Prezes ARMS o pomyśle zamykania alejek: – Nie wyobrażam sobie tego.
W siedleckim parku „Aleksandria” zakończyła się wycinka kilku drzew. To koniec prawie półtorarocznej przepychanki między lokalnymi przyrodnikami a władzami miasta. W sporze padły argumenty z jednej strony o wartości zabytkowych okazów, z drugiej – bezpieczeństwie spacerowiczów.
W parku już wielokrotnie dochodziło do sytuacji, gdy na alejki spadały spróchniałe konary. Wielu siedlczan obawia się, że wystarczy do tego mocniejszy podmuch wiatru. – Zamiast swobodnie cieszyć się zielenią, omijam zacienione odcinki i nerwowo spoglądam w górę. A to odbiera mi przyjemność ze spacerów – przyznaje pan Janusz. Trudno się dziwić. W sierpniu ubiegłego roku na jedną z ławek runęła gałąź. Niespełna pół roku później konar spadł tuż za spacerującą kobietą.
Do usunięcia drzew w parku potrzebna jest zgoda konserwatora zabytków. W maju ubiegłego roku urząd miasta złożył wniosek o wycinkę dziewięciu z nich. –Wybrano okazy suche lub schorowane, zagrażające bezpieczeństwu osób korzystających z parku – mówi Piotr Woźniak, naczelnik gabinetu prezydenta miasta. Konserwator dał zielone światło na usunięcie ośmiu. Postawił tylko jeden warunek: nowe nasadzenia.
Wtedy do akcji wkroczył siedlecki oddział Polskiego Klubu Ekologicznego. Odwołał się do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, wstrzymując plany ratusza. – Naszym zdaniem, na co mamy merytoryczną argumentację, nie trzeba wycinać dwóch topoli czarnych i olszy czarnej – podkreśla Barbara Mileszczyk, prezes PKE Koło „Podlasie” w Siedlcach. W kilkunastostronicowym piśmie pojawiły się zarzuty: brak opinii specjalistów, „wypaczone” dane oraz ignorowanie faktów.
– Ubolewam nad tą sytuacją. Takie działanie to blokowanie prac konserwatorskich w parku. Pozostało nam tylko odgrodzić teren oraz wywiesić kartkę z prośbą do spacerowiczów o zachowanie ostrożności. I liczyć na to, że nikomu nie stanie się krzywda – przyznaje naczelnik Woźniak. Tyle że do ministra odwołał się również magistrat, który zakwestionował miejsca nasadzeń zastępczych.
W czasie gdy sprawa wycinki przechodziła przez kolejne urzędnicze szczeble, w parku kilkukrotnie odbyły się oględziny drzew. Uczestniczyli w nich także przedstawiciele klubu. I mieli liczne uwagi. – Zabrakło specjalisty przyrodnika. Poza tym nie porównano kondycji drzew z wynikami przeglądu przeprowadzonego rok wcześniej. Naszym zdaniem nie zrobiły się bardziej niebezpieczne. Jeden z wiązów poprawił kondycję nadszarpniętą podczas rewaloryzacji parku i wspaniale się odradza – zauważa prezes Mileszczyk. Tym samym zaprzecza opiniom, że przyrodnicy bronią rękami i nogami suchych i zamierających drzew. – Wśród wskazanych przez miasto okazów były takie, które trzeba wyciąć. Broniliśmy tylko starych drzew. Wiadomo, że mają ubytki, bo trudno, żeby stuletnie okazy były proste jak drut – zauważa przedstawicielka stowarzyszenia.

Minister nie uznał przyrodników jako strony, ale postanowieniem ze stycznia tego roku uchylił decyzję konserwatora i przekazał do ponownego rozpatrzenia. Historia się powtórzyła: konserwator ponownie wyraził zgodę na wycinkę. W decyzji z czerwca czytamy: „zezwolono na wycięcie drzew martwych, obumierających i mocno uszkodzonych, bo stwarzają realne zagrożenie, że się przewrócą albo połamie im się konar czy pień”. Zdaniem Agaty Ługowskiej, kierownik delegatury w Siedlcach, brak „spektakularnych zmian” na drzewie nie znaczy, że nie gnije ono w środku. Jak podkreśla, ryzyko mierzy się nie tylko stanem pnia, ale tym, co jest wokół drzewa: budynki czy alejki. Z tych powodów zgodzono się na usunięcie m.in. olszy czarnej, która rosła przy głównej ścieżce. Pani kierownik zaznacza też, iż decyzja podyktowana jest dbałością o zabytkowy charakter parku oraz zapewnieniem bezpieczeństwa osobom z niego korzystającym.
Wyjaśnienia nie przekonały przyrodników, którzy ponownie się odwołali. Na początku października Minister KiDN zezwolił na wycinkę siedmiu drzew. Od pójścia pod topór uratował wiąz polny. Kwestia nowych nasadzeń pozostała bez zmian. – Decyzja jest prawomocna. Nie zaskarżyliśmy jej do sądu administracyjnego – podkreśla przedstawicielka stowarzyszenia. Jak zaznacza, ich rolą jest edukacja przyrodnicza, a nie „wykłócanie się z urzędnikami”. – Nie możemy jednak pozwolić na wycinanie zabytkowych drzew. Należałoby je chronić i pielęgnować. A u nas pielęgnacja odbywa się przez wycinkę – zaznacza. Zwraca uwagę, że takie okazy powinny dalej rosnąć, być jedynie zabezpieczone. I podaje przykład warszawskiego Pola Mokotowskiego, gdzie starodrzew oznaczony tabliczkami „Uwaga! Nie wchodzić!” rośnie w spokoju. – Nic by się nie stało, gdyby w naszym parku ograniczono przechodzenie jedną z alejek.
Prezes B. Mileszczyk zarzuca też urzędnikom niewłaściwą, jej zdaniem, pielęgnację zieleni w parku. – Warto by się skupić na zlikwidowaniu bardzo niebezpiecznych suchych gałęzi, a nie na wycinaniu starych okazów – zaleca. Na koniec zaś stwierdza: – Czekamy na inwentaryzację drzew w parku, współpracę z urzędnikami i takie decyzje, żeby mimo braku wycinki park był bezpieczny dla spacerowiczów.
Dariusz Cegiełkowski, prezes Agencji Rozwoju Miasta Siedlce, która odpowiada za utrzymanie czystości i pielęgnację zieleni w parku, reaguje: – Pielenie alejek, zamiatanie liści na bieżąco i prace konserwacyjne należą jak najbardziej do nas. Natomiast na cięcia pielęgnacyjne trzeba mieć zgodę konserwatora. Nie można zredukować korony drzewa tak, jak się komuś podoba.
Szef ARMS zdziwiony jest również zarzutem braku współdziałania z innymi środowiskami. – Deklarujemy współpracę z każdym. Choćby jesienią ubiegłego roku włączyliśmy się w oddolną inicjatywę grabienia liści kasztanowców, co miało zapobiec rozprzestrzenianiu się pasożyta tych drzew – podkreśla. – Jeżeli są sygnały, że nie wykonujemy czegoś w taki sposób, jak powinniśmy, to powinny one najpierw dotrzeć do nas. Moglibyśmy porozmawiać na argumenty – uzupełnia.
Prezes Cegiełkowski mówi też o pomyśle zamykania ścieżek, przy których rosną drzewa bardzo cenne przyrodniczo, ale stanowiące zagrożenie: – Nie wyobrażam sobie tego.
I podsumowuje: – Bardzo zależy nam na tym, żeby park był przede wszystkim miejscem bezpiecznym
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
A pogonić tę ekolog. Tam gdzie jest, nawet niewielkie, zagrożenie życia lub zdrowia ludzi, kończy się dyskusja. Poza tym, takie sztuczne podtrzymywanie życia drzew, które osiągnęły swój biologiczny kres, do niczego nie prowadzi. Spowoduje to tylko to, że po np. 10 latach ,nazbiera się takich, podtrzymywanych drzew, które tak czy siak uschną. No i okazać się może, że trzeba będzie usunac jednocześnie ich dużo, a wtedy zerwą się krzyki, że park prawie pusty. a Mogłyby tam już rosnąć 10 letnie okazy(gdyby działano na bieżąco. Parki traktuje się jako całość a nie pojedyncze drzewa.
Co ważniejsze? Stare spróchniałe drzewa, czy ludzie odwiedzający park? Należy koniecznie pogonić eko-oszolomow gdzie pieprz rośnie.!
stare spróchniałe drzewo tworzy sie bo nie jest przycinane,przerzedzania korona itp,można tylko nikomu sie nie chce, wystarczy spojrzec jak na ulicach sa przycinane drzewa prawie goly pien zamiast przeswietlic
No i właśnie przez takich pseudoekologów budowy mostów czy autostrad ciągnąl się latami a Muchawki za chwilę nie będzie bo całkowicie zarośnie.
Jak faktycznie zagrażały bezpieczeństwu to należało coś z tym zrobić. Osobiście jeżeli bym wyciął, to wycięte bym zostawił na miejscu i dał im się rozkładać tam gdzie rosły lub obok... Park ma fajny klimat, zapach i trochę próchna dałoby dodatkowy klimat.
Jak komuś spadnie konar na głowę to skończy się eko-kozaczenie. MIEJSCE DRZEW JEST W LESIE, a park to sztuczny twór który stworzył człowiek, tak samo jak zalew - nie ma to nic wspólnego z ekologią. W takich miejscach to człowiek ma prawo, a nie fauna. Park to miejsce gdzie powinno rozłożyć się kocyk, a nie jakiś kult "krzaczorów" gdzie można się co najwyżej odlać... Podobnie jest z fauną nad zalewem, to "obiekt" dla rekreacji społeczeństwa, a nie dla 50 czy 100 rybaków...
Przy Wiatracznej kolo bloku 7 rośnie drzewo chyba modrzew,który podczas wichury się przegiął, prze hylił na jeną stronę. Jedna z gałęzi się złamała i tak sobie wisi "prawienia na włosku" chwilą i spadnie komuś na głowę. Przy silnym wietrze to się coraz bardziej przegina. A zaraz jest blok obok drugi i parking i rząd samochodów. Czy miasto usunie ro drzewo? To teren miejski. A drzewo naprawdę zagraża.
Człowiek musi usunąć a nie miasto.
Dajcie jakieś odznaczenie i kasę, a wnet obrońcy przyrody zamilkną.
Pani M. - samozwańczy ekologu wypromowany w tym mieście przez byłego wiceprezydenta (któremu za to nie dziękujemy). PARK to nie las ani dżungla a tym bardziej rezerwat przyrody. czas to zrozumieć. A miasto powinno dawno pogonić tych pseudoekologów. Tam gdzie trzeba to ich nie ma.
A pogonić tę ekolog. Tam gdzie jest, nawet niewielkie, zagrożenie życia lub zdrowia ludzi, kończy się dyskusja. Poza tym, takie sztuczne podtrzymywanie życia drzew, które osiągnęły swój biologiczny kres, do niczego nie prowadzi. Spowoduje to tylko to, że po np. 10 latach ,nazbiera się takich, podtrzymywanych drzew, które tak czy siak uschną. No i okazać się może, że trzeba będzie usunac jednocześnie ich dużo, a wtedy zerwą się krzyki, że park prawie pusty. a Mogłyby tam już rosnąć 10 letnie okazy(gdyby działano na bieżąco. Parki traktuje się jako całość a nie pojedyncze drzewa.
Co ważniejsze? Stare spróchniałe drzewa, czy ludzie odwiedzający park? Należy koniecznie pogonić eko-oszolomow gdzie pieprz rośnie.!
stare spróchniałe drzewo tworzy sie bo nie jest przycinane,przerzedzania korona itp,można tylko nikomu sie nie chce, wystarczy spojrzec jak na ulicach sa przycinane drzewa prawie goly pien zamiast przeswietlic