Za uczestnikami rowerowej pielgrzymki z Siedlec do Rzymu ostatnie kilometry i wielkie emocje związane z dotarciem na Plac św. Piotra. Trasa liczyła blisko 2.000 kilometrów i była pełna nie tylko pięknych widoków, ale i potu, łez, nieprzespanych nocy, duchowych doświadczeń, modlitwy oraz ludzkiej życzliwości. Ostatnie dni wyprawy były jednymi z najbardziej wymagających.
Siedemnasty dzień rozpoczął się od Eucharystii i porannej naprawy pękniętego bagażnika księdza Radka. Pielgrzymi pokonali 104 km w palącym upale, a kąpiel w morzu w południe była jak wybawienie dla rozgrzanych ciał. Wieczorem, mimo braku obecności proboszcza w Riccione, grupa poradziła sobie i rozbiła namioty na campingu – po raz pierwszy podczas tej pielgrzymki. Tego dnia rozpoczęli też wspinaczkę na Apeniny. Do Rzymu pozostało im wówczas 300 kilometrów.
Osiemnasty dzień okazał się wyjątkowo ciężki. Temperatury sięgały 40 stopni w cieniu, a Apeniny nie dawały odpocząć. Dzień rozpoczął się od wymiany dętek u Natalii i Mateusza. Od rana towarzyszyły im ostre podjazdy i krótkie zjazdy. Na jednej z ostatnich gór ks. Radek stracił tylni hamulec – doszło do wycieku płynu. Do ostatniego zjazdu grupa podchodziła z ostrożnością, starając się nie zniszczyć przedniej tarczy. Mimo trudów udało się dotrzeć do miejscowości Acqualagna, gdzie pielgrzymi zostali przyjęci na plebanii. Rower księdza został naprawiony w lokalnym warsztacie, co pozwoliło ruszyć w dalszą drogę do Asyżu.
Dziewiętnasty dzień zapisał się jako jeden z najtrudniejszych całej pielgrzymki. Po porannej Eucharystii i kolejnej awarii – tym razem u Natalii – ruszyli w trasę. Długie, męczące podjazdy, upał i konieczność kolejnych napraw (regulacja przerzutek u Zuzi, wymiana klocków hamulcowych u ks. Radka) mocno nadwyrężyły siły grupy. Po 30 km i dwóch wymagających wzniesieniach dotarli do Asyżu – jednak z powodu opóźnienia nie zdążyli odwiedzić grobu bł. Carlo Acutisa. Wieczór spędzili na poszukiwaniu noclegu – bez skutku. Ostatecznie zameldowali się w hotelu Roma. Jak się okazało, na konto Fundacji Nieprzeciętni wpłynęła dokładnie taka kwota, jaką mieli zapłacić.
– Zawsze przed szukaniem noclegu modlimy się o pomoc z nieba. Dziś modliliśmy się przez wstawiennictwo św. Franciszka, św. Klary i bł. Carlo. I jesteśmy przekonani, że to właśnie on zaprosił nas do siebie – mówił ks. Radek, duchowy opiekun pielgrzymki.
Dwudziestego dnia pielgrzymi opuścili Asyż po modlitwie przy grobie bł. Carlo. Powierzyli Bogu młody Kościół siedlecki oraz sprawę powołań. Tego dnia przebyli 86 km do Treni pod Rzymem. Mimo kolejnej usterki u Natalii, obyło się bez większych awarii. Wieczorem odprawili Mszę św. w kościele św. Walentego i rozbili namioty na terenie karmelitów bosych, którzy okazali się bardzo gościnni. Co ciekawe, wszyscy zakonnicy pochodzili z Indii – kolejny znak zmieniającego się oblicza Kościoła.
Wreszcie nadszedł dzień, na który wszyscy czekali – 26 lipca, ostatni, 21. dzień pielgrzymki. Po przejechaniu 105 km, grupa dotarła do celu – Rzymu. Na Placu św. Piotra nie brakowało wzruszeń. Uczestnicy zakończyli dzień Eucharystią, już w stolicy Włoch. Choć zmęczeni, byli szczęśliwi i pełni wdzięczności.
27 lipca poranna Msza św. przy Domu Pielgrzyma, a następnie modlitwa Anioł Pański z papieżem Leonem. Choć czas na podsumowania dopiero nadejdzie, jedno jest pewne – ta pielgrzymka zostanie w sercach jej uczestników na długo.
- Dotarliśmy do Rzymu, za nami 1883 km w deszczu i słońcu. Przejechana Polska, Czechy, Słowacja, Austria i Włochy. Zaliczone Alpy, Apeniny i kąpiele w Morzu Adriatyckim. Po 20 dniach pielgrzymowania i 18 w „siodle” na rowerze jesteśmy w Wiecznym Mieście. Droga nas zmieniła, trud umocnił, a osiągnięty cel wlał w nasze serca nadzieję, że dla tych którzy wierzą nie ma rzeczy niemożliwych. Teraz czas oczekiwania na Jubileusz Młodych i spotkanie z papieżem Leonem oraz młodymi z całego świata. Dziękujemy wszystkim za wsparcie, modlitwę i słowa otuchy, zwłaszcza wtedy gdy było naprawdę ciężko – powiedział ks. Radek.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Niech się pomodlą za tego człowieka co go ksiądz z okolic Piaseczna pod Warszawą zabił siekiera oblał benzyna podpalił jak jeszcze żył i zostawił konającego na drodze. Bo mieszkania nie mógł wyłudzić. Kościół jako instytucja dla mnie już nie istnieje. Koniec z tym.
Człowieku, a za różnica kto tego dokonał, ksiądz czy świecki? Owszem ksiądz z racji pełnionej funkcji powinien starać się dawać przykład, tylko dlaczego w takich sytuacjach ludzie od razu wszystkich do jednego worka. Tak z dystansem trochę. No tragedia bez usprawiedliwienia, ale takie podejście, słabym podejściem
Niech się pomodlą za tego człowieka co go ksiądz z okolic Piaseczna pod Warszawą zabił siekiera oblał benzyna podpalił jak jeszcze żył i zostawił konającego na drodze. Bo mieszkania nie mógł wyłudzić. Kościół jako instytucja dla mnie już nie istnieje. Koniec z tym.
Człowieku, a za różnica kto tego dokonał, ksiądz czy świecki? Owszem ksiądz z racji pełnionej funkcji powinien starać się dawać przykład, tylko dlaczego w takich sytuacjach ludzie od razu wszystkich do jednego worka. Tak z dystansem trochę. No tragedia bez usprawiedliwienia, ale takie podejście, słabym podejściem