Nie kwitną jeszcze drzewa, ale w Zbuczynie zakwita coś innego – wspólnota. Wiosną, zanim przyjdą liście i śpiew ptaków, parafianie tej miejscowości szykują coś, co porusza bardziej niż jakikolwiek spektakl. Od trzech lat przygotowują Misterium Męki Pańskiej. I choć formalnie to inscenizacja, nikt z uczestników nie traktuje tego jak „przedstawienia”. Tu nie chodzi o grę – tu chodzi o prawdę.
W tym roku w Misterium wzięło udział ponad 30 osób. Są nauczyciele, uczniowie, rolnicy, urzędnicy, emeryci, strażacy, policjanci i księża. Każdy z własną historią, każdy z sercem na dłoni. – „To nie jest coś, co się odgrywa. To się po prostu przeżywa. I to zmienia człowieka” – mówi Iwona Krypa, która w tym roku wcieliła się w rolę Maryi.
Sceny z życia. I ze śmierci
– „Pomysł narodził się trochę z potrzeby serca, trochę z ducha czasu” – wspomina Joanna Nowak, jedna z głównych organizatorek Misterium. – „Zaczęło się od rozmów. Że fajnie byłoby zrobić coś więcej niż tylko uczestniczyć w liturgii. Coś, co ludzi poruszy. Coś mocnego, prawdziwego.”
Szybko do akcji włączył się jej mąż, Dariusz Nowak – dziś nieformalny reżyser, scenarzysta i „główny operator ludzkich emocji”. – „Darek to dusza tego przedsięwzięcia” – śmieje się Joanna. – „Pisze scenariusze, układa sceny, ogarnia logistykę i jeszcze znajduje czas, żeby nas motywować. Ale przede wszystkim – on naprawdę to czuje.”
Choć Misterium opiera się na klasycznym przebiegu wydarzeń – od modlitwy w Ogrójcu, przez sąd u Piłata, aż po ukrzyżowanie – co roku zmienia się wiele. – „W tym roku więcej refleksji poświęciliśmy współczesnym lękom – tym, z którymi ludzie żyją dzisiaj. Samotność, zagubienie, strach o przyszłość – to wszystko widać w twarzy św. Piotra, w jego rozterkach. To już nie tylko historia sprzed dwóch tysięcy lat. To nasza historia” – mówi Joanna.
Największą odpowiedzialność dźwiga Wojciech Mazurek – od początku wciela się w rolę Jezusa. – „To nie jest rola, którą da się odłożyć po próbie. Ona we mnie siedzi. Ludzie patrzą i widzą we mnie Jezusa. To zobowiązuje. Może łatwo jest go zagrać, ale dużo trudniej żyć jak On” – przyznaje z powagą. – „Ta rola mnie przemieniła. Zaczynasz się zastanawiać nad sobą, nad tym, jakim jesteś człowiekiem. Skoro ktoś mówi, że ta rola go poruszyła, to nie możesz potem być byle kim.”
Wzruszenie, śmiech i pot – czyli misterium od kuchni
Za tym, co widać z ławki kościelnej, stoją godziny pracy. Próby potrafią trwać po kilka godzin dziennie. Stroje szyją sami uczestnicy. Scenografia – z kartonu, drewna, sklejki, materiałów recyklingowych. Ale wszystko zrobione z sercem.
„Stroje? Każdy sobie szyje albo organizuje sam” – śmieje się Roman Jaszczuk, radny parafialny, który razem z bratem odgrywa żołnierza rzymskiego. „My to chłopy rosłe, więc rynsztunek pasuje jak ulał”.
Roman przyznaje, że dziś chętnych do udziału jest tylu, że trzeba... losować role. – „Na początku trudno było zebrać ludzi, a teraz to się dzieje samo. Ludzie przyjeżdżają z okolicznych miejscowości. Mówią: 'Czemu my wcześniej nie wiedzieliśmy, że tu się dzieją takie rzeczy?!'”
Iwona Krypa również nie kryje emocji. – „Zaczynałam jako św. Weronika, później była inna postać. Ale Maryja... to coś innego. To Matka. Kiedy patrzysz, jak katują Twoje dziecko, nie da się tego po prostu zagrać. Trzeba to poczuć. Ja czasem płaczę już na próbie” – mówi.
Podobne wspomnienia ma Barbara Ługowska: – „W ubiegłym roku, podczas sceny ukrzyżowania, nie mogłam przestać płakać. I widziałam, że nie byłam jedyna. Ludzie wychodzili w milczeniu. Jakby wrócili z Golgoty.”
Nie brakuje też zabawnych momentów – Ale taki luz też jest potrzebny – to ludzie, nie maszyny.”- stwierdza Joanna.
W Misterium biorą udział także księża. W tym roku w postać św. Jana wcielił się ks. Grzegorz Matysiak. – „Widząc, jak ogromnie zaangażowani są parafianie, nie mogłem stać z boku. To nie tylko inscenizacja – to wspólna modlitwa, wspólne przeżywanie. Znam wiele parafii, ale czegoś takiego jak tu – nie widziałem” – mówi.
Pomysłodawcą całego przedsięwzięcia był ks. Sławomir Brodawka, proboszcz parafii. – „To wszystko wyszło bardzo naturalnie. Ludzie sami zaczęli rozmawiać, pytać, planować. Szybko powstała grupa. I to najpiękniejsze – że oni to robią z potrzeby serca, nie z obowiązku” – podkreśla. Sam wciela się w rolę arcykapłana.
Na koniec raz jeszcze głos zabiera Wojciech Mazurek. – „Największą nagrodą jest dla mnie to, że ktoś po Misterium podchodzi i mówi: ‘Dziękuję. Coś zrozumiałem’. To wtedy wiem, że było warto.”
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze