Prezentujemy najnowszy felieton Dariusza Kuziaka.
Europa: Sadzone czy omlet?
Z początku jajek było pół tuzina. Pół tuzina, czyli sześć: Belgia, Francja, Holandia, Luksemburg, Niemcy, Włochy. Kucharz francuski z szefem kuchni niemieckiej kombinowali, w jaki sposób jajka przyrządzić i podać na kontynentalny stół. Danie w menu nosiło nazwę: Europejska Wspólnota Węgla i Stali. Nie brzmiało to, trzeba przyznać, zbyt smacznie. Z czasem apetyty jednak rosły.
Świadectwem tych wstępnych kulinarnych zamyśleń nad przekąską z jajek jest wiersz „Europa Ojczyzn”, napisany przez naszego emigracyjnego poetę i satyryka Mariana Hemara. Utwór ma formę rozmowy między Anglikiem i Polakiem, która odbywa się w londyńskim autobusie. Wielka Brytania właśnie zastanawia się nad przystąpieniem do europejskiej wspólnoty. Anglik pyta więc:
– Jak to będzie właściwie? Czy na zasadzie omletu,
W którym pół kopy jajek, pospołu, bez różnicy,
Wbito do jednej michy w postaci jajecznicy?
Czy w rodzaju sadzonych jajek, gdy na patelni
W jednej potrawie, jajka, jak członkowie spółdzielni
Zbratani interesem, ale widać, całkiem
Osobno każde jajko z jego żółtkiem i białkiem?
Jajka sadzone były smaczne. Każdy mógł je przyprawić po swojemu. Okazało się jednak, że za dużo z tym roboty. Zwłaszcza że z dekady na dekadę jajek przybywało. Jest ich już nie pół tuzina, a prawie pół kopy. Coraz więcej mamy też – taki klimat – w Brukseli spasionych i leniwych kucharzy. Takim brak cierpliwości, by troszczyć się o każde białko, każde żółtko. Trzepaczką albo – idźmy z postępem – mikserem szybciej pójdzie.
Czy narody przywykłe do tego, by traktować je ostrożnie, z atencją, pozwolą się miksować, bełtać i trzepać? Próby trwają. Właśnie jesteśmy w trakcie takiej przyspieszonej obróbki. Padło akurat na Polskę. Kraj niezbyt duży, ale i nie za mały. Na europejską kulinarną pokazówkę w sam raz. No i to właściwie ostatni moment, żeby polską skorupkę potłuc. Za chwilę może być za późno, bo za bardzo stwardnieje.
Same jajka to oczywiście za mało. Do omletu niezbędne są przyprawy, które wspomogą proces bełtania i nadadzą pożądany aromat. Łatwiej rozbić kraje, gdy wcześniej rozbije się rodziny, tożsamość i tradycje. Dwa pudy dyrektyw, trzy wiadra zezwoleń na emisję, pół kilo gender, cztery szklanki uniwersyteckiej transgresji, obowiązkowo dopełnić elgiebetami oraz prawami reprodukcyjnymi. Smażyć na wolnym ogniu. Do smaku ubogacić imigrantami – i gotowe!
Jak znam rewolucjonistów, za chwil parę okaże się, że europejskie jajka (każde z osobnym żółtkiem i białkiem) są do przyrządzenia omletu całkowicie zbędne. Poza tym kury źle je znoszą. Koniec końców brukselskim szefom kuchni wystarczą same przyprawy. Najnowsze plany garkotłuków w sprawie europejskiego jadłospisu są już zupełnie inne: Zapomnijcie o omlecie. Mięso i cały nabiał – won!
No cóż, albo umrzemy z głodu, albo ktoś się udławi.
DARIUSZ KUZIAK
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!