Prezentujemy najnowszy felieton Dariusza Kuziaka.
Polskie za, polskie przeciw
Noszenie koszulki z Putinem to oczywiście głupota. Taka sama jak noszenie koszulki z Che Guevarą czy Leninem. Ale to nie za miliardy euro ze sprzedaży takiej koszulki Putin wyfasował sobie armię i zbudował bomby. Te, które teraz zabijają Ukraińców, zrównują z ziemią ukraińskie miasta i wsie. Zrobił to za pieniądze z ropy i gazu kupionych przez Europę, głównie przez Niemcy. Samo się nie zrobiło. Taki był pomysł: Niemcy opierają swoją, a więc również europejską, energetykę o Rosję. A całą konkurencję (a najbardziej polski węgiel) zwalczają pod pretekstem w trosce o klimat albo środowisko. Po to była rura na dnie Bałtyku: Rosjanie zarobią, Niemcy zarobią, a Polacy zapłacą.
Tak, oczywiście, my w Polsce również rosyjski gaz kupujemy i ropę. Niestety. Były oczywiście pomysły, by od tego jak najszybciej dochodzić. Ale były też pomysły wręcz przeciwne. Jedni podpisywali długoletnie umowy z Gazpromem, inni rozpoczynali budowę gazoportu w Świnoujściu. Jedni przyjaźnie gawędzili z Putinem, spacerując po sopockim molo, a drudzy budowali Baltic Pipe. Jednych oskarżano, że robią laskę (albo łaskę) Amerykanom, a inni zwlekali z ratyfikacją umowy o amerykańskiej antyrakietowej tarczy. I to tak długo, aż Obama z niej zrezygnował.
Skoro prezydent Lech Kaczyński ostrzegał w Tbilisi przed agresją Rosji, premier Donald Tusk musiał zrobić na odwrót i się akurat zakolegować. Skoro Kaczyński starał się mieć jak najlepsze stosunki z Wilnem i Kijowem, Tusk postanowił postawić na Moskwę i zaprosić Putina do Polski, a później zorganizować wspólną z Putinem (byle nie z Kaczyńskim) wizytę w Katyniu.
„Nasz człowiek w Warszawie” - pisały o Tusku rosyjskie media w 2008 r. - Równie dobrze można by powiedzieć odwrotnie, na to wskazywała atmosfera rozmów, o prezydencie Putinie: „Nasz człowiek w Moskwie” - rewanżował się polski premier.
Nie było niebezpieczeństwa? Niektórzy jednak widzieli. „Rząd Donalda Tuska popadł w dziwną zależność od Kremla. To stanowi zagrożenie tak dla Polski, jak i Ukrainy” - odnotowywała ukraińska prasa.
I tak to się kręciło.
Premiera Donalda Tuska można oczywiście po ludzku zrozumieć. Gdyby zachował się zgodnie z narodowym interesem, mógłby zapomnieć o posadzie „króla Europy”. Kariery w Brukseli by nie zrobił. Bo taką karierę mógł zrobić tylko z niemieckiej poręki. A Niemcom zależało na jak najlepszych układach z Rosją. Biznes to biznes. Trzeba było więc machnąć ręką na kłopotliwe smoleńskie śledztwo.
Ciąg dalszy właśnie dopisuje historia. Rusofobi okazali się realistami, germanofile wyszli na pożytecznych idiotów. A rusofile znaleźli się w ogóle poza skalą.
Dariusz Kuziak
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!