy lat. W mocno zasiedziałym świątynnym gronie zdarzają się jednak kościoły w drodze, kościoły wędrujące, posyłane w drogę jak apostołowie. Pielgrzymujące do miejsc, w których akurat są najbardziej potrzebne.
– Skąd pomysł, by świątynia wróciła do Łosic? – pytam burmistrza Mariusza Kucewicza.
– To próba odświeżenia historycznego dziedzictwa Łosic. Ta cerkiew mieściła się przy ulicy Bialskiej. To w niej wisiał obraz Matki Boskiej Przeczystej, który jest teraz w naszym kościele św. Zygmunta. Istotne jest również to, że zapewne 60-70% Łosiczan ma korzenie unickie. To historyczne dziedzictwo miasta – mówi burmistrz.
Dlaczego kościół z Łosic powędrował do Dęblina? I dlaczego teraz, po prawie stu latach, wraca? Może dlatego, że historia jego budowy rozpoczęła się od ruchu, od jazdy. Mówiąc ściśle, zaczęła się od koła...
„Odnośnie do dobrodziejów, dzięki którym mogła być zrealizowana budowa, przetrwało zapisane w aktach parafialnych podanie o następującym zdarzeniu” – pisze Tomasz Dobrowolski w książce „Unici ziemi łosickiej”. „Pewnego dnia, a było to przed rokiem 1778, przejeżdżał przez Łosice książę Dominik Radziwiłł z Białej. W Łosicach popsuł mu się powóz, przy którym pękła oś. Pomimo usilnych poszukiwań, żaden z łosickich majstrów nie chciał się podjąć naprawy, jako że był to pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych. W tym czasie żył w Łosicach bardzo znany i zdolny kowal Florian Piotrowski – unita. Chociaż współczuł trudnej sytuacji księcia, nie chciał się jednak podjąć pracy w tak wielkie święto. Zwrócił się więc do proboszcza z pytaniem, co ma robić. Proboszcz Teodor Wyrzykowicz udzielił mu dyspensy, zezwalając na naprawienie koła, pod warunkiem że majster nie zażąda żadnej pieniężnej zapłaty i poprosi księcia o podarowanie drewna na nową cerkiew. Piotrowski tak też uczynił. Wdzięczny za naprawę powozu książę ofiarował asygnatę na drzewo, jednakże z braku specjalnego druku napisał ją kredą na ubraniu Piotrowskiego. Chcąc zabezpieczyć tak bardzo nietrwały dokument, Piotrowski – za radą miejscowego nauczyciela – zaczął pośpiesznie przygotowywać wozy do odbioru drzewa. Przygotował ich około dwudziestu i polecił robotnikom, aby wybrali w lesie tylko wielkie i zdrowe pnie. Ponieważ był wiernym unitą, oddanym całym sercem sprawie budowy cerkwi, a także znakomitym rzemieślnikiem, został mianowany przez proboszcza kierownikiem budowy. Dzięki zabiegom Piotrowskiego i sprawnemu nadzorowi, cerkiew została postawiona z dobrego i trwałego materiału”.
Zanim opowieść (niczym naprawione koło) potoczy się dalej, warto zatrzymać ją w momencie, gdy w książęcym wozie pęka oś. Zepsute koło w powozie to zwyczajowy moment ludowych legend. Rzadko jest przypadkową perypetią, zwykle to kara lub próba. Czy należy widzieć tu opatrznościowy palec Boży? Niespodziewany defekt koła wydarzył się przecież w Wielkanoc i w efekcie doprowadził do przyspieszenia budowy świątyni. A może był to psikus, rodzaj prztyczka w nos? Kto ci kazał, chrześcijaninie, ruszać w daleką drogę akurat w Wielką Niedzielę? Nie dość miałeś kościołów w Białej? No to radź sobie teraz i ruszaj po prośbie do Łosiczan. Może zrobisz coś dobrego dla ludzi, wśród których przypadkowo się znalazłeś...
W zapisanej w parafialnych aktach opowieści wątpliwość musi budzić imię księcia. Dominik Hieronim Radziwiłł urodził się w 1786 roku, czyli kilka lat po rozpoczęciu budowy łosickiej cerkwi. Karetą mógł jechać jego ojciec, Hieronim Wincenty, nieszczęsny mąż księżnej Zofi i z niemieckiego rodu von Thurn-Taxis. Opowieść o pękniętej osi i pisaniu kredą na ubraniu mogła mieć też innego bohatera. Jest całkowicie w stylu księcia Karola Stanisława Radziwiłła zwanego Panie Kochanku, bohatera wielu barwnych staropolskich anegdot. Był on opiekunem zarówno Hieronima, jak i później Dominika. I zapewne wielokrotnie przejeżdżał karetą przez Łosice.
Tyle legenda. Z dokumentów wynika, że do budowy nowej cerkwi przymierzano się w Łosicach już przed 1780 rokiem. Zbierano fundusze. Zachowały się informacje o darowiznach i zapisy w testamentach. Stara cerkiew, pamiętająca jeszcze czasy sprzed 1596 roku, czyli unii brzeskiej polegającej na połączeniu Cerkwi prawosławnej w Rzeczypospolitej z Kościołem rzymskokatolickim, popadła już w ruinę. Trzeba było stawiać nową. „W 1780 roku zebrane na budowę nowej świątyni ofiary osiągnęły sumę 1000 zł i zostały przez starszego cerkwi, Floriana Piotrowskiego, ulokowane w łosickim kahale” – pisze Tomasz Dobrowolski. – „W tym też roku podpisana została umowa na budowę cerkwi: >Fabian Skwierczyński na wystawienie cerkwi Przeczystej Łosickiej, ugodzony przez Floriana Piotrowskiego, a konto kontraktu zł 1100 odebrał<”
Cały artykuł o historii świątyni, która wraca do Łosic przeczytacie w papierowym i e- wydaniu „Tygodnika Siedleckiego”.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Człowieku przeznacz te pieniądze na inne cele dla miasta a nie na dyrdymały, wartość historyczną... Ludzie kochani, to nie ma w mieście ważniejszych wydatków?
Ty po prostu d..l jesteś.. do tego ograniczony w czytaniu ze zrozumieniem..
... zapewne 60-70% Łosiczan ma korzenie unickie ... Jakie korzenie mają Unici?
Człowieku przeznacz te pieniądze na inne cele dla miasta a nie na dyrdymały, wartość historyczną... Ludzie kochani, to nie ma w mieście ważniejszych wydatków?
Ty po prostu d..l jesteś.. do tego ograniczony w czytaniu ze zrozumieniem..
... zapewne 60-70% Łosiczan ma korzenie unickie ... Jakie korzenie mają Unici?